sylwula
08.07.2004 21:43
Tak jest ze mną. Miałam 16 lat jak w 2000r wykryli u mnie chyba IIIB. Potem była chemia (8 kursów) w trakcie których nastąpiła remisja ale zafundowali mi też radioterapie (przez miesiąc). Teraz są kontrole co pół roku i traktuje je jak czystą formalność.Troche jak grypa, tylko troche dłużej się ją leczy. W końcu tak czy inaczej na grype też można umrzeć. Szczerze mówiąc nie przechodzi mi przez mysl to, że mogłabym być znów chora czy w ogóle umrzeć inaczej niż w wieku 80 lat w swoim łóżeczku w domu starców...
Ponadto w okresie choroby też nie przychodziło mi coś takiego na myśl. Byłam zajeta innymi rzeczami, np jak tu ukryć że mam perułke, czy w ogóle że jestem na chora na nowotwór. To był pomysł rodziców, którzy chcieli mnie przed czymś uchronić. Serwowali mi też prawde w małych dawkach, więc to też pewnie wpłynęło na moja "nieświadomość". Tak czy inaczej ukryć przed większością znajomych mi się udało, chodź kosztowało to nie mało stresu.
Niedogodności zwiazane z leczeniem trzeba było poprostu przetrwac, a strachu przed śmiercią nie było i nie ma wciąz. Dlatego jak ktoś mówi mi, że jestem dzielna, skoro przeszłam przez coś takiego i w ogóle to cud i patrzy z podziwem to mam wrażenie, że to chyba nie o mnie... albo, że ta osoba poprostu nie wie, że to tak nie jest.
Szczerze mówiac to nawet nie wiem czy ziarnica to rak. Myślałam że nie ale spotykałam się też z innym zdaniem. Może ktoś z was mógłby mi powiedzieć. Chyba w porównaniu do wielu z was w ogóle mało wiem na ten temat. Co prawda co nie co wiadomo mi na temat uleczalności i szczerze mówiac czuje sie szczęściarzem, ze to właśnie ziarnica a nie inne badziewie.
Ale musze przyznać, że brak mi tego poczucia prawdziwej walki o życie lub późniejszego poczucia sukcesu. A nawet tej obawy o to co przyniesie przyszłość. Myśle, że Ci którym się udało wygrać i teraz mogą śmiało powiedzieć, że patrzą dzięki temu na życie zupełnie inaczej, z dystansem ( czy jakkolwiek inaczej w sposób im indywidualny) są po prostu szczęściarzami większymi niż każdy zdrowy człowiek, który przeżyje swoje życie w pędzie i nagle obudzi się i stwierdzi ze to wszystko nie tak. Że czegoś w tym życiu zabrakło. Że minał jak sen, szybko i nieświadomie a ja tak naprwde nie przeżyłem go do końca. Szkoda ze wiekszość budzi się z tego snu dopiero na łożu śmierci, kiedy trzeba już iść spać.