witajcie,
pisze ten watek bo musze dac gdzies upust moim myslenicom.
Otoz jak w temacie mam zz IIB,leczono mnie ABVD,po 10 wlewach zrobiono mi peta okazalo sie ze leczenie nie jest skutczne,bo nadal w srodpiersiu jest guz.To ze sie bardzo wkurzylam wszyscy zapewne wiecie.Poczytalam troche o czekajacym mnie BEACOPPIE i o tym
ze w Niemczech Beaccopp podawany jest na starcie,zwlaszcza przy IIB,a nie tak jak u nas 'zloty srodek ABVD ktory i tak nie pomogl.Mam poczucie ze stracilam 4 miesiace na bezsensowne lecznie,skoro wiadomo ze ABVD leczy sie przy I i II stopniu zzawansowania choroby ale bez objawow.Czy to chodzi o kase?czy o co?
Witaj, byłam dokładnie w takiej samej sytuacji jak TY. NSIIB, 6 cykli ABVD, niby CR w trakcie leczenia/tutaj nie wierze w PETA/, lekarze szczęśliwi. Leczenie zakończone, 1,5 miesiąca po węzeł nadobojczykowy wywalony. Załamka, beacopp, który niestety u mnie również nie działał.
Znam ośrodek w Polsce, w którym leczenie zaczynają od 3 cykli beacoppa eskalowanego, potem na wykończenie podają ABVD 3 cykle- efekt:96% CR. Ja w efekcie końcowym wylądowałam w tym ośrodku, ale na beacopp było już za późno, nie działał uratował mnie eshap i autoprzeszczep. Oczywiście ten scenariusz dotyczy tylko mnie, więc nie masz co myśleć, że u Ciebie może być podobnie. Jeśli mogę coś zasugerować, powalcz o beacopp eskalowany i żądaj w trakcie podawania leku oceny postępu leczenia...