Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Ozdrowieńcy piszcie co u Was

Autor: agnirszka1 • 10.08.2011 11:57 • 41 odpowiedzi

agnirszka1

10.08.2011 11:57

Odpowiedz

Strona dla ZZ, dużo się tu dowiedziałam, ale brak mi wypowiedzi osób zdrowych, jak żyją, co robią, czy tylko czeka nas ręta, pracujecie, używacie życia podróże, narty, piwo, imptezy. Czy tylko strach, że nawrót, dieta, rozsądek, i nic więcej. Proszę piszcie, bo w szpitalu nie spotykam zdrowych, tylko chorzy albo nawroty, tu też tylko chorzy a ozdrowińcy się pochowali. Ozdrowieńcy piszcie!!!!

Binka

10.08.2011 12:36

Odpowiedz

O 13:57, dnia 2011-08-10 agnirszka1 napisał(-a):

Strona dla ZZ, dużo się tu dowiedziałam, ale brak mi wypowiedzi osób zdrowych, jak żyją, co robią, czy tylko czeka nas ręta, pracujecie, używacie życia podróże, narty, piwo, imptezy. Czy tylko strach, że nawrót, dieta, rozsądek, i nic więcej. Proszę piszcie, bo w szpitalu nie spotykam zdrowych, tylko chorzy albo nawroty, tu też tylko chorzy a ozdrowińcy się pochowali. Ozdrowieńcy piszcie!!!!

No dobrze, więc może zacznę pierwsza ;)

6 lat w remisji. Żyję normalnie, czyli tak jak wcześniej. Uczę się zaocznie, obecnie szukam pracy. Wychodzę do ludzi, spotykam się ze znajomymi, nie chodzę na imprezy i nie piję – bo nie lubię tego;) Jeżdżę w różne miejsca, zwiedzam. W wolnych chwilach rower, spacery, ostatnio częste wypady do lasu na grzyby. Nie jestem na diecie, jem to na co mam ochotę w danej chwili i nie zastanawiam czy to dla mnie dobre czy też nie. O chorobie nie myślę wcale. Było, minęło. Ważne że teraz jest dobrze i mam nadzieję że już tak zostanie :)

agnieszka1

10.08.2011 12:59

Odpowiedz

O 14:36, dnia 2011-08-10 Binka napisał(-a):

O 13:57, dnia 2011-08-10 agnirszka1 napisał(-a):

Strona dla ZZ, dużo się tu dowiedziałam, ale brak mi wypowiedzi osób zdrowych, jak żyją, co robią, czy tylko czeka nas ręta, pracujecie, używacie życia podróże, narty, piwo, imptezy. Czy tylko strach, że nawrót, dieta, rozsądek, i nic więcej. Proszę piszcie, bo w szpitalu nie spotykam zdrowych, tylko chorzy albo nawroty, tu też tylko chorzy a ozdrowińcy się pochowali. Ozdrowieńcy piszcie!!!!

No dobrze, więc może zacznę pierwsza ;)

6 lat w remisji. Żyję normalnie, czyli tak jak wcześniej. Uczę się zaocznie, obecnie szukam pracy. Wychodzę do ludzi, spotykam się ze znajomymi, nie chodzę na imprezy i nie piję – bo nie lubię tego;) Jeżdżę w różne miejsca, zwiedzam. W wolnych chwilach rower, spacery, ostatnio częste wypady do lasu na grzyby. Nie jestem na diecie, jem to na co mam ochotę w danej chwili i nie zastanawiam czy to dla mnie dobre czy też nie. O chorobie nie myślę wcale. Było, minęło. Ważne że teraz jest dobrze i mam nadzieję że już tak zostanie :)

Dzięki, piszcie.....więcej o zdrowiu po.....

damian94

10.08.2011 16:28

Odpowiedz
Witam.
Zakończyłem radioterapie pod koniec maja , mam 16lat.
W tej chwili leżę sobie na plaży w atenach i popijam zimną coronę :)
Czuję się bardzo dobrze , powoli zaczynam ćwiczyć znowu na siłowni po niemal rocznej przerwie , a jedyne następstwa choroby które teraz czuję to bardzo słaba kondycja oraz to że zwykłe przeziębienie trwa u mnie 2razy dłużej niż u innych i często chodzę zakatarzony.
Jestem pozytywnie nastawiony do mojej przyszłości i głęboko wierzę w to że już nie będę musiał przechodzić przez ten koszmar drugi raz.
Pozdrawiam:D

