121277
28.08.2006 09:59
O 11:31, dnia 2006-08-28 joanna napisał(-a):
O 07:53, dnia 2006-08-28 121277 napisał(-a):
Wiem, ze da się przeżyć po ZZ długie lata i da sie umrzeć na coś innego, niezwiązanego z ZZ. I wierzę, że Misiek będzie tym szczęśliwym przypadkiem, że choroba juz nas nie dopadnie i że za jego sprawą ta durna mediana i w ogóle statystyki - polepszą się.
Bo niby dlaczego by tak miało nie być????
Mam dokładnie tak samo. Już kiedyś pisałam, że podeszłam do zz, jak do grypy. W zasadzie nie musialam psychicznie dochodzić do równowagi, bo tylko na początku pomyślalam, że zz wybrala najgorszy mmoment do zaatakowania (tuz po urodzeniu synka). No i przy ostatnim wlewie (ale jeszcze nie wiedzialam, ze to ostatni) przyszlo mi do glowy, że chyba nie dam rady. Teraz, kika miesiecy po leczeniu, wydaje mi się to wszystko złym snem. I dlatego tak prosiłam Zoistego o te rozprawki dotyczące tego, jak funkcjonować po zz. Ja funkcjonuję normalnie (tak mi sie wydaje), może nawet żyję bardziej intensywnie, bo mam w domu prawie rocznego malca. A z drugiej strony, sama nie wiem, co moglabym zrobić, żeby zz po raz drugi mi się nie przytrafiła. Z czego zrezygnować?
Zrezygnować ze: smutków, stresów, zamartwiania się, przemęczania (przynjamniej się starać, choc przy małym dziecku to trudne) i opychania sie miesiącami makdonaldem.
Wiadomo, że dobra dieta i usmiech to najlepsze lekarstwa na wszystko - mają działanie lecznicze na najróżniejsze choroby, podnosza odporność a dobre nastawieie to połowa sukcesu. Życia nie unikniesz - ale nastawienie do niego to sprawa bardzo ważna.