Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Związek ziarnicy z przewlekłym stresem

Autor: Lena • 13.02.2013 09:07 • 27 odpowiedzi

Lena

13.02.2013 09:07

Odpowiedz
Prawie w każdej książce nt. raka można przeczytać o związku przewlekłego stresu i depresji z wystąpieniem takich nowotworów jak chłoniaki czy białaczki. Podobno z czasie stresu wydziela się adrenalina, noradrenalina, kortyzol i inne świństwa z którymi walczy nasz system odpornościwy.
To samo dotyczy nawrotów. Pacjenci wiele lat w remisji potrafili zaliczyć nawrót np. po śmierci współmałżonka.
Ja u siebie widzę ewidentny związek, gdyż ostatnie 3-4 lata to stres za stresem, same problemy, choroby w rodzinie, rozwód, nieprzespane noce, depresja.
Czy u Was było podobnie?
Czy osoby, które miały nawrót mogą skojarzyć go z poprzedzającym go podwyższonym stresem?

ika

13.02.2013 11:10

Odpowiedz

O 10:07, dnia 2013-02-13 Lena napisał(-a):

Prawie w każdej książce nt. raka można przeczytać o związku przewlekłego stresu i depresji z wystąpieniem takich nowotworów jak chłoniaki czy białaczki. Podobno z czasie stresu wydziela się adrenalina, noradrenalina, kortyzol i inne świństwa z którymi walczy nasz system odpornościwy.

To samo dotyczy nawrotów. Pacjenci wiele lat w remisji potrafili zaliczyć nawrót np. po śmierci współmałżonka.

Ja u siebie widzę ewidentny związek, gdyż ostatnie 3-4 lata to stres za stresem, same problemy, choroby w rodzinie, rozwód, nieprzespane noce, depresja.

Czy u Was było podobnie?

Czy osoby, które miały nawrót mogą skojarzyć go z poprzedzającym go podwyższonym stresem?

Fajnie ze poruszylas ten watek tez sie nad tym zastanawialam. Ja jestem w trakcie diagnozowania. Ale zyje w permanentnym stresie od ponad 2 lat. Ciezki zwiazek, depresja, schudniecie 10 kg, b silne wypadanie wlosow no i od kilku miesiecy borykanie z wezlami... czy to rzeczywiscie moze miec zwiazek?

e.ewa

13.02.2013 11:10

Odpowiedz
ziarnice wykryto u mnie w III stadium, myslę, ze chorowałam już ok roku, jestem po 12 wlewach ABVD,
ja również widzę ewidentny związek długotrwałego stresu z pojawieniem sie ziarnicy ... niestety ... ogromne nasilenie stresu to też początek bólu ziarniczego, który trwał ok 6 miesiecy (wtedy jeszcze nie wiedziałam co mi jest), 26 lutego mam PET i zmieniam swoje życie, to pracodawca mnie wykończył ... nie będe juz nigdy miałą pracodawcy ... bedę robiła to co kocham i będzie to bezstresowe zajecie :)

e.ewa

13.02.2013 11:19

Odpowiedz

dodam jeszcze, że Pani Psycholog z oddziału po rozmowach ze mną określiłą mnie jako klniczny przykład osoby narażonej na nowotwory, mam zespół jelita drażliwego ( stany paniki bywały) jestem bardzo wrazliwa emocjonalną osobą ... z jednej strony to piekna cecha ale niestety trudno z tym żyć w dzisiejszym świecie gdzie ludzie ludziom robia takie świństwa, piszę tu o mobbingu np ...

Lena

13.02.2013 12:56

Odpowiedz

O 12:19, dnia 2013-02-13 e.ewa napisał(-a):

dodam jeszcze, że Pani Psycholog z oddziału po rozmowach ze mną określiłą mnie jako klniczny przykład osoby narażonej na nowotwory, mam zespół jelita drażliwego ( stany paniki bywały) jestem bardzo wrazliwa emocjonalną osobą ... z jednej strony to piekna cecha ale niestety trudno z tym żyć w dzisiejszym świecie gdzie ludzie ludziom robia takie świństwa, piszę tu o mobbingu np ...