Gizmo

10.08.2011 19:58

Odpowiedz

Ja chemioterapię zakończyłam w styczniu a radio w marcu:) uzyskałam remisję całkowitą, która się utrzymuje. Zaraz po zakończeniu leczenia namiętnie się macałam i wyszukiwałam sobie węzłów. Teraz już mi przeszło. Obroniłam doktorat, od października wracam do pracy. Żyję pozytywnie, nie tak jak kiedyś bo to chyba nie będzie już możliwe...Żyje lepiej:) doceniam każdy dzień z bliskimi, nie zwracam uwagi na pierdoły (tak jak kiedyś). Spotykam się ze znajomymi, piję piwko lub winko czasami, imprezuję sporadycznie (z uwagi na małe dziecko), jem wszystko na co mam ochotę:) jedyne to kondycja troszkę gorsza (ale z dnia na dzień jest lepiej), czasem zabolą kości czy płucka, no i nie odważyłam się jednak zmienić jeszcze klimatu, dlatego wakacje spędziłam nad jeziorkiem:) Chemioterapia była dobrą szkołą życia ale kilka tygodni po starczyło na odzyskanie sił i powrót do normalności. oczywiście czasem są chwilę, kiedy się wątpi, ale przetłumaczyłam sobie, że nie będę marnować ani chwili na zamartwianie się bo i tak nie mam wpływu na to czy choroba wróci czy nie. Wierzę, że pożegnałam ją na zawsze i tyle:) Pozdrowienia dla wszystkich

Piotr

10.08.2011 21:43

Odpowiedz
Hej,
jestem dwa lata w remisji. Pracuję na uniwerku (nie przerwałem pracy podczas leczenia). Kończę książkę, której pisanie opóźniło się podczas chemii. Właśnie wróciłem z urlopu - byłem trzy tygodnie w Alpach we Francji. Pół roku temu wróciłem do biegania. Nie zauważyłem żadnych zmian w kondycji. Czasem łapię się, że macam się po szyi. Nie zamartwiam się, lekki stres pojawia się tylko podczas kontroli co pół roku.
Pozdrawiam

anetka

11.08.2011 17:40

Odpowiedz

O 23:43, dnia 2011-08-10 Piotr napisał(-a):

Hej,

jestem dwa lata w remisji. Pracuję na uniwerku (nie przerwałem pracy podczas leczenia). Kończę książkę, której pisanie opóźniło się podczas chemii. Właśnie wróciłem z urlopu - byłem trzy tygodnie w Alpach we Francji. Pół roku temu wróciłem do biegania. Nie zauważyłem żadnych zmian w kondycji. Czasem łapię się, że macam się po szyi. Nie zamartwiam się, lekki stres pojawia się tylko podczas kontroli co pół roku.

Pozdrawiam

właśnie ... żeby nie te kontrole to zapomniałoby się na amen o ZZ :) ja podpiszę się pod Waszymi słowami obiema rękami :) i dodam jeszcze, że nauczyłam się pokory i taaaaaakiej cierpliwości przez tamten okres :) a życie biorę już nie łyżkami, ale całymi wiadrami; i cieszą błahostki i pierdoły :) aaaa... i jeszcze jedno - uśmiech na twarzy :) i jest git!!!

myszorek

11.08.2011 21:42

Odpowiedz
Zachorowałam w styczniu 2005 roku (DLBCL IIIBX CD 20+). Leczona byłam schematem 6xR i 5xCHOP. Po jego zakończeniu nie czułam się najlepiej-bóle w okolicach serca (prawdopodobnie skutek chemii lub/i wzrostu wagi o ponad 13 kg), zadyszka po wejściu na kilka schodów, częste infekcje, po badaniu CT, a właściwie po podaniu kontrastu, zapalenie pęcherza moczowego, kłębuszków nerkowych. Najgorsze jednak były CODZIENNE bóle głowy-spowodowane, a jakże, depresją, której to nabawiłam się przez chorobę.

