Ziarnica.pl
← Wróć do anegdot

Wizyta u profesora hematologii

Autor: Administrator 14.05.2026 11:42 6 wyświetleń +1 polubień

Otóż jako, że ośrodek w którym leczyłam ziarnicę nie do końca spełniał moje oczekiwania jako pacjenta (standardowo jak każdy chory potrzebowałam uwagi, indywidualnego podejścia lekarza a ze względu na dużą liczbę chorych było to niemożliwe), postanowiłam zostać prywatną pacjentką jednego z bardzo cenionych i znanych profesorów hematologii. Zdobyłam więc namiar na jego prywatną praktykę, telefonicznie ustaliliśmy termin wizyty i z niecierpliwością czekałam na dzień kiedy dane mi będzie zasięgnąć opinii tak znakomitego lekarza. Oczekiwałam po tej wizycie przede wszystkim tego, że ktoś w końcu poświęci mi czas jeśli mam za niego płacić - trudno, uważałam że warto. Jadąc do profesora zabrałam ze sobą wielką teczkę z dokumentacją choroby jaką udało mi się zgromadzic przez te wszystkie miesiące. Niestety jak się później okazało było to całkowicie zbędne gdyż profesor nawet nie raczył ze mną porozmawiać, a co dopiero choćby pobieżnie przejrzeć wyniki moich badań, rozmawiał ze mną chaotycznie kilka minut nie dajćc szansy zadania choćby najkrótszego pytania, na moje słowa ziarnica złośliwa IIA po leczeniu zareagował tylko jednym zdaniem "zapomni pani, że była kiedyś chora, mośe się pani uwazać za wyleczoną w 95%", zdążył jeszcze skomplementować moją urodę i ciekawe, niebanalne, jak się wyraził buty! Po czym podał dłon i życzył wszystkiego dobrego, całość trwała nie dłużej niż 5-6 minut, które kosztowało mnie 100zł. Wyszłam wściekła i z przekonaniem, że już więcej sie tam nie pojawię, bo i po co? Jednak gdy ochłonęłam stwierdziłam, że nic tylko się cieszyć, że profesor pacjentkę z ziarnicą potraktował tak lekko, w końcu podczas swojej wieloletniej praktyki stykał się juz z takimi przypadkami, że ziarnica to przysłowiowy pikuś. Wytłumaczyłam sobie.. aby się uspokoic i pomogło ;-)

Inne anegdoty