Ja w takim razie też jestem klinicznym przykładem, ale niestety po chorobie muszę zmienić pracę, do tego jestem sama i mam masę stresów, a będzie jeszcze więcej. Nie mam szans na bezstresowe zajęcie.

INES

13.02.2013 13:52

Odpowiedz
Temat również dotyczy mnie.

Ziarnicę wykryto u mnie w okresie wzmożonego stresu związanego z praca i rozpadającym się małżeństwem.

Podczas opornego leczenia, moja wspólniczka mnie okradła i zostawiła z niczym. Popadałam w długi i pracowałam bez przerwy, napinając na kompie pod kroplówką. Kredyt trzeba spłacać ...

Ponad dwa lata męczarni i 4 rodzajów chemii, zakończyłam przeszczepem, SGNem i remisją.

Mija rok po przeszczepie, a ja widzę, że moje życie w ogóle na lepsze się nie zmieniło w kontekście stresu. Praca mnie dobija. Zapierniczam prawie w każdy weekend. Własna firma ma swoje plusy, ale minusem jest to, że wszystko na Twojej głowie i jak jest źle jest to pensji nawet się nie bierze. Musze opłacić innych.

Jestem przybita, sfrustrowana i mam poczucie klęski. Codziennie myślę, co mam zrobić, aby zmienić ta sytuację. I wyjścia nie widzę. Boję się, że jak przejdę na etat, to wejdę w jeszcze większy stres.

Wkurwia mnie maksymalnie, że głównym moim problemem jest szantaż zarabiania pieniędzy. Wszystko się wokół tego skumulowało.

Bo jak nie biorę pensji to: nie mogę wyjść z przyjaciółką na wino i pogadać, nie mogę pójść na siłownie aby popracować nad sobą, nie mogę pójść na koncert, kupić auta, odwiedzić mamy, bo brak kasy na bilet, nie moge pojechać na zasłużone wakacje itd....

Tak wiem, ludzie mają większe problemy, aniżeli brak kasy na kino. Nie zmienia to faktu, że czuję że robię coś nie tak i wyrządzam sobie tym krzywdę...

Lena

13.02.2013 14:57

Odpowiedz
INES jak bardzo Cię rozumiem......zazdroszczę kobietom, które mają mężów zarabiających dużo i mogą mieć lekką pracę za małe pieniądze, a skupić się po chorobie np. na domu, dzieciach.
INES, a jak Twoje małżeństwo? Udało się przejść trudne chwile? Macie dzieci?

beata79

13.02.2013 15:39

Odpowiedz

Ja również podpisuje się pod twierdzeniem, że stres ma wpływ na pojawienie się choroby. U mnie ziarnica zaatakowała po długotrwałym stresie związanym z rozpadem długoletniego związku... jestem pewna, że miało to wpływa na moje zachorowanie :-(

INES

13.02.2013 16:01

Odpowiedz

O 15:57, dnia 2013-02-13 Lena napisał(-a):

INES jak bardzo Cię rozumiem......zazdroszczę kobietom, które mają mężów zarabiających dużo i mogą mieć lekką pracę za małe pieniądze, a skupić się po chorobie np. na domu, dzieciach.

INES, a jak Twoje małżeństwo? Udało się przejść trudne chwile? Macie dzieci?

Moje małżeństwo w okresie choroby udało mi się uratować. I jestem wdzięczna losowi za tą jedną rzecz. Jednak problemy codzienności zostały. Mój mąż niestety nie zarabia na cały dom i nie pozwala mi to swobodnie podejmować decyzji zawodowych. Ja do niego mam żalu, może kiedyś miałam. Teraz rozumiem, że ekonomia naszego kraju jest skomplikowana i ciężka. Każdy przędzie jak może. Tylko, że ja już opadam z sił :(

Myślę, że choroba przyczyniła się do zmniejszenia mojej własnej samooceny. Tym ciężej jest mi podjąć decyzję o etacie, bo tam będę na świeczniku i ktoś będzie oceniał mnie. We własnej firmie mam luksus stanowienia o sobie. Ale za jaką cenę :(

Syringa

13.02.2013 17:27

Odpowiedz

O 10:07, dnia 2013-02-13 Lena napisał(-a):

Prawie w każdej książce nt. raka można przeczytać o związku przewlekłego stresu i depresji z wystąpieniem takich nowotworów jak chłoniaki czy białaczki.