W lipcu 2010 w kontrolnym (miało być już ostatnie, bo 5 lat minęło) PET-CT wykryto wznowę. Jestem po leczeniu: 2xESHAP, 1xCHOP oraz autoprzeszczep (kwiecień 2011,tutaj była chemia BEAM). Obecnie jestem w remisji, co potwierdziło badanie PET-CT. Czuję się bardzo dobrze i gdyby nie to, że szybko się męczę, to mogłabym powiedzieć, że jest tak jak przed chorobą, a nawet lepiej. Nie wiem jak to możliwe, ale po tym drugim leczeniu spodziewałam się, że przez te wszystkie chemioterapeutyki bardzo podupadnę na zdrowiu a tutaj miłe zaskoczenie:)
Obecnie mam wakacje, piszę pracę magisterską (kiepściutko idzie), w październiku wracam na studia, a za ponad tydzień wychodzę za mąż:)

anetka_945

12.08.2011 05:49

Odpowiedz

Obecnie mam wakacje, piszę pracę magisterską (kiepściutko idzie), w październiku wracam na studia, a za ponad tydzień wychodzę za mąż:)

Gratulacje! Ja w maju zakończyłam ABVD teraz idę na auto, ale w czerwcu też wychodziłam za mąż - nie myślałam o chorobie, nawet się nie zmęczyłam podczas wesela (a obawiałam się że moja kondycja jest w kiepskiej formie), planuję po auto, po odczekaniu jakiegos czasu wrócić do uprawiania sportu, bedzie jesien zanim wyjde ze szpitala, wiec planuje chodzic na basen, a na wiosne zaczne biegać. Juz nie mogę się doczekać, bo teraz z tymi sztucznymi włosami nie wyobrazam sobie jak mogłabym biegac lub pływać....

Binka

12.08.2011 10:49

Odpowiedz

właśnie ... żeby nie te kontrole to zapomniałoby się na amen o ZZ :) ja podpiszę się pod Waszymi słowami obiema rękami :) i dodam jeszcze, że nauczyłam się pokory i taaaaaakiej cierpliwości przez tamten okres :) a życie biorę już nie łyżkami, ale całymi wiadrami; i cieszą błahostki i pierdoły :) aaaa... i jeszcze jedno - uśmiech na twarzy :) i jest git!!!

Pokora i cierpliwość?;) Zazdroszczę, bo ja zrobiłam się bardzo nerwowa, wredna i pyskata :P

Safya

14.08.2011 20:57

Odpowiedz

U mnie minęło już prawie 5 lat od zakończenia leczenia. Studiuję sobie dziennie, chodzę również do pracy więc mam dość napięty grafik aby to wszystko pogodzić ;) w czerwcu będę broniła magistra. Jem to na co mam ochotę, aż czasem karcę się w myślach że powinnam jednak bardziej dokładnie dobierać sobie to co zjadam ;p Wszystko to co przeszłam w związku z chorobą wydaje mi się bardzo odległe. Wewnętrznie na pewno mnie to zmieniło, może nie ma we mnie tej pokory, która pojawia się u wielu osób po przebyciu leczenia, ale pojawiło się coś innego. Stałam się bardziej otwarta na ludzi, na nowości, wiem jak życie jest kruche i pamiętając o tym staram się z niego korzystać na ile to możliwe. Spośród mnóstwa nowych znajomych, których poznałam na studiach, mało kto wie, przez co przeszłam (choć nie ukrywam tego), po prostu nie odczuwam już potrzeby opowiadania o tym (w czasie leczenia potrzebowałam dużo o tym rozmawiać). Lęk pojawia się przy wizytach kontrolnych, czasem podczas zwykłego dnia jakieś złe myśli przejdą przez głowę. Najgorzej wspomnieć znajomych, z którymi walczyło się o zdrowie, a którym się nie udało.

Safiya

14.08.2011 21:01

Odpowiedz

Ach, no i zapomniałam - imprezy tak :), alkohol w rozsądnych ilościach - tak :) ogólnie jeśli chodzi o zdrowie, to można stwierdzić, że jest ok. Jedynie z hormonami problemy, leczenie hormonalną terapią zastępczą, brak miesiączki, niedoczynność tarczycy która pojawiła się znikąd. Ale jak to się mówi - byle do przodu ;)

Anka

15.08.2011 20:45

Odpowiedz

O 13:57, dnia 2011-08-10 agnirszka1 napisał(-a):

Strona dla ZZ, dużo się tu dowiedziałam, ale brak mi wypowiedzi osób zdrowych, jak żyją, co robią, czy tylko czeka nas ręta, pracujecie, używacie życia podróże, narty, piwo, imptezy. Czy tylko strach, że nawrót, dieta, rozsądek, i nic więcej. Proszę piszcie, bo w szpitalu nie spotykam zdrowych, tylko chorzy albo nawroty, tu też tylko chorzy a ozdrowińcy się pochowali. Ozdrowieńcy piszcie!!!!

