Czy ty naprawdę nie masz ciekawszych zajęć tylko doszukiwanie na siłę choroby?
Jest mi strasznie szkoda czasu i nerwów.. wiem, że to prawdopodobnie początek hipochondrii.. gdzieś mi chodzi po głowie świadomość, że najprawdopodobniej masz rację, że to nie to.. tylko to jest tak silne (natręctwo szukania informacji, upewniania się etc.), że już zaczynam tracić nad tym kontrolę. Niezależnie od tego czy jestem chora czy nie, nie wiem czy po za endokrynologiem nie czeka mnie jeszcze wyprawa do lekarza psychiatry. :/
Oprócz powiększonych węzłów nie masz żadnych innych objawów choroby,
Właśnie.. tutaj ciągle mi chodzi po głowie moje drapanie w gardle.. to wygląda tak, że się uspokajam, wszystko biorę na spokojnie , dochodzę do wniosku: "nie jestem chora", przypominam sobie moje dobre wyniki krwi, Twoje słowa, słowa internisty i mojej radiolog..jest dobrze, czuję się dobrze, już się nie boję i.. i... nagle złapie mnie kaszel .. - wówczas wątpliwości wracają. I tak kilka razy dziennie. Już jest dobrze i łapie mnie kaszel. Ten kaszel sobie zakodowałam, że z pewnością jest objawem guza w śródpiersiu, który uciska na nerw błędny.. eh..
Mam nadzieję, że w końcu mój stan uspokojenia się utrwali się na dobre i zapomnę o tej chorobie. Wówczas będę miała większą ochotę na zainteresowanie się tarczycą - bo przyznaję, że całą uwagę poświęcam ziarnicy i nic już się więcej nie liczy. :)
Pójdę w tygodniu do internisty i poproszę o badanie TSH, spróbuję też pogadać z nim o tych węzłach, czy nie mają one związku z tarczycą i czy nie jest to Hashimoto (u mnie w rodzinie jest plaga tej choroby). Zobaczymy jak to się potoczy.. Asowa, jestem Ci bardzo, baaardzo wdzięczna za pomoc.. w momencie uspokajania się przywołuję do pamięci Twoje zdanie na ten temat a liczy się dla mnie ono bardziej nawet niż zdanie radiolożki, która ziarnicę zna wyłącznie z podręczników.. dziękuję. :)