Nie chcę Was obrazić dziewczyny. Wyrażam tylko pogląd na temat - stres powodem chłoniaka, depresja powodem białaczki, poczucie winy powodem jeszcze innego nowotworu, itd.

Bzdura!

INES

13.02.2013 18:16

Odpowiedz
Syringa - jestem daleko od tego, aby w prostej lini wiązać zachorowanie na nowotwór tylko ze stresem. To zapewne wypadkowa wielu czynników.

Jednak nie od wczoraj, specjaliści alarmują, że stres jest chorobą cywilizacyjną XXI wieku. Powoduje przykre następstwa obniżenia odporności organizmu. Może powodować gwałtowne przyspieszenie raka, zwiększenie podatności na zakażenia wirusowe, może prowadzić do miażdżycy, zawału mięśnia sercowego, przyspieszenia początku cukrzycy typu I i rozwoju cukrzycy typu II. Lista jest długa.

Na tzw. jakość naszego życia składa się wiele rzeczy. Ja uważam, że równowaga psychiczna jednym z ważniejszych elementów stanowiących o naszym zdrowiu.

Przytoczę jedną anegdotę. W szpitalu na sali leżałam z jedną panią w średnim wielu. Pani profesor genetyk, mądra i ciekawa kobieta. Zachorowała na jakąś chorobę krwi, dokładnie nie pamiętam, ale nie była to białaczka. Pierwszego dnia ucięłyśmy sobie pogawędkę. Z politowaniem patrzyła na mnie, jak wmawiałam jej, jak ważne jest nastawienie pozytywne i energia do leczenia. Codziennie była smutna, wściekła na chorobę i dość niemiła dla personelu medycznego. Obserwowałam jak stacza się w tą depresyjną dziurę. Po tygodniu wyszłam i jak wróciłam za 3 tyg. dowiedziałam się że właśnie zmarła.

Ta historia to żaden wyznacznik oczywiście. Ale w tym przypadku jest coś na rzeczy. Czuję to instynktownie.

ika

13.02.2013 18:24

Odpowiedz

O 19:16, dnia 2013-02-13 INES napisał(-a):

Syringa - jestem daleko od tego, aby w prostej lini wiązać zachorowanie na nowotwór tylko ze stresem. To zapewne wypadkowa wielu czynników.

Jednak nie od wczoraj, specjaliści alarmują, że stres jest chorobą cywilizacyjną XXI wieku. Powoduje przykre następstwa obniżenia odporności organizmu. Może powodować gwałtowne przyspieszenie raka, zwiększenie podatności na zakażenia wirusowe, może prowadzić do miażdżycy, zawału mięśnia sercowego, przyspieszenia początku cukrzycy typu I i rozwoju cukrzycy typu II. Lista jest długa.

Na tzw. jakość naszego życia składa się wiele rzeczy. Ja uważam, że równowaga psychiczna jednym z ważniejszych elementów stanowiących o naszym zdrowiu.

Zgadzam sie z INES w 100%

Przytoczę jedną anegdotę. W szpitalu na sali leżałam z jedną panią w średnim wielu. Pani profesor genetyk, mądra i ciekawa kobieta. Zachorowała na jakąś chorobę krwi, dokładnie nie pamiętam, ale nie była to białaczka. Pierwszego dnia ucięłyśmy sobie pogawędkę. Z politowaniem patrzyła na mnie, jak wmawiałam jej, jak ważne jest nastawienie pozytywne i energia do leczenia. Codziennie była smutna, wściekła na chorobę i dość niemiła dla personelu medycznego. Obserwowałam jak stacza się w tą depresyjną dziurę. Po tygodniu wyszłam i jak wróciłam za 3 tyg. dowiedziałam się że właśnie zmarła.

