Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Czy choroba coś zmieniła?

Autor: kola • 20.11.2012 15:15 • 65 odpowiedzi

kola

20.11.2012 15:15

Odpowiedz
Witam wszystkich.
Chciałbym spytać Was czy choroba w Was coś zmieniła i co? Chodzi mi o Wasze podejście do życia, czy czegoś Was nauczyła,czy wyzwoliła w Was jakieś emocje ( negatywne i pozytywne ). Czy zauważacie teraz te piękne strony życia? Czy rozumiecie problemy innych ludzi? I tak ogólnie co jest teraz czego przed choroba nie było. Ciekaw jestem waszych opinii. Jeżeli możecie to piszcie.

ada26

20.11.2012 15:40

Odpowiedz

O 16:15, dnia 2012-11-20 kola napisał(-a):

Witam wszystkich.

Chciałbym spytać Was czy choroba w Was coś zmieniła i co? Chodzi mi o Wasze podejście do życia, czy czegoś Was nauczyła,czy wyzwoliła w Was jakieś emocje ( negatywne i pozytywne ). Czy zauważacie teraz te piękne strony życia? Czy rozumiecie problemy innych ludzi? I tak ogólnie co jest teraz czego przed choroba nie było. Ciekaw jestem waszych opinii. Jeżeli możecie to piszcie.

TTTTaaaaaaaakkkkkkkkkk!!!!!!!;)

Zmienila Moje podejscie do zycia w 100%

i jak teraz ktos mi mowi boli Mnie glowa chyba umieram to smiech! Mowie wtedy;"Kur...wez przestan gadac glupoty i cieesz sie ,ze to tylko bol glowy lub czegos tam innego"

Pocieszam sie rowniez tym ,ze to "tylko"ziarnica inni maja duzo gorzej i bardziej cierpia...tego dowiedzialam sie rozmawiajac z kobietami chorymi na raka piersi,raka mozgu,pluc itp.ze ja przy Nich to jestem pikus:)

I tak naprawde zycie jest zbyt piekne zeby narzekac trzeba cieszyc sie z tego co sie ma:)

Pozdrawiam:)

frubelek

20.11.2012 19:01

Odpowiedz

Ostateczną diagnozę miałam potwierdzoną wczoraj ZZ IIIBS (typ NS) otrzymując wynik nie płakałam, nie byłam nawet smutna. O tym, że to nowotwór wiedziałam dużo wcześniej więc z tym już się pogodziłam. Odbierając wynik prosiłam tylko "Boże proszę nie chłoniak, ziarnicę leczy się dużo lepiej" etc. więc nawet się sama do siebie uśmiechnęłam, że na szczęście w nieszczęściu to ziarnica.

Zaraz po tym lekarz stwierdził "to da się wyleczyć" qrcze no super...ja mam szansę na życie, ale co mają powiedzieć osoby ktore odbierają wynik choćby raka płuca już z przerzutami nie do wyleczenia, te ktore słyszą ile miesiecy im zostało, te skazane tylko na leczenie paliatywne....a ja mam szansę żyć.

To takie piękne....

Lena

21.11.2012 08:01

Odpowiedz

Na razie jestem dopiero po 1 wlewie i powiem szczerze, że przez chorobę zawaliło się całe moje życie. Mieszkam sama, mam 37 lat, od prawie dwóch lat starałam się o wymarzoną pracę, którą dostałam w momencie jak dowiedziałam się o ziarnicy. Musiałam zrezygnować. Byłam bardzo aktywną osobą, kursy, szkolenia, chciałam pójść na MBA.. Perspektywa leczenia co najmniej pół roku i potem przynajmniej rok obserwowania organizu, kontrole co 2 miesiące...to mnie przeraża. Zanim wrócę do normalnego życia minie pewnie ze dwa lata, a strach i tak pozostanie. Nie umiem jakoś znaleźć pozytywów. Dużo podróżowałam, to była moja wielka życiowa pasja, a po ziarnicy wycieczki do Indii czy Kambodży to duże ryzyko (przynajmniej na 5 lat trzeba będzie z tego zrezygnować). Wiem, że trzeba cieszyć się, że to nie rak płuc czy mózgu, ale jeszcze niedawno miałam zupełnie inne problemy i ta zmiana o 180 stopnii strasznie mnie dołuje. Zastananawiam się nad jakimiś lekami, ale tyle chemii i jeszcze psychotropy to chyba za dużo.