Mam 35 lat. Jestem w remisjii od ponad 6 lat. Pierwsze 2 - 3 lata po leczeniu, dbałam o siebie i starałam się unikać wszystkiego co mogło by spowodować nawrót choroby. Nie piłam alkoholu, dobrze się odżywiałam, prowadziłam tzw. regularny tryb życia. Przed każdą wizytą kontroloną u onkologa dostawałam świra i miałam objawy typowe dla ziarnicy. Po wizycie kontrolnej i zapewnieniu lekarza, że wyniki badań są ok., wszystko wracało do normy. Po ok. 3 latach od remisji, wszystko minęło, zaczęłam chodzić na imprezy, pić piwko i robić wszystko to, co robiłam przed ziarnicą. Bardzo lubię jeździć na rowerze i corocznie pokonuję ok. 1 tys. km. Mój dzienny rekord to 79 km. Pokonałam ten dystans będąc w Trójmieście na urlopie. Byłam bardzo zmęczona i jednocześnie szczęśliwa, że udało mi się pokonać taki dystans w 1 dzień. Jeśli chodzi o pracę, to pracowałam w trakcie leczenia (praca biurowa). Praca bardzo pomogła mi w pokonaniu choroby (nie miałam czasu na tzw. "użalanie się nad sobą"). Ostatni raz byłam na zwolnieniu 4 lata temu, bo dopadł mnie półpasiec. Od tamtej pory nic złego z moim zdrowiem się nie działo (oprócz drobnych infekcji).

Więc, Droga "agnirszka1" życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i optymizmu. Jestem przekonana,że na pewno Ci się uda szybko wrócić do zdrowia i że będziez jeszcze mogła "używać życia";). Serdecznie pozdrawiam. Anka

kasiar

16.08.2011 00:17

Odpowiedz
To i ja się wypowiem, bo mnie samą interesuje jak żyją inni :) Własnie na dniach minie rok od zakończenia leczenia [NS1, stadium III/IV]. Chemia mi dokopała, ale że remisję osiągnełam pod koniec sierpnia to akurat się zbiegło z rozpoczeciem roku akademickiego więc wróciłam na przerwane studia. Pierwszy semestr był ciężki, o dziwo nie przez odporność, ale po prostu byłam niesamowicie słaba. Od wiosny zaczęłam bardziej wracać do życia :) zaczęłam biegać, ale niestety mimo że mija rok odkąd jestem zdrowa - nawet nie zbliżam się formą do okresu sprzed choroby [byłam instruktorką fitness]. Imprezy tak jak mam ochotę, z dietą staram się uważać, ale jak mam na coś niezdrowego ochotę to to jem, byle nie za czesto. Ze stroną duchową jest różnie. Ciężko mi wyjść do ludzi i im zaufać, ale staram się do tego trochę zmuszać, poza tym co jakiś czas dopada mnie zwątpienie - bo chciałoby się zyć normalnie, wrócić do super formy, ćwiczy się, biega, rozciąga, jest coraz lepiej i nagle coś się dzieje, że wracam do punktu wyjścia. Teraz od dwóch miesięcy walczę z półpaścem i nie mogę go pokonać. Ale te chwile zwątpienia trwają krótko, nawet jak się robi źle to gdzieś tam czuję moc, że to wszystko tylko kwestia czasu :) Generalnie jeśli miałabym podsumować życie po raku to dla mnie chyba powrót do życia był i chyba jest trudniejszy niż samo leczenie, tak psychicznie. Jakoś dużo zakrętów, rozdroży widzę teraz, czasami nie wiem co dalej, bo choroba bardzo pokrzyżowała mi plany, zmieniłam kierunek studiów, zaczęłam życie w obcym wielkim mieście i tak dalej, więc czasami czuję sie niepewnie jak majaczy mi gdzieś wizja nawrotu, ciężko mi ocenić na ile moge sobie pozwolić, czy to nie za wcześnie na coś itp. Ale to co wiem na pewno, to że WARTO walczyć do końca, mimo że niektórym życie po chorobie zupełnie się zmienia - to warto, bo jeśli w czasie leczenia dobrze "pokieruje" się swoją psychiką to zdobywa się niesamowitą perspektywę i myślę, że o wiele więcej odwagi w życiu. I chyba inaczej traktuje się upływ czasu :) Nie wiem kiedy te dni mijają! :)
Pozdrawiam i życzę siły, siły i jeszcze raz siły!

Gosia

16.08.2011 07:58

Odpowiedz

O 02:17, dnia 2011-08-16 Kasiar napisał(-a):

- bo chciałoby się zyć normalnie, wrócić do super formy, ćwiczy się, biega, rozciąga, jest coraz lepiej i nagle coś się dzieje, że wracam do punktu wyjścia.