Ta historia to żaden wyznacznik oczywiście. Ale w tym przypadku jest coś na rzeczy. Czuję to instynktownie.

Nessa

13.02.2013 21:06

Odpowiedz
Też się zgadzam z INES. Zachorowałam po 2 latach okropnych doświadczeń. Z częstotliwością co pół roku umierała bliska mi osoba- 4 w ciągu dwóch lat. Do tego szaleńcze rzucenie się w wir działania, aż do padnięcia. Przegięłam.
Teraz po leczeniu odpuściłam i staram się nie zarzynać, ale wiadomo że bezstresowe życie to fikcja.
W każdym razie w trakcie leczenia całkowicie skupiłam się na zdrowieniu i robiłam tylko to co przynosiło mi przyjemność. Mogłam sobie na to pozwolić dzięki rodzinie. No i zadziałało. Oby tylko utrzymać równowagę ;-)

Kaśku

14.02.2013 10:27

Odpowiedz

Nie chcę Was obrazić dziewczyny. Wyrażam tylko pogląd na temat - stres powodem chłoniaka, depresja powodem białaczki, poczucie winy powodem jeszcze innego nowotworu, itd.

Bzdura!

No cóz...to ja też wyrażę swoje zdanie...ale jest ono poparte wieloma badaniami i przykładami. Sam stres bezpośrednio może i nie jest powodem raka, chłoniaka czy też innych choró....Jednak multum badań wykazuje że stres, a szczególnie stres przewlekły ma absolutnie negatywny wpływ na naszą odporność. Jesteśmy wredy narażenie na różne bakterie i wirusy (które np. mogą być onkogenne)...jesteśmy narażeni na przewlekłe stany zapalne (no bo jak jest niska odporność to one się źle leczą). Jak wiadomo te przewlekłe stany zapalne mogą prowadzić do powstania nowotworu. Jednocześnie podczas chronicznego stresu wydzielane są hormony (np. adrenalina, noradrenalina i kortyzol)...samo to wspiera rozwój naczyń krwiośnych co zwiększa dopływ krwi, a nowotwór się tym żywi, zatem może to przyspieszyć jego rozwój....Podsumowując, chroniczny stres może (ale nie musi) być początkiem końca........Onkolodzy też zdają sobie z tego sprawę i np. pamiętam jak mój onkolog poprostu zabronił jednej pacjentce przyjąc awans w pracy zaraz po leczeniu. Powiedział że jeśli to zrobi teraz to niech szuka sobie innego lekarza...choć może to brzmi śmiesznie mój lekarz poprostu wiedział jak istotne jest teraz żeby nie przeżywała ona teraz większych stresów (najczęściej awans i nowe obowiązki się z tym wiążą). Uważam że w tych czasach nie warto chować głowę w piasek i udawać że stres to żaden problem...zbyt wiele badań wykazało że tak niestety nie jest i że jest baaaardzo duża korelacja pomiędzy stresem a chorowaniem. Także tylko spokój może nas uratować(-:

Tomek

15.02.2013 09:03

Odpowiedz

O 11:27, dnia 2013-02-14 Kaśku napisał(-a):

Nie chcę Was obrazić dziewczyny. Wyrażam tylko pogląd na temat - stres powodem chłoniaka, depresja powodem białaczki, poczucie winy powodem jeszcze innego nowotworu, itd.

Bzdura!