Tomek

21.11.2012 11:51

Odpowiedz

O 09:01, dnia 2012-11-21 Lena napisał(-a):

Na razie jestem dopiero po 1 wlewie i powiem szczerze, że przez chorobę zawaliło się całe moje życie. Mieszkam sama, mam 37 lat, od prawie dwóch lat starałam się o wymarzoną pracę, którą dostałam w momencie jak dowiedziałam się o ziarnicy. Musiałam zrezygnować. Byłam bardzo aktywną osobą, kursy, szkolenia, chciałam pójść na MBA.. Perspektywa leczenia co najmniej pół roku i potem przynajmniej rok obserwowania organizu, kontrole co 2 miesiące...to mnie przeraża. Zanim wrócę do normalnego życia minie pewnie ze dwa lata, a strach i tak pozostanie. Nie umiem jakoś znaleźć pozytywów. Dużo podróżowałam, to była moja wielka życiowa pasja, a po ziarnicy wycieczki do Indii czy Kambodży to duże ryzyko (przynajmniej na 5 lat trzeba będzie z tego zrezygnować). Wiem, że trzeba cieszyć się, że to nie rak płuc czy mózgu, ale jeszcze niedawno miałam zupełnie inne problemy i ta zmiana o 180 stopnii strasznie mnie dołuje. Zastananawiam się nad jakimiś lekami, ale tyle chemii i jeszcze psychotropy to chyba za dużo.

Ja wiem, że stosuje się czasami leki wspomagające magazynowanie serotoniny nawet przy chemii. Możesz zapytać o to swojego lekarza onkologa. Ale nie psychiatrę po prostu. Zapytaj czy jest szansa, że to poprawi ci komfort życia. Takie leki działają po miesiącu, albo kilku a przez cały czas mogą powodować jakieś efekty uboczne. W szpitalu dostępny jest psychoonkolog. Popytaj o niego. Może ci bardziej pomóc niż leki. Jak się wyleczysz to wcale nie będziesz musiała siedzieć pięciu lat w kieleckim. No kto to wymyślił ? Jasne, będzie większe ryzyko infekcji niż dla osoby zdrowej, ale nie przesadzajmy. Pozatym kontrole są co pół roku, a potem co rok, jeżeli się nie mylę. Jak się wyleczysz będziesz mogła iść na swoje studia MBA, nikt ci tego nie zabroni.

kola

21.11.2012 18:55

Odpowiedz

O 09:01, dnia 2012-11-21 Lena napisał(-a):

Na razie jestem dopiero po 1 wlewie i powiem szczerze, że przez chorobę zawaliło się całe moje życie. Mieszkam sama, mam 37 lat, od prawie dwóch lat starałam się o wymarzoną pracę, którą dostałam w momencie jak dowiedziałam się o ziarnicy. Musiałam zrezygnować. Byłam bardzo aktywną osobą, kursy, szkolenia, chciałam pójść na MBA.. Perspektywa leczenia co najmniej pół roku i potem przynajmniej rok obserwowania organizu, kontrole co 2 miesiące...to mnie przeraża. Zanim wrócę do normalnego życia minie pewnie ze dwa lata, a strach i tak pozostanie. Nie umiem jakoś znaleźć pozytywów. Dużo podróżowałam, to była moja wielka życiowa pasja, a po ziarnicy wycieczki do Indii czy Kambodży to duże ryzyko (przynajmniej na 5 lat trzeba będzie z tego zrezygnować). Wiem, że trzeba cieszyć się, że to nie rak płuc czy mózgu, ale jeszcze niedawno miałam zupełnie inne problemy i ta zmiana o 180 stopnii strasznie mnie dołuje. Zastananawiam się nad jakimiś lekami, ale tyle chemii i jeszcze psychotropy to chyba za dużo.

