Ziarnica.pl
← Wróć do działu Czy mam ziarnicę?
Czy mam ziarnicę?

pytanie

Autor: _charlie_ • 18.04.2012 16:33 • 43 odpowiedzi

Asowa

22.04.2012 14:36

Odpowiedz

O 08:39, dnia 2012-04-22 _charlie_ napisał(-a):

O 08:37, dnia 2012-04-22 _charlie_ napisał(-a):

O 23:16, dnia 2012-04-21 Asowa napisał(-a):

Czyli rozumiem ze twoj tez nie? A jakie szanse Tobie dawano. I jak to dzis wszystko wyglada.

Głupi lekarz dał mi pół roku, mądry, ten, który mnie leczył dokładnie wytłumaczył co i jak, przeszłam leczenie i 2 rok jestem w emisji:)

Moje gratulacje. A czy jakies skutki uboczne leczenia w Twoim wypadku dały badz daja o sobie znac. Z tego co zdarzylem gdzies tam po lebkach odczytac to pewnie zalezy od formy terapii. Ale... sa one chyba nieuniknione :(

Dzięki;)

Najgorszym skutkiem ubocznym jest brak smaku, reszta to pikuś;)

_charlie_

23.04.2012 07:17

Odpowiedz

O 16:36, dnia 2012-04-22 Asowa napisał(-a):

O 08:39, dnia 2012-04-22 _charlie_ napisał(-a):

O 08:37, dnia 2012-04-22 _charlie_ napisał(-a):

O 23:16, dnia 2012-04-21 Asowa napisał(-a):

Czyli rozumiem ze twoj tez nie? A jakie szanse Tobie dawano. I jak to dzis wszystko wyglada.

Głupi lekarz dał mi pół roku, mądry, ten, który mnie leczył dokładnie wytłumaczył co i jak, przeszłam leczenie i 2 rok jestem w emisji:)

Moje gratulacje. A czy jakies skutki uboczne leczenia w Twoim wypadku dały badz daja o sobie znac. Z tego co zdarzylem gdzies tam po lebkach odczytac to pewnie zalezy od formy terapii. Ale... sa one chyba nieuniknione :(

Dzięki;)

Najgorszym skutkiem ubocznym jest brak smaku, reszta to pikuś;)

I on utrzymuje sie do dzis? Pozostanie na stale czy minie moze?

_charlie_

23.04.2012 08:30

Odpowiedz

O 19:27, dnia 2012-04-21 Asowa napisał(-a):

O 19:03, dnia 2012-04-21 _charlie_ napisał(-a):

O 21:22, dnia 2012-04-18 Asowa napisał(-a):

O 18:48, dnia 2012-04-18 _charlie_ napisał(-a):

O 18:33, dnia 2012-04-18 _charlie_ napisał(-a):

Czesc. Czy ktos z Was mial stycznosc z nieziarniczymi chłoniakami. W jaki sposob manifestuja swoja obecnosc w organizmie?? Które wezly sa przy nich powiekszone??

I czy np w opisie usg sa wtedy opisane jako pakietowe itp??

Miałam objawy typowe dla chłoniaka, powiększone węzły na szyi.

Na USG był opisany 1 duży węzeł.

Chorobę potwierdziła biopsja.

A jaki to był chłoniak nieziarniczy. Bo podobno sa takie ktore sa niewyleczalne. To prawda??

Są różne rodzaje chłoniaków nieziarniczych, bardziej i mniej agresywne.

Ogólnie chłoniaki wcześnie wykryte są do "wyleczenia".

TZN chorobę można doprowadzić do remisji i można żyć dopóki się nie umrze;)

Wszystko naprawdę zależy od rodzaju chłoniaka, stopnia zaawansowania choroby, nastawienia chorego.

Jak twój kolega był wcześnie zdiagnozowany to szanse na długie życie ma bardzo duże;)

Chłoniaki to choroba przewlekła, więc teoretycznie żaden chłoniak nie jest "wyleczalny".