No cóz...to ja też wyrażę swoje zdanie...ale jest ono poparte wieloma badaniami i przykładami. Sam stres bezpośrednio może i nie jest powodem raka, chłoniaka czy też innych choró....Jednak multum badań wykazuje że stres, a szczególnie stres przewlekły ma absolutnie negatywny wpływ na naszą odporność. Jesteśmy wredy narażenie na różne bakterie i wirusy (które np. mogą być onkogenne)...jesteśmy narażeni na przewlekłe stany zapalne (no bo jak jest niska odporność to one się źle leczą). Jak wiadomo te przewlekłe stany zapalne mogą prowadzić do powstania nowotworu. Jednocześnie podczas chronicznego stresu wydzielane są hormony (np. adrenalina, noradrenalina i kortyzol)...samo to wspiera rozwój naczyń krwiośnych co zwiększa dopływ krwi, a nowotwór się tym żywi, zatem może to przyspieszyć jego rozwój....Podsumowując, chroniczny stres może (ale nie musi) być początkiem końca........Onkolodzy też zdają sobie z tego sprawę i np. pamiętam jak mój onkolog poprostu zabronił jednej pacjentce przyjąc awans w pracy zaraz po leczeniu. Powiedział że jeśli to zrobi teraz to niech szuka sobie innego lekarza...choć może to brzmi śmiesznie mój lekarz poprostu wiedział jak istotne jest teraz żeby nie przeżywała ona teraz większych stresów (najczęściej awans i nowe obowiązki się z tym wiążą). Uważam że w tych czasach nie warto chować głowę w piasek i udawać że stres to żaden problem...zbyt wiele badań wykazało że tak niestety nie jest i że jest baaaardzo duża korelacja pomiędzy stresem a chorowaniem. Także tylko spokój może nas uratować(-:

Wiem, że intuicyjnie szukacie związków między nowotworem a ziarnicą, czy chorobami nowotworowymi. Jeżeli związek istnieje między infekcjami a stresem, to wcale nie znaczy jednak, że istnieje między nowotworem a stresem. Dobrze by było oprzeć się tutaj na jakimś badaniu, albo publikacji, bo w przeciwnym wypadku to jest takie rozprawiane w stylu porad w kolorowym tygodniku (mnie nie przekonuje, a jeżeli teraz ktoś przeżywa stres to po waszych wnioskach zacznie się podwójnie stresować, szukając u siebie progresji albo nawrotu, albo wróżąc sobie koniec). Przykład onkologa, który polecił pacjentce onkologicznej nie brać awansu może być bardziej prozaiczny. Mógł po prostu być przekonany, że pacjentka będzie się czuła słabsza w dalszej części kuracji i nowe obowiązki mogą ją przerosnąć. Może przez to stracić pracę i popaść w depresję. Awans przy chorobie nowotworowej ? Wolnego! Nie wiem na jakim etapie leczenia była. Jeżeli natomiast stres wydaje się powiązany z infekcjami, w taki sposón, że zwiększa w jakimś stopniu prawdopodobieństwo infekcji, to może też była to rada w tym kierunku, żeby unikać 'stresorów', bo chemia osłabia odporność i może się skumulować kilka negatywnych czynników., Powodując kłopotliwe zapalenia.Proszę nie piszcie tak kategorycznie o stresie, który nieraz w waszych wypowiedziach Wywołuje chorobę nowotworową. Po pierwsze to nie jest zgodne z prawdą, należałoby wykazać jakieś badania w tym kierunku jak myślę, po drugie straszycie ludzi :)

Lena

15.02.2013 09:37

Odpowiedz

Czytając różne opracowania na temat przyczyn nowotworów i związków ze stresem (Simontona Triumf życia, Antyrak. Nowy styl życia itp) też się zastanawiałam czy to nie jest tak, że gdybyśmy zapytali 50 osób z rakiem czy przeżywały stres przed chorobą powiedziałby, że tak, ale gdyby zapytać 50 osób zdrowych czy w ostatnich 2 latach miały wyjątkowe stresy to odpowiedź też brzmiałaby tak. Stresujemy się przecież wszyscy, mamy problemy w pracy, brakuje pieniędzy, rozwodzimy się, umierają nasi bliscy, starzejemy się, martwimy o dzieci....Nie wiem czy choć jedna z moich znajomych osób odpowiedziałaby, że nie pamięta, aby w ostatnim czasie dręczył ją stres. Może faktycznie demonizujemy rolę stresu. Na raka chorują przecież też celebryci, piękni, młodzi, sławni, bogaci, którzy nie mają stresów przeciętnego człowieka.

