Ania
18.06.2012 19:06
W wieku 30 lat będąc w drugiej ciąży a dokładnie w 7 tygodniu wyskoczyło mi zgrubienie (ziarenko grochu) w dolnej pachwinie, które rosło i rosło. Lekarze twierdzili ze to jakiś stan zapalny węzła chłonnego i że napewno musiałam być przeziębiona. A że guz mnie bolał stwierdzili, że to nic groźnego i odesłali mnie do domu z receptą kremu rozgrzewającego oczywiście na miejsce zgrubienia. Lecz guz rósł dalej rósł......
Kiedy guz urósł do wielkości 3x5 cm i odczuwałam ból podczas chodzenia , kolejny raz podajże już 6-sty zmieniłam lekarza, który skierował mnie do hematologa i zarządził biopsje.
W 3 m-cu ciąży dowiedziałam się że mam chłonniaka złośliwego i dostałam skierowanie do Centrum hematologi w w-wie. ........
Tam polecono mi usunąć ciąże i zacząć chemie...... (i co najgorsze dali mi 2h do namysłu bo łóżko czeka.......byłam zdruzgotana, załamana i wściekła na znieczulenie lekarza.....
Postanowiłam po raz kolejny zmienić a raczej zaczerpnąć wiedzy specjalisty w centrum onkologi i tam los pokierował mnie do mojego anioła stróża dr *****.
I co się okazało?
Że wcale nie trzeba usuwać ciąży, że chłonniak to nie koniec świata, jak dla wielu to może oznaczać. Po mnóstwie badań, co miesięcznych kontrolach, badań, usg, urodziłam zdrową córeczkę.
Po połogu i 9 miesiącach stresu przyszedł czas badań i ewent. chemii.
W oczekiwaniu na wyniki przygotowywałam się wewn.na zaczęcie chemii, dostał tel. i okazało się że chłonniak się cofną i teraz czekają mnie tylko rutynowe co roczne kontrole. I płacz nie miał końca......... :)
Chłonniak nauczył mnie inaczej patrzeć na świat i cieszyć z każdego dnia, bardziej kochać ludzi i otaczający mnie świat, nie narzekać i co ważne powrócić do Boga, którego w codziennym pośpiechu gdzieś zagubiłam.
Dziś uśmiecham się do siebie bo ja byłam realistką mocno stąpającą po ziemi stałam się optymistką cieszącą się z każdego dnia.
Życzę wam wszystkiego dobrego i jeśli nawet dowiecie się, że macie raka i czeka was chemioterapia nie traćcie wewn. radości i optymistycznie patrzcie w przyszłość, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie nam jutro.
pozdrawiam
Ania