Udalo mi sie wczoraj zamienic chwile z kolega. Powidzial ze to podobno jakis malo agresywny rodzaj

Asowa

23.04.2012 09:26

Odpowiedz

Dzięki;)

Najgorszym skutkiem ubocznym jest brak smaku, reszta to pikuś;)

I on utrzymuje sie do dzis? Pozostanie na stale czy minie moze?

Na ogół mija po ok 6 tyg po zakończonym leczeniu.

U mnie chemia popaliła kubki smakowe i tak mi zostało.

Ale to nie zdarza się często;)

Myszorek

23.04.2012 10:48

Odpowiedz

A jakie szanse wam dawano??

Przy pierwszym zachorowaniu lekarz mówił, że przy wdrożeniu chemioterapii CHOP szanse na wyleczenie mam 50%; gdy dodadzą do tego Rituximab szanse zwiększają się do 80%. Przy drugim już nie pytałam, bo już nie za bardzo mnie to interesowało - dotarło do mnie, że to są tylko statystyki. Możesz być w beznadziejnej sytuacji a się wyleczysz albo na odwrót - masz dobre rokowania, 99% pacjentów dobrze odpowiada na leczenie, a Ty się akurat znajdziesz w tym 1%, więc myślę, że nie ma się co tym sugerować. To są statystyki dla lekarzy, żeby wiedzieli w jaki sposób modyfikować leczenie, żeby było bardziej skuteczne.

i to prawda ze przy leczeniu sa potem powiklania?

Chemioterapia to niesamowita ingerencja w organizm, więc zawsze są jakieś powikłania - raz mniejsze, raz większe, tylko nie z wszystkich zdajemy sobie sprawę. Po chemioterapii organizm nigdy nie będzie taki jak wcześniej. Owszem, zregeneruje się w znacznym stopniu, ale jakieś "ubytki" zawsze zostaną, dlatego m.in. są ograniczenia co do ilości stosowania danego schematu chemioterapii.

Po schemacie CHOP mam wypadanie płatka zastawki mitralnej (oczywiście z tym da się żyć i u mnie to nic poważnego), zimne kończyny przez zmniejszone krążenie i ogólny spadek kondycji fizycznej - mimo chodzenia na aerobik, basen i ćwiczeń w domu, po 5 latach nie wróciłam do dawnej kondycji.

Po leczeniu 2. rzutu i autoprzeszczepie mam bóle brzucha o charakterze IBD, spadek kondycji fizycznej (pracuję na tym :) ), częste infekcje (u "normalnych" ludzi wróci mniej więcej do normy, ja mam wrodzony niedobór). Pani doktor z przychodni poprzeszczepowej mówiła, że chemia mieloablacyjna (przed przeszczepem np. BEAM) "schodzi" ok. 4 lat. Oczywiście statystycznie:)

Ogólnie, oprócz bóli brzucha, które dają w przysłowiową kość, po leczeniu 2. rzutu czuję się znacznie lepiej niż po 1. leczeniu. Chemia pewnie swoje zrobiła, ale nie trzeba się nad tym zastanawiać, tylko żyć dalej:) Pozdrawiam

_charlie_

23.04.2012 20:06

Odpowiedz

O 12:48, dnia 2012-04-23 Myszorek napisał(-a):

A jakie szanse wam dawano??

Przy pierwszym zachorowaniu lekarz mówił, że przy wdrożeniu chemioterapii CHOP szanse na wyleczenie mam 50%; gdy dodadzą do tego Rituximab szanse zwiększają się do 80%. Przy drugim już nie pytałam, bo już nie za bardzo mnie to interesowało - dotarło do mnie, że to są tylko statystyki. Możesz być w beznadziejnej sytuacji a się wyleczysz albo na odwrót - masz dobre rokowania, 99% pacjentów dobrze odpowiada na leczenie, a Ty się akurat znajdziesz w tym 1%, więc myślę, że nie ma się co tym sugerować. To są statystyki dla lekarzy, żeby wiedzieli w jaki sposób modyfikować leczenie, żeby było bardziej skuteczne.

i to prawda ze przy leczeniu sa potem powiklania?

