Nie można dać się zwariować.
Przeczytasz jeden artykuł na necie Cię uspokoi, przeczytasz drugi znowu się zmartwisz.
Wniosek: Nie czytać!
Diagnoza: Niezależnie na co kto Cierpi i czy w ogóle ma chorobę to cierpimy wszyscy na "hipochondrię", a dokładnie "cyberhipochondrię".
Jak ktoś ma wątliwości: Idź do innego lekarza, daj się napropomieniować na TK , wyciąć parę węzłów.
Czytanie naprawdę nie pomoże - lepiej się zająć jakimiś pożytecznymi sprawami, a diagnozowanie zostawić lekarzom.
To jest bardzo madra rada. W koncu to oni sa lekarzami a nie my. No ale... strach zawsze jest :/
Ja nie mam dobrych doświadczeń z lekarzami, wiele razy ignorowali symptomy choroby, a w szpitalu gdy wylądowałam prawie nieprzytomna z ogromnymi bólami w okolicy miednicy i silnymi wymiotami (z bólu) kazali mi przestać udawać, że mnie boli i normalnie usiaść! ;) po godzinie odesłali mnie do domu twierdząc, że pewnie mam zapalenie pęcherza i przesadzam...
Miałam wtedy atak kolki nerkowej i kamień w nerce, a z bólu traciłam przytomność... ale dla nich to był pęcherz albo udawanie... :)
Przykładów mogłabym wiele podać...np. jakiś czas temu byłam u okulistki z bólem oka, usłyszałam od niej, że to prawdopodobnie stwardnienie rozsiane ;) mało zawału nie dostałam..zaczęłam badania,które nic nie wykazały, a neurolog wyśmiał tą okulistkę.
Ale ja dziękuje za takie straszenie...!
Diagnoza typu: boli pana głowa? Rak mózgu!
Albo straszą albo ignorują... poproszę o wyśrodkowanie jak można ;)))!
I co? Nadal chcecie tak ufać lekarzom? :)