Michał
14.06.2004 09:59
2004-05-01 23:06... 121277 napisał(a):
Witam. Ja nie choruję na ziarnicę, dopadła mojego męża. Ale będę tu pisać w naszym wspólnym imieniu. O tym, że to ziarnica na 100% dowiedzieliśmy się 4 dni temu. Najpierw był szok, płacz i bunt. Potem znalazłam tę stronę. Wiedza o wrogu uspokoiła mnie trochę ale i przeraziła. Wiem co czeka mojego męża i boję się, jak sobie z tym poradzi. Wczoraj wyłączyły mi się wszystki uczucia oprócz ogromnego smutku...nawet widok dziecka wracającego do zdrowia nie wywołał usmiechu. Od dziś zbieram siły. Bedę potrzebna moim facetom:)
Wiola
Witaj Wiolu. Przed chwilą przeczytałem o chorobie Twojego męża. Chciałbym Tobie i Twojemu mężowi napisać parę zdań o mojej ziarnicy. Zdiagnozowano ją w marcu 1978r, miałem 23 lata. Stwierdzono drugie stadium choroby ( tak to wówczas określano ). Najpierw były naświetlania telekobaltem ( ok. dwóch miesięcy ), potem chemioterapia. Koniec kuracji w lutym 1979r. W trakcie chemii ożeniłem się. Minęło ponad 25 lat. Mój obecny kontakt ze szp. onk. to tylko wizyty kontrolne. Bądźcie dobrej myśli, w żadnym wypadku nie można się załamywać. Ziarnica była i jest wyleczalna. Przez ten okres czasu medycyna zrobiła duże postępy. Myślę, że żyję do dziś dzięki szybkiej diagnozie, zastosowaniu właściwej terapii, opiece poznańskich lekarzy, ufności w to, że będę zdrowy i co najważniejsze dzięki wspaciu i obecności przy mnie wtedy narzeczonej a teraz mojej żony.
Życzę optymizmu i powodzenia w powrocie do zdrowia. Michał