Chemioterapia to niesamowita ingerencja w organizm, więc zawsze są jakieś powikłania - raz mniejsze, raz większe, tylko nie z wszystkich zdajemy sobie sprawę. Po chemioterapii organizm nigdy nie będzie taki jak wcześniej. Owszem, zregeneruje się w znacznym stopniu, ale jakieś "ubytki" zawsze zostaną, dlatego m.in. są ograniczenia co do ilości stosowania danego schematu chemioterapii.

Po schemacie CHOP mam wypadanie płatka zastawki mitralnej (oczywiście z tym da się żyć i u mnie to nic poważnego), zimne kończyny przez zmniejszone krążenie i ogólny spadek kondycji fizycznej - mimo chodzenia na aerobik, basen i ćwiczeń w domu, po 5 latach nie wróciłam do dawnej kondycji.

Po leczeniu 2. rzutu i autoprzeszczepie mam bóle brzucha o charakterze IBD, spadek kondycji fizycznej (pracuję na tym :) ), częste infekcje (u "normalnych" ludzi wróci mniej więcej do normy, ja mam wrodzony niedobór). Pani doktor z przychodni poprzeszczepowej mówiła, że chemia mieloablacyjna (przed przeszczepem np. BEAM) "schodzi" ok. 4 lat. Oczywiście statystycznie:)

Ogólnie, oprócz bóli brzucha, które dają w przysłowiową kość, po leczeniu 2. rzutu czuję się znacznie lepiej niż po 1. leczeniu. Chemia pewnie swoje zrobiła, ale nie trzeba się nad tym zastanawiać, tylko żyć dalej:) Pozdrawiam

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Asowa

24.04.2012 07:45

Odpowiedz

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

_charlie_

24.04.2012 08:05

Odpowiedz

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Coz. W jakims sensie dotychczasowy swiat sie zawala. Moze nadinterpretuje ale w jakims sensie nasz dotychczsowy spokoj i beztroska nagle umieraja.

_charlie_

24.04.2012 08:16

Odpowiedz

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Asia86

24.04.2012 11:01

Odpowiedz

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Asowa

24.04.2012 11:14

Odpowiedz

O 13:01, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Mądrze napisałaś;)

Jak już wspomniałam wcześniej początek walki jest trudy bo nie znasz wroga, potem go oswajasz i pokonujesz;)

I żyjesz dalej...

Asia86

24.04.2012 11:33

Odpowiedz

O 13:14, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:01, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Mądrze napisałaś;)

Jak już wspomniałam wcześniej początek walki jest trudy bo nie znasz wroga, potem go oswajasz i pokonujesz;)

I żyjesz dalej...

Najgorsze, że rozczula się ten co jest zdrowy :P

Asowa

24.04.2012 12:50

Odpowiedz

O 13:33, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 13:14, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:01, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Mądrze napisałaś;)

Jak już wspomniałam wcześniej początek walki jest trudy bo nie znasz wroga, potem go oswajasz i pokonujesz;)

I żyjesz dalej...

Najgorsze, że rozczula się ten co jest zdrowy :P

He, he, he, prawda, prawda;)

_charlie_

24.04.2012 19:38

Odpowiedz

O 14:50, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:33, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 13:14, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:01, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Mądrze napisałaś;)

Jak już wspomniałam wcześniej początek walki jest trudy bo nie znasz wroga, potem go oswajasz i pokonujesz;)

I żyjesz dalej...

Najgorsze, że rozczula się ten co jest zdrowy :P

He, he, he, prawda, prawda;)

Bo tym co stoja z boku moze czasem trudnije sie z tym oswoic. Szczegolnie kiedy dotyczy to kogos kogo znasz od malego :(

Asowa

25.04.2012 07:23

Odpowiedz

O 21:38, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 14:50, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:33, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 13:14, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:01, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Mądrze napisałaś;)

Jak już wspomniałam wcześniej początek walki jest trudy bo nie znasz wroga, potem go oswajasz i pokonujesz;)

I żyjesz dalej...

