Hej Zogra
Musze Ci powiedziec,ze tutaj jest troszke inaczej,pzrynajmniej tak bylo w moim przypadku.Kiedy zglosilem sie do lekarza z wynikiem biopsji,na ktorym napisane bylo zaleca sie wyciecie wezla.Slowa lekarza,ktore uslyszalem troche mnie zdziwily,gdyz znajac nasze realia i slyszac slowa innych lekarzy myslalem ze zabieg odbedzie sie nie wczesniej jak za okolo 3 miesiecy.Uslyszalem jednak,ze osoba ktora miala miec nazajutrz zabieg z przyczyn mi nieznanych zostal przelozony i ja moge wskoczyc na jego miejsce.Oczywiscie nie bylem na to przygotowany,ale po rozmowach z osobami mi najblizszymi i po zalatwieniu wszystkich spraw polozylem sie jeszcze tego samego dnia na oddzial.Nazajutzr,czekajac na zabieg(juz mialem dostawac glupiego jasia)okazalo sie,ze z przyczyn znanych tylko lekarzom,trzeba zabieg odlozyc.Nie namyslajac sie dlugo,biorac pod uwage ze szpital nie jest moim ulubionym domem i nie biore lekow,poprosilem o przepustke,ktora dostalem.Po dwoch tygodniach przepustki,w czasie ktorej zrobili mi biopsje i usg,ktore mialem robione juz wczesnie(wyszly te same wyniki)zapadla decyzja:jutro pod noz!!!
Sam zabieg jak i narkoza odbyly sie bez problemu,obudzilem sie ze szwami na szyji,a do zycia doszedlem po kilku nastepnych.Po dwoch dniach usuneli mi drenaz,a po nastepnych dwoch,kiedy zdjeli szwy,wrocilem caly szczesliwy do domu.Reasumujac,pod opieka lekarzy bylem 20 dni(16 na przepustce,4 na oddziale)Wiec jak sama widzisz u nas jest troszke inaczej. Pozdrawiam
tomek
to faktycznie inaczej, maz mial zalozone szwy tylko po wewnetrznej stronie (jakies samorozpuszczalne, ze nie trzeba bylo ich usuwac) a na zewnatzr jakis specjalny klej) goilo sie to super musze przyznac, tylko przez pierwsze dwa dni maz byla na prochach przeciwbolowych a pozniej juz ok
no i rana tez dosc pokazna, bo usuniety wezel mial wymiary 4.5 cm na 7 czy 8cm, wyszlo na tomografii ze lezal gdzies gleboko pod miesniem w dodatku blisko nerwu, chirurg "wspanialomyslnie" poinformowal meza o ryzyku utraty czucia i zdolnosci poruszania prawa reka i podsunal do podpisania zgode na operacje, coz mielismy zrobic zgode podpisalismy, a nawiasem mowiac to moze i dobrze ze o takowym ryzyku nie wiedzielismy wczesniej bo moze bilibysmy sie z myslami, dac sie kroic czy nie
ale wszystko poszlo ok, na poczatku bylo troche strachu bo maz twierdzil ze o okolicy naciecia i tak do polowy klaty to niczego nie czuje, bylo to jednak krotkotrwale