Maskę do naświetlań dostajesz kiedy naświetlają Ci szyję. Ja miałam tylko śródpiersie i niczego takiego nie potrzebowałam. Przed rozpoczęciem naświetlań miałam (i Ty też będziesz mieć) rozplanowane leczenie. Położyli mnie pod tomografem i na ciele (markerem) zaznaczyli miejsca padania wiązek aby podczas naświetlań zawsze układać mnie tak samo. Naświetlanie trwa około nie wiem może minutki, króciutko. W Poznaniu nie było problemu z organizacją więc rzeczywiście wchodziłam na tą godzinę co byłam umówiona. Wchodzisz, rozbierasz się (więc dobrze mieć ze sobą duży ręcznik, by z szatni do aparatu przejść zakrytym:)) i kładziesz się pod aparatem. Aparat wygląda podobnie do tomografu, tylko jest mniej zabudowany:) Ludzie układają Cię by wiązki padały tam gdzie mają padać (trwa to sekundke) i zostajesz sama. Naświetlanie nie boli, słychać tylko małe buczenie i koniec. Ubierasz się i do domu:) ja chemię znosiłam fatalnie. Na radio jeździłam sama autem i normalnie funkcjonowałam. Pod koniec tylko lekko pobolewała skóra, ale szybko przeszło. Po skończonych naświetlaniach miałam kaszel, ale minął po 1,5tygodnia tak jak mnie uprzedzali. Apetyt miałam normalny, nic mnie nie mdliło. Podczas naświetlań i około 2 tyg po nie można myć naświetlanych miejsc. Trzeba je pudrować i dla mnie najlepszy był alantan - zasypka dla dzieci (grosze do kupienia w aptece). Kupiłam dwie zasypki, nie wykorzystałam jednej całej. To nie mycie da się przeżyć - w końcu teraz nie jest środek lata, a podmywać się można normalnie. Zresztą pomyśl co przeszłaś, to teraz już najmniejszy problem:) w razie pytań pisz, chętnie odpowiem:) pozdrowienia