Najgorsze, że rozczula się ten co jest zdrowy :P

He, he, he, prawda, prawda;)

Bo tym co stoja z boku moze czasem trudnije sie z tym oswoic. Szczegolnie kiedy dotyczy to kogos kogo znasz od malego :(

Charlie, tak panika wśród rodziny i przyjaciół po części jest uzasadniona troską itd ale wcale nie pomaga choremu w walce z chorobą.

Mnie potwornie irytowało kiedy inni traktowali mnie jak jajko, trzęśli się nade mną, próbowali we wszystkim wyręczać.

_charlie_

25.04.2012 07:31

Odpowiedz

O 09:23, dnia 2012-04-25 Asowa napisał(-a):

O 21:38, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 14:50, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:33, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 13:14, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

O 13:01, dnia 2012-04-24 Asia86 napisał(-a):

O 10:16, dnia 2012-04-24 _charlie_ napisał(-a):

O 09:45, dnia 2012-04-24 Asowa napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

Mnie przerażało na początku, potem przywykłam do wielu zmian.

Tak, po chorobie i leczeniu życie wygląda inaczej ale nie koniecznie gorzej;)

Ja wróciłam do normalnego życia, robię to co robiłam przed chorobą, na niektóre rzeczy patrzę z zupełnie innej perspektywy.

To jak wygląda życie po leczeniu w dużej mierze zależy od naszego nastawienia.

Najgorsze jest to ze w ewnym momencie osoba,ktora zawsze byla wesola i rozrywkowa nagle przestaje sie smiac i cieszysz. Ten zar radosci gasnie w chwili i wypelnia to miejsce zwatpienie bezsilnosc i poczucie bezradnosci.

Nie dołuj ludzi. :) Ze wszystkim można dać sobie radę. :)

Jeden ma nowotwór i szanse na wyleczenie, a drugi zdrowy ginie na miejscu w wypadku samochodowym ;)

Mądrze napisałaś;)

Jak już wspomniałam wcześniej początek walki jest trudy bo nie znasz wroga, potem go oswajasz i pokonujesz;)

I żyjesz dalej...

Najgorsze, że rozczula się ten co jest zdrowy :P

He, he, he, prawda, prawda;)

Bo tym co stoja z boku moze czasem trudnije sie z tym oswoic. Szczegolnie kiedy dotyczy to kogos kogo znasz od malego :(

Charlie, tak panika wśród rodziny i przyjaciół po części jest uzasadniona troską itd ale wcale nie pomaga choremu w walce z chorobą.

Mnie potwornie irytowało kiedy inni traktowali mnie jak jajko, trzęśli się nade mną, próbowali we wszystkim wyręczać.

Rozumiem. Zdaje sobie z teo sprawe. Rozumime ze w tym momencie to z tej strony ta osoba potrzebuje najwieksze wsparcie. Bo wtedy ta osoba jest na tyle silna na ile tych sil dostaje od innych :)

Myszorek

25.04.2012 13:08

Odpowiedz

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

W żadnym wypadku nie chciałam tutaj kogokolwiek straszyć. Może wyjaśnię: to, że po leczeniu są jakieś powikłania nie oznacza, że codziennie wstajesz z łóżka i źle się czujesz. Absolutnie nie. Od czasu do czasu dolegliwości dają o sobie znać, czasami częściej, czasami rzadziej. Z czasem niektóre dolegliwości się nasilają, niektóre zmniejszają lub znikają zupełnie. Wszystko zależy od człowieka i leczenia jakie przeszedł. Reasumując: nawet "głupie" tabletki przeciwbólowe nie są obojętne dla organizmu, a czy zastanawiasz się nad tym jak sięgasz po kolejną? Prawdopodobnie nie - więc nie zastanawiajmy się co będzie później - żyjmy chwilą, a o to co będzie później będziemy się martwić potem. Oczywiście wszystko z rozsądkiem.

Pozdrawiam serdecznie.

_charlie_

25.04.2012 21:55

Odpowiedz

O 15:08, dnia 2012-04-25 Myszorek napisał(-a):

To co piszesz nie bede ukrywal w jakims sensie przeraza. Nawet faceta. Mozna powiedziec ze swiat zmienia sie calkowicie. NIc nie jest takie jakie bylo wczesniej.