Janek

15.02.2013 11:13

Odpowiedz

O 10:37, dnia 2013-02-15 Lena napisał(-a):

Czytając różne opracowania na temat przyczyn nowotworów i związków ze stresem (Simontona Triumf życia, Antyrak. Nowy styl życia itp) też się zastanawiałam czy to nie jest tak, że gdybyśmy zapytali 50 osób z rakiem czy przeżywały stres przed chorobą powiedziałby, że tak, ale gdyby zapytać 50 osób zdrowych czy w ostatnich 2 latach miały wyjątkowe stresy to odpowiedź też brzmiałaby tak. Stresujemy się przecież wszyscy, mamy problemy w pracy, brakuje pieniędzy, rozwodzimy się, umierają nasi bliscy, starzejemy się, martwimy o dzieci....Nie wiem czy choć jedna z moich znajomych osób odpowiedziałaby, że nie pamięta, aby w ostatnim czasie dręczył ją stres. Może faktycznie demonizujemy rolę stresu. Na raka chorują przecież też celebryci, piękni, młodzi, sławni, bogaci, którzy nie mają stresów przeciętnego człowieka.

Ja wiem czy demonizujemy ? ja jestem żywym przykładem w remisji ponad 20 lat w fantastycznej kondycji, przychodzi choroba żony rok badań stresów przygotowań do ciężkiej operacji na serce , operacja żony, pół roczna rehabilitacja, codzienny stres w obawie o o to czy uda się jej z tego wyjść, po pół roku u mnie wznowa, no i jak nie wierzyć,że stres mnie załatwił na cacy ? pozdrawiam.

Tomek

15.02.2013 21:43

Odpowiedz

O 12:13, dnia 2013-02-15 Janek napisał(-a):

O 10:37, dnia 2013-02-15 Lena napisał(-a):

Czytając różne opracowania na temat przyczyn nowotworów i związków ze stresem (Simontona Triumf życia, Antyrak. Nowy styl życia itp) też się zastanawiałam czy to nie jest tak, że gdybyśmy zapytali 50 osób z rakiem czy przeżywały stres przed chorobą powiedziałby, że tak, ale gdyby zapytać 50 osób zdrowych czy w ostatnich 2 latach miały wyjątkowe stresy to odpowiedź też brzmiałaby tak. Stresujemy się przecież wszyscy, mamy problemy w pracy, brakuje pieniędzy, rozwodzimy się, umierają nasi bliscy, starzejemy się, martwimy o dzieci....Nie wiem czy choć jedna z moich znajomych osób odpowiedziałaby, że nie pamięta, aby w ostatnim czasie dręczył ją stres. Może faktycznie demonizujemy rolę stresu. Na raka chorują przecież też celebryci, piękni, młodzi, sławni, bogaci, którzy nie mają stresów przeciętnego człowieka.

Ja wiem czy demonizujemy ? ja jestem żywym przykładem w remisji ponad 20 lat w fantastycznej kondycji, przychodzi choroba żony rok badań stresów przygotowań do ciężkiej operacji na serce , operacja żony, pół roczna rehabilitacja, codzienny stres w obawie o o to czy uda się jej z tego wyjść, po pół roku u mnie wznowa, no i jak nie wierzyć,że stres mnie załatwił na cacy ? pozdrawiam.

Mogło być dziesięć milionów innych powodów.

Lena

16.02.2013 12:26

Odpowiedz

Mogło być dziesięć milionów innych powodów.

Tomku, ale to jednak dość duży zbieg okoliczności...akurat po 20 latach chora żona i nawrót.

mikee80

17.02.2013 09:29

Odpowiedz

O 13:26, dnia 2013-02-16 Lena napisał(-a):

Mogło być dziesięć milionów innych powodów.

Tomku, ale to jednak dość duży zbieg okoliczności...akurat po 20 latach chora żona i nawrót.

Dobrzeby bylo jakby pan Janek skoro mial takie dlugie okresy bed remisji napisal pare slow jak zyc zeby tyle pozyc w remisji. Moze jakies szczegolne Infotmacjena temat psychiki I zywienia. Ja tam nie wiem co mi jest ale man powiekszone bolace czesto wezly of ponad 2 lat I jestem pewny ze zaczelo sie to po dlugim okresie duzego stresu jakiego wczesniej nie mialem