Lena nic się nie martw. Jesteś dopiero na początku drogi do lepszego. Narazie czeka Cię trochę cieżkawa droga, przez proces powrotu do zdrowia. Jak już pewnie wiesz, mogą ale nie muszą, toważyszyć temu nieciekawe objawy uboczne.Ale potem będzie już tylko lepiej.Podczas leczenia zobaczysz jak chorują inni i wtedy zaczniesz dostrzegać pozytywy. A kiedy zakończysz leczenie, to powrócą marzenia i plany jakie miałaś przed chorobą.A do tego dojdzie radość życia i dostrzeganie świata jakiego przedtem nie widziałaś.Nawet to co kiedyś Cię drażniło zacznie cię cieszyć.I ważna rzecz to myśl pozytywnie bo jak skończysz leczenie to zaczniesz nowe lepsze życie. Zdrówka Ci życzę.

zuza89

21.11.2012 23:34

Odpowiedz

O 09:01, dnia 2012-11-21 Lena napisał(-a):

Na razie jestem dopiero po 1 wlewie i powiem szczerze, że przez chorobę zawaliło się całe moje życie. Mieszkam sama, mam 37 lat, od prawie dwóch lat starałam się o wymarzoną pracę, którą dostałam w momencie jak dowiedziałam się o ziarnicy. Musiałam zrezygnować. Byłam bardzo aktywną osobą, kursy, szkolenia, chciałam pójść na MBA.. Perspektywa leczenia co najmniej pół roku i potem przynajmniej rok obserwowania organizu, kontrole co 2 miesiące...to mnie przeraża. Zanim wrócę do normalnego życia minie pewnie ze dwa lata, a strach i tak pozostanie. Nie umiem jakoś znaleźć pozytywów. Dużo podróżowałam, to była moja wielka życiowa pasja, a po ziarnicy wycieczki do Indii czy Kambodży to duże ryzyko (przynajmniej na 5 lat trzeba będzie z tego zrezygnować). Wiem, że trzeba cieszyć się, że to nie rak płuc czy mózgu, ale jeszcze niedawno miałam zupełnie inne problemy i ta zmiana o 180 stopnii strasznie mnie dołuje. Zastananawiam się nad jakimiś lekami, ale tyle chemii i jeszcze psychotropy to chyba za dużo.

Ja cały czas szukałam pozytywnych rzeczy tej całej choroby, nawet takich drobnych np to że zawsze chciałam ściąć włosy na krótko, ale miałam odwagi, bo uwielbiam długie włosy, a teraz wszyscy mówią mi że lepiej mi w krótkich, samo to że mam inne podejście do życia, tak jak wyżej napisała ada26. Doceniam to co mam, ludzie mają gorsze choroby, a my możemy się z tego wyleczyć. Niby to aż ziarnica, ale jednak tylko. Tak jak większości ludzi układa się i tu nagle wszystko się wali, tez tak miałam. Naprawdę współczuję i trzymam kciuki żeby szybko się to skończyło.

Lena

22.11.2012 07:29

Odpowiedz

Lena nic się nie martw. Jesteś dopiero na początku drogi do lepszego. Narazie czeka Cię trochę cieżkawa droga, przez proces powrotu do zdrowia. Jak już pewnie wiesz, mogą ale nie muszą, toważyszyć temu nieciekawe objawy uboczne.Ale potem będzie już tylko lepiej.Podczas leczenia zobaczysz jak chorują inni i wtedy zaczniesz dostrzegać pozytywy. A kiedy zakończysz leczenie, to powrócą marzenia i plany jakie miałaś przed chorobą.A do tego dojdzie radość życia i dostrzeganie świata jakiego przedtem nie widziałaś.Nawet to co kiedyś Cię drażniło zacznie cię cieszyć.I ważna rzecz to myśl pozytywnie bo jak skończysz leczenie to zaczniesz nowe lepsze życie. Zdrówka Ci życzę.

Dziękuję kola. Staram się myśleć pozytywnie chociaż ciężko mi to wychodzi. Może jak zacznę widzieć pozytywne efekty leczenia (np. dobry pet do 2 cyklach) będzie lepiej. Mam tylko straszne problemy ze snem i przez to funkcjonuję jak zombie. Ja Tobie też życzę zdrówka. Jesteś w trakcie leczenia czy już po?

kola

22.11.2012 08:14

Odpowiedz

Ja zakończyłem leczenie w kwietniu.Na początku też miałem wątpliwości bo u mnie stwierdzili IV stopień, a z tego co wiedziałem to był to ciężki przypadek.Tym bardziej że nie jestem już najmłodszy ( 46 wiosenek ). Ale przez to że jestem uparty to zakończyłem leczenie na 6 cyklach ABVD.Zobaczysz że po 2 cyklu jak zrobisz PET to już będzie lepiej.Jak widać choćby małe efekty, to od razu człowiek patrzy na to inaczej.Powodzenia i odezwij się czasami.

