Na tzw. jakość naszego życia składa się wiele rzeczy. Ja uważam, że równowaga psychiczna jednym z ważniejszych elementów stanowiących o naszym zdrowiu.
Powiedzmy, że prawie się zgadzam :)
Przytoczę jedną anegdotę. W szpitalu na sali leżałam z jedną panią w średnim wielu. Pani profesor genetyk, mądra i ciekawa kobieta. Zachorowała na jakąś chorobę krwi, dokładnie nie pamiętam, ale nie była to białaczka. Pierwszego dnia ucięłyśmy sobie pogawędkę. Z politowaniem patrzyła na mnie, jak wmawiałam jej, jak ważne jest nastawienie pozytywne i energia do leczenia. Codziennie była smutna, wściekła na chorobę i dość niemiła dla personelu medycznego. Obserwowałam jak stacza się w tą depresyjną dziurę. Po tygodniu wyszłam i jak wróciłam za 3 tyg. dowiedziałam się że właśnie zmarła.
Ta historia to żaden wyznacznik oczywiście. Ale w tym przypadku jest coś na rzeczy. Czuję to instynktownie.
Przytoczę inną anegdotę: Podczas choroby zwanej potocznie ziarnicą, pewna osoba nie była optymistycznie nastawiona. Właściwie było jej wszystko jedno umrze, czy wyzdrowieje. Obojętnie w którą stronę. Byleby już nic nie bolało (taki dodatkowy bonus miała, że powiększający się węzeł coś tam uciskał i powodował nieprzerwany, niedający się zniwelować lekami ból. A jak chemia zaczęła się rozprawiać z węzłem, to dopadły ją nasilone skutki uboczne leczenia). Była chodzącym zombi, a energii starczało jej co najwyżej, by dowlec się do łazienki (no dobra kilka razy nocowała w tej łazience). Słowem żałosny obraz, niedający szans na przeżycie.
A teraz dojdę do finału. Zaskakującego jeśli przyjmiemy, że wiara i pozytywne nastawienie czynią cuda. Proszę Państwa - przeżyłam - (tak to byłam ja) i cieszę się remisją.
Coś czuję instynktownie, że silna motywacja psychiczna nie jest decydująca w leczeniu ;)
A teraz na poważnie. Chciałabym, żeby osoby z dużą pogodą ducha, wiarą i optymizmem zawsze wygrywały z chorobą. Niestety tak nie jest, a można to zobaczyć na blogach osób z chorobami nowotworowymi. Mają dla kogo żyć, są zdeterminowane by wyzdrowieć, a jednak też umierają. Czasem nawet głupio się człowiekowi zrobi, że samemu nie miało się takiej determinacji i przeżyło, a ktoś inny, mający o wiele więcej powodów by żyć nie dał rady.
Za to mam nadzieję, że pocieszy to osoby niezbyt silne, czy czarno widzące swoją sytuację. Wy też możecie wyzdrowieć.