W żadnym wypadku nie chciałam tutaj kogokolwiek straszyć. Może wyjaśnię: to, że po leczeniu są jakieś powikłania nie oznacza, że codziennie wstajesz z łóżka i źle się czujesz. Absolutnie nie. Od czasu do czasu dolegliwości dają o sobie znać, czasami częściej, czasami rzadziej. Z czasem niektóre dolegliwości się nasilają, niektóre zmniejszają lub znikają zupełnie. Wszystko zależy od człowieka i leczenia jakie przeszedł. Reasumując: nawet "głupie" tabletki przeciwbólowe nie są obojętne dla organizmu, a czy zastanawiasz się nad tym jak sięgasz po kolejną? Prawdopodobnie nie - więc nie zastanawiajmy się co będzie później - żyjmy chwilą, a o to co będzie później będziemy się martwić potem. Oczywiście wszystko z rozsądkiem.

Pozdrawiam serdecznie.

O tabletkach masz racje. To w sumie tez zewnetrzna ingerencja w system obrobbny organizmu, ktory w jakis sposb ma wtedy zaburzona naturalna odpornosc. Oczywiscie doskonale rozumiem, ze te efekty sa jednak chyba "nieuniknione". Widzisz jak cos Ci szwankuje w samochodzie to po prostu idziesz i wyminieasz na nowe. Z nami tak jednak nie jest :/

_charlie_

26.04.2012 19:33

Odpowiedz

O 16:53, dnia 2012-04-19 Asowa napisał(-a):

O 16:18, dnia 2012-04-19 _ja_ napisał(-a):

O 16:14, dnia 2012-04-19 Asowa napisał(-a):

O 15:49, dnia 2012-04-19 _charlie_ napisał(-a):

O 12:17, dnia 2012-04-19 Myszorek napisał(-a):

O 18:33, dnia 2012-04-18 _charlie_ napisał(-a):

Które wezly sa przy nich powiekszone??

Chłoniak nieziarniczy niekoniecznie atakuje węzły. U mnie objawił się 12-centymetrowym guzem na nadnerczu/nerce (do tej pory nie wiadomo). Objawem był jedynie ból nerki, promieniujący na kręgosłup. Żadnych węzłów chłonnych nie miałam powiększonych, jedynie parametry krwi bardzo odbiegające od normy m.in. próby wątrobowe, LDH.

Przy wznowie nie miałam kompletnie żadnych objawów - gdyby nie PET, który wykazał guza na jajniku... wolę nie myśleć co by było.

Jak widzisz - ile osób, tyle historii:)

A jakie szanse wam dawano?? i to prawda ze przy leczeniu sa potem powiklania?

Zdiagnozowali u ciebie chłoniaka nieziarniczego?

Jeśli tak, to jakiego? Jakie leczenie wdrożono?

Trudno odpowiadać na twoje pytania nie wiedząc dlaczego je zadajesz;)

Nie. U mojego kolegi. ALE NIE WIEM JAKI TO TYP. Po prostu chcialem wiedziec co go czeka.

Rokowania zależą od rodzaju chłoniaka i stopnia zaawansowania.

Ogólnie chłoniaki nieziarnicze leczy się z dobrym efektem.

Mam jakies szczatkowe informacje. Podobno ze to jakis chloniak grudkowy czy cos takiego

_charlie_

28.04.2012 16:23

Odpowiedz

O 23:16, dnia 2012-04-21 Asowa napisał(-a):

Czyli rozumiem ze twoj tez nie? A jakie szanse Tobie dawano. I jak to dzis wszystko wyglada.

Głupi lekarz dał mi pół roku, mądry, ten, który mnie leczył dokładnie wytłumaczył co i jak, przeszłam leczenie i 2 rok jestem w emisji:)

Z tego co wiem to u niego jest wczesne stadium. Ale nie chcieli mu mowic nic o rokowaniach. Powiedzieli ze postawia Go spowrotem do pionu a nie beda straszyc ile to pozyje. Albo on to tak odebral :/