No to diagnozę miałaś super szybko. W sumie najwięcej "krzywdy" Twojemu maleństwu mogły wyrządzić Twoje nerwy a nie leczenie:) Lekarze wiedzą co robią, zresztą nie jesteś pierwsza, która leczy się podczas ciąży:) Będzie dobrze:) ja wiem, że trudno tu się cieszyć, ale uwierz mi, że ta sytuacja ma swoje dobre strony. Ja zaczęłam się leczyć tydzień po porodzie. Przez ponad pół roku kiedy dziecko najbardziej potrzebuje matki, mnie nie było właściwie. Chemię przechodziłam strasznie, połogu nie miałam a organizm był strasznie wyczerpany porodem, karmić nie mogłam, mimo, że pokarm miałam. No nic ciekawego. Byłam zła, że to spotkało mnie, że moje koleżanki są szczęśliwe, cieszą się swoimi pociechami a ja zostałam tego pozbawiona. Potem postanowiłam zmienić podejście i spróbować cieszyć się tym co mam. No bo przecież miałam już córeczkę, piękną, zdrową; no bo leczenie szło dobrze; no bo córka przez ciągłe wizyty rodziców, ciotek jest teraz otwarta i nie chowa się za mamy spódnicą:) w każdej sytuacji można znaleźć coś dobrego:) WIELKI SZACUNEK dla Ciebie, że zdecydowałaś się donosić ciążę, że nie wpadłaś w panikę i nie przerwałaś tego stanu. Wszystko będzie dobrze:)
Panika była i to duża, mieszane uczucia obawa, że udusimy się przez zajętą klatkę piersiową naprawdę było ciężko, ale bardzo się cieszę, że taką decyzję podjęliśmy i duszności nie było. Oczywiście wspierała rodzina, która bardzo cieszy sie na nowego członka rodziny. Dobrze, że trafiliśmy na takiego lekarza który wytłumaczył nam schemat działania, że leczenie w Ciąży ZZ jest możliwe oczywiście jest ryzyko, ale nie takie duże dlatego tez juz nie mieliśmy żadnych wątpliwości Naprawde Warto próbować Trzeba, wiem że inaczej nie wybaczyłabym sobie tego nigdy, że nie próbowałam. Boje sie tego co bedzie pózniej, czeka mnie jeszcze długa droga ale z taką motywacją jak mąż i synek to muszę dać radę dla NICH:* Mam jeszcze takie pytanie jak u Ciebie wykryli to paskudztwo? i jak Cie leczyli jaką chemie brałaś??