Iness

22.11.2012 10:06

Odpowiedz

czesc "raczki" (tak do mnie mowiono gdy chorowałam), bardzo sie ciesze jak czytam co tu madrego piszecie. ja jestem juz po leczeniu (5 lat) i smiało moge powiedziec ze pozytyw tej choroby to ona sama...tak tak ,dzieki niej moje zycie sie odmienilo i ja sie zmienilam,gdybym miala wybor zachorowałabym jeszcze raz, wiem ze dla was teraz podczas choroby to wariactwo co pisze ale tak jest. gdy jest zimno,pada,deszcze,snieg, itd. chce mi sie wstac bo wiem ze mam po co zyc =) kocham moje zycie,ludzi wkoło i wszytsko co jest w koło mnie. jestem zakrecona optymistka ktora we wszytskim widze dobre strony. oczywiscie ciezko przechodzilam leczenie i mialam dosc,zalamałam sie na poczatku ale wstałam zkolan i teraz juz nic mnie niezłamie.boje sie oczywiscie powrotu choroby ale jesli chce kolejny raz dostac lanie to ja jej dam. jesli wam smutno i zle to rozmawiajcie o tym z ludzki,wywalajcie to z siebie a bedzie wam lzej,macie tu nas od pomocy (polecam sie).wazne w leczeniu jest to by o tym mowic to pomaga i tobie i otoczeniu, ty oswajasz sie z tematem a otoczenie widze ze dzielnie sobie radzisz w tym ;)

mabiel

22.11.2012 10:34

Odpowiedz
Witam,
lecze się od maja, przedwoczraj miałem 14 wlew ABVD. Od kiedy się dowiedziałem, że mam nowotwór moje życie się mocno przewartościowało. To co kiedyś wydawało mi się problemem teraz wydaje mi się błahostką. Ciesze się z drobnych rzeczy i z optymizmem patrze na świat. Jednocześnie z pogardą patrze na ludzi, dla których byle co urasta do rangi ogromnego problemu i jest powodem do zmartwień!
Od początku powiedziałem sobie, że nie pozwole chorobie pokrzyżować moich planów. Wróciłem do pracy, a w sierpniu się ożeniłem :-) Jestem uparty i się nie poddam. Jestem młody i mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia na tym świecie. I najwiażniejsze - mam dla kogo żyć i wiem, że moi bliscy mnie potrzebują. Dlatego Chłoniaku Hodgkina mam dla Ciebie złe informacje - jesteś na przegranej pozycji!!

Tomek

22.11.2012 13:00

Odpowiedz

O 11:34, dnia 2012-11-22 mabiel napisał(-a):

Witam,

lecze się od maja, przedwoczraj miałem 14 wlew ABVD. Od kiedy się dowiedziałem, że mam nowotwór moje życie się mocno przewartościowało. To co kiedyś wydawało mi się problemem teraz wydaje mi się błahostką. Ciesze się z drobnych rzeczy i z optymizmem patrze na świat. Jednocześnie z pogardą patrze na ludzi, dla których byle co urasta do rangi ogromnego problemu i jest powodem do zmartwień!

Od początku powiedziałem sobie, że nie pozwole chorobie pokrzyżować moich planów. Wróciłem do pracy, a w sierpniu się ożeniłem :-) Jestem uparty i się nie poddam. Jestem młody i mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia na tym świecie. I najwiażniejsze - mam dla kogo żyć i wiem, że moi bliscy mnie potrzebują. Dlatego Chłoniaku Hodgkina mam dla Ciebie złe informacje - jesteś na przegranej pozycji!!

Zaraz zaraz. Proponuje spojrzeć też w ten sposób, że problemy innych, które nam wydają się takie małe są takie małe, ponieważ patrzymy na nie właśnie my, gdybyśmy na nie spojrzeli oczami właściciela tego problemu... Np. ktoś może nie ma dla kogo żyć, nie ma tego szczęścia, chociaż relatywnie, jaki z niego szczęściarz, skoro jest zdrowy na ciele. Czasami takie 'byle co' (błahostka) może być całym światem i ogromnym utrapieniem. Pomijając to, nie zachęcam do spoglądania na innych z pogardą. Dziwnie się patrzy na zdrowych, którzy mają swoje zmartwienia, ponieważ własne urastają do rangi wydarzenia o skali światowej, ale problemy innych to raczej nie sprawa na która dobrze jest patrzeć z pogardą.