Co jakiś czas zaglądam tu i piszę kilka słów. Więc; około 6 lat w remisji. Pracuję, gotuję wychowuję dzieci. I chodzę na różne terapie. W ten piątek wybieram się na"Odzyskiwanie mocy osobistej" - bo od czasu do czasu mam problem z motywacja do sprzątania na przykład. Wydaje mi się to stratą czasu-i tak się zabrudzi. Nie mam siły zaganiać dzieci do pomocy i męża (przed chorobą byłam bardziej waleczna), a teraz też nie chcę się szarpać z domownikami o buty, o rzeczy porozrzucane po domu, o wyniesienie talerzy do kuchni. Ostatnio powiedziałam synowi, który coś mówił na temat porządku w naszym domu (sam nie biorąc się prawie za nic): "Dziecko, czy ty myślisz, że ja wyzdrowiałam po to, żeby wam dalej służyc?". Ciekawa jestem, co przyniesie mi piątkowe spotkanie? Pozdrawiam wszystkich serdecznie, a Baldiego jak zwykle szczególnie;)

magda

16.08.2011 10:29

Odpowiedz

Ja jestem po nawrocie. W kwietniu tego roku miałam autoprzeszczep. Po półtora miesiąca od przeszczepu wrociłam do pracy. Czułam się słabo ale dałam radę i myślę, że praca pozwoliła mi szybciej odzyskać siły (zajęcie, kontat z ludźmi). O dziwo nie choruje, jem też wszystko bez problemów jak to czasami bywa po przeszczepie. Dzisiaj jestem już 4 miesiące po przeszczepie i czuję się zupełnie normalnie. Chodze na spacery na rower na imprezy także ;) tak więc można potem żyć zupełnie normalnie, nie takie to straszne jak sie wydaje. Jedyne co teraz mi przypomina o chorobie to króciutkie włosy i niestety jeszcze peruka.

agnirszka1

17.08.2011 05:34

Odpowiedz

Dziękuję Wam za wpisy, myślę, że wszyscy którzy keszcze walczą chcą wiedzieć co dalej, jak później się żyje. Piszcie......

Ania

21.10.2013 12:50

Odpowiedz

O 07:34, dnia 2011-08-17 agnirszka1 napisał(-a):

Dziękuję Wam za wpisy, myślę, że wszyscy którzy keszcze walczą chcą wiedzieć co dalej, jak później się żyje. Piszcie......

Chcemy wiedzieć, piszcie jak żyjecie!!!

Aga71

22.10.2013 04:30

Odpowiedz

Chcemy wiedzieć, piszcie jak żyjecie!!!

Po skomplikowanej walce z zz i przeszczepie od 2,5 roku jestem w remisji. Pół roku po przeszczepie wróciłam do pracy, słaba, ale z wielką radością. Nawet częste początkowe infekcje mnie nie zraziły. Jestem leniwa, stąd aktywny styl życia nigdy nie był moją mocną stroną- mam na myśli wszelakiego rodzaju czynny, regularny wysiłek. Rowerkiem jeżdżę, owszem, po górach chadzam, na nartach jeździłam już po 5-ciu miesiącach po przeszczepie. Wyjeżdżam na wczasy i nie obawiam się zmiany klimatu :-)...chyba nie powinnam się chwalić piwkowaniem i imprezowaniem, ale niestety do tego też wróciłam :D aaa i mam 42 lata, a jestem po/6*ABVD, 4*beacopp,2*eshap,BEAM, auto, i 16 SGN35-to wszystko jednym ciągiem:-)/

INES

22.10.2013 06:28

Odpowiedz
2 lata walki z tym upiorem i potem przeszczep i SGN. Pracowałam zawodowo non stop z miesięczną przerwą na przeszczep. Nowotwór podkopał moją pewność siebie, utyłam 15 kg, mój biznes praktycznie splajtował. Przy tym wszystkim, okres choroby był czasem największej miłości bliskich. Nigdy nie doświadczyłam takiego wsparcia i adoracji otoczenia.

Nawrotu boje się codziennie. Ten strach niestety mnie nie odpuszcza. Codziennie oglądam tu na grupie dyskusyjnej historie o nawrotach. Pewnie to nie pomaga ;) Czuję się jakbym miała tylko to życie na chwile, pożyczone.

Marzę. aby być zdrowa już zawsze :) Wtedy poradzę sobie z tym bajzlem w życiu. Póki co jeszcze nie wierzę do końca w ta remisję. Jakbym jechała na hamulcu przez życie. Nawet portu nie wyjęłam. Tak na wszelki wypadek... :(