Przepraszam, że tak późno odpisuję ale zerkam tu rzadziej.
Przede wszystkim zdrowych i spokojnych Świąt Pani życzę :)
Chemię znosiłam znośnie... Co to znaczy?
Pierwsze try wlewy były bezproblemowe (o ile ból po dakarbazynie można znieść i nazwać bezproblemowym. Mi pielęgniarz odkręcał ją na maxa i tak zostawiałam. Wolałam przecierpieć te 0,5h i uciekać ze szpitala ;)
W domu odbywało się bez spotkań z klozetem. Natomiast od momentu kiedy dowiedziałam się po 4 wlewie, że mam remisję, to samo wejście na oddział powodowało mdłości *o ironio. Natomiast zaraz po wkłuciu się przez pielęgniarki, oddawałam wszystko z żołądka jak długo tylko się dało...Lekarka przepisała mi tabletki uspokajające ale one nie pomagały i tak niestety męczyłam się do samego końca. W domu było ok. Całą chemię pracowałam. Urlop brałam na dzień "po", ale później przeniosłam chemię na piątki i w poniedziałek normalnie maszerowałam do pracy. Lekarz nie miał przeciwskazań, a ja nie chciałam siedzieć zamknięta w domu. Ani razu nie złapałam przeziębienia itd. W domu byli chorzy a ja teoretycznie powinnam być najbardziej narażona na wirusy i bakterie. Wyniki krwi miałam na granicy normy, co dla lekarzy stanowiło sensację.
W połowie dopadły mnie bóle żył, ale maści apteczne i zimne okłady bardzo pomogły. Niczym się nie suplementowałam, włosy zostały. Wypadły z tyłu głowy po radio :/
Trzymam bardzo mocno kciuki za Panią! Organizm da radę, tylko wtedy kiedy Pani w to wierzy :)
Jak znosiłaś chemię?