mabiel

22.11.2012 13:49

Odpowiedz

Może użyłem zbyt mocnego słowa. Myślę,że lepiej tu pasuje słowo "irytacja". A więc irytują mnie ludzie dla których drobne problemy są powodem złego humoru, frustracji i przygnębienia.

kola

22.11.2012 14:01

Odpowiedz

O 14:49, dnia 2012-11-22 mabiel napisał(-a):

Może użyłem zbyt mocnego słowa. Myślę,że lepiej tu pasuje słowo "irytacja". A więc irytują mnie ludzie dla których drobne problemy są powodem złego humoru, frustracji i przygnębienia.

Bardziej pasowało by stwierdzenie że żal Ci tych ludzi. Oni często stwarzają sami sobie te problemy i myślą że nie da się ich rozwiazać. Ale to prawda że dopuki nie staniemy twarzą w twarz z chorobą albo czymś poważniejszym to z błachostek robimy coś wielkiego. Czy ty dopuki nie zachorowałeś to nie myślałeś tak jak oni??? Ich w pewnym sensie też trzeba zrozumieć.

ada26

22.11.2012 14:37

Odpowiedz
Kciuk do góry bardzo mi się podobają wszystkie komentarze:)Lubie to;)heh...jak to się fajnie dogaduja Ci co wiedzą o co chodzi::)
Pozdrawiam;)

zuza89

22.11.2012 20:44

Odpowiedz

Zaraz zaraz. Proponuje spojrzeć też w ten sposób, że problemy innych, które nam wydają się takie małe są takie małe, ponieważ patrzymy na nie właśnie my, gdybyśmy na nie spojrzeli oczami właściciela tego problemu... Np. ktoś może nie ma dla kogo żyć, nie ma tego szczęścia, chociaż relatywnie, jaki z niego szczęściarz, skoro jest zdrowy na ciele. Czasami takie 'byle co' (błahostka) może być całym światem i ogromnym utrapieniem. Pomijając to, nie zachęcam do spoglądania na innych z pogardą. Dziwnie się patrzy na zdrowych, którzy mają swoje zmartwienia, ponieważ własne urastają do rangi wydarzenia o skali światowej, ale problemy innych to raczej nie sprawa na która dobrze jest patrzeć z pogardą.

Zgadzam się. Tym bardziej, że zanim zachorowałam przejmowałam się małymi problemami, które wtedy były dla mnie duże. Mój chłopka i siostra przeszli przez to razem ze mną, ale i tak uważam, że nie patrzą na życie tak jak ja. Myślę, że to trzeba przeżyć, żeby zrozumieć, że ludzie zdrowi naprawdę mają szczęście. Ale dla jednych małe problemy są dużymi dla innych. Zresztą my też nie mamy tak źle, mogło być jeszcze gorzej.

Iness

22.11.2012 20:44

Odpowiedz
fajnie to brzmi to ;)

" heh...jak to się fajnie dogaduja Ci co wiedzą o co chodzi::)"

my wiemy o co chodzi bo kochamy życie zgadza się "raczki" ?

ada26

23.11.2012 12:11

Odpowiedz

O 21:44, dnia 2012-11-22 Iness napisał(-a):

fajnie to brzmi to ;)

" heh...jak to się fajnie dogaduja Ci co wiedzą o co chodzi::)"

my wiemy o co chodzi bo kochamy życie zgadza się "raczki" ?

A Tak mi sie sympatycznie napisalo ale kazdy wie o co chodzi hehhe;P

Janek

23.11.2012 13:29

Odpowiedz

O 21:44, dnia 2012-11-22 Iness napisał(-a):

fajnie to brzmi to ;)

" heh...jak to się fajnie dogaduja Ci co wiedzą o co chodzi::)"

my wiemy o co chodzi bo kochamy życie zgadza się "raczki" ?

zgadza się Iness, my rozumiemy się bez słów.

kola

23.11.2012 20:03

Odpowiedz

Zakładając ten wątek,chciałem aby ludzie którzy widzą tylko te złe strony choroby, dowiedzieli się czegoś więcej, niż tylko informacje medyczne, które mogą sobie poczytać. Ale trochę mało " raczków " opisało swoje przeżycia. Szkoda. Mam nadzieję że to nie są wszyscy, którzy znaleźli też te dobre strony.