Przede wszystkim pomęcz swojego lekarza. Jeżeli nie wie, (lub udaje że nie wie ;)) to poszukaj w pobliżu kliniki leczenia niepłodności. Tam biegiem wyłuszcz problem. Ktoś musi pomóc zabezpieczyć komórki. (tak się wymądrzam, bo mamy ten sam problem tylko u chłopczyka :) Tylko u nas rozterka jest taka: czy zamrażać komórki rozrodcze po 3 intensywnych chemioterapiach? (duże prawdopowodobieństwo mutacji). Nasz doktor odradza, nie nasz doktor poleca.
Pozdrawiam ciepło
JOaśka
Co do Waszego przypadku Joasiu, to nie ma to w tej chwili sensu. Trzeba liczyć na odbudowę organizmu po leczeniu i na to iż uszkodzone geny nie przeniosą się dalej.
Trzeba sobie uświadomić iż zachorowanie na ZZ świadczy o słabości pewnego odcinka DNA, łańcucha zwanego p51. Może zademonstruję to na przykładzie:
Moja babcia miała chłonniaka nieziarnicznego, mój wujek nowotwór krtani i przełyku. Wszystkie znajdują się w tym łańcuchu.
Tylko że jak się ostatnio okazuje, słabość tej części DNA nie oznacza jeszcze nowotworu. Zarówno chłonniak, jak i ZZ nie są dziedziczne, kiedyś długo na ten temat rozmawiałem z moją doktor.
Nie ma w tym przypadku jakiejś uniwersalej rady.
Ale jest jedno wyjście.
W klinikach onkologicznych są poradnie genetyczne (w Wawie w CO pok.14). Możecie tam się udać i popytać.
O ile w chwili obecnej to niewiele zmieni, o tyle możnaby przeprowadzić analizę genetyczną u potomków. W ten sposób dowiecie się wcześniej o zagrożeniu, które jednak, jak pisałem wcześniej, nie oznacza od razu choroby.
Przyszłość leży w terapiach genowych, może już niedługo załatwimy sprawę nowotworów z p51 ostatecznie.