Nie wiem czy to kogoś interesuje, ale napisze bo przynosi mi to ulgę...
Jeśli masz taką potrzebę to pisz;)
byłam dziś u lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie do hematologa, uspokojona przez endokrynologa, bez nerwów poszłam na wszelki wypadek. Dzień skończył się nerwówką...
Po pierwsze to był pierwszy lekarz, który przejął sie moimi wynikami, lekarka aż wręcz mnie prosiła żebym koniecznie dziś pojechała do szpitala na Kopernika i wybłagała o szybki termin a jak nie to poszła prywatnie do któregoś z lekarzy, którzy tam przyjmują mówiąc, że to sprawa życia i śmierdzi i że nie ma żartów trzeba wykluczyć najgorsze.
Nie powiem bo wystraszyłam się nie na żarty...
poszłam na Kopernika i terminy na wrzesień!
zapytałam pani w rejestracji czy żartuje sobie ze mnie, aż mnie wmurowało. Powiedziała, żebym podeszła do lekarza z wynikami i zapytała czy jest wskazanie do ustalenia szybszego terminu i wiecie co? gdyby nie błąd na skierowaniu (zamiast hematolog doktor wypisała hepatolog) byłabym przyjęta dziś! wróciłam po nowe skierowanie i mam termin na środę.
Jestem taka zdenerwowana, że brak mi słów, od razu gula mi w gardle stanęła. Skoro terminy są na wrzesień a pani doktor przeglądając moje wyniki znalazłaby dla mnie czas dziś to znaczy, że sprawa jest poważniejsza niż myślałam!
jeszcze jakaś gula na podniebieniu mi wyszła...
Jutro w pracy chyba zwariuje na myśl o środzie. Jestem przerażona bo nie dowierzam w to co się dzieje, ale w głębi duszy czuję, że coś jest nie tak... w końcu 2 lata borykam się z jednym i tym samym pogłębiającym się problemem.
Czuję, że te święta nie będą zbyt radosne...
Ściskam Was mocniutko.
Czekanie jest najgorsze ale nie przeskoczysz tego.
Jutro w pracy zajmiesz umysł a potem już środa i dowiesz się więcej.