Witam.
Cześć.
7 lat temu leczyłem się na ZZ w szpitalu dziecięcym (miałem wtedy 15 lat). Mimo, że był to IV stopień (węzły w brzuchu, wątrobie, śledzionie, szyi, pachach itd.) leczenie poszło dość szybko (od września 2003 do maja 2004) - chemia mvpp+bdopa+naświetlania. Dzięki leczeniu wyczyszczone były praktycznie wszystkie węzły. Został tylko jeden niewielki podżuchwowy, który uznano za zwapnienie.
Od tamtej pory minęło 7 lat, skończyłem liceum, maturę i studia informatyczne. W tym roku zacząłem pracować, jednak podczas badań kontrolnych w poradni onkologicznej (tym razem już w szpitalu "dla dorosłych") pani Dr stwierdziła, że węzeł podżuchwowy jest nieco większy niż poprzednio i trzeba go wyciąć. W badaniu po jego wycinka z biopsji znaleziono tam jakieś śladowe ilości komórek hodgkinowych (rich-lymphocyte type). Miesiąc temu byłem na PETcie, który wykazał niewielką aktywność w okolicy szyjnej.
Miałam podobną historię, z tym, że nawrót był po 4 latach od zakończenia leczenia. Wyniki krwi tak jak Ty miałam książkowe, nieznacznie podwyższone OB. Żadnych objawów dodatkowych, pełna energii, jednym słowem - okaz zdrowia. Wymacałam sobie powiększony węzeł nad obojczykiem. Biopsja wykazała ziarnicę, żadnych innych węzłów nie miałam zajętych. W swojej naiwności myślałam, że standardowe ABVD wystarczy, skoro choroba nie jest aż tak rozwinięta... Jednak lekarz prowadzący po ABVD podjął decyzję o zakwalifikowaniu mnie do przeszczepu. Mój strach miał WIELKIE oczy. Tak jak Ty bałam się ogromnie... Zasypywałam mojego lekarza mnóstwem pytań. Wszystkie moje wątpliwości musiały być rozwiane. Dziasiaj jestem pół roku po przeszczepie, wracam do normalności. Jest git.
Przebywam teraz na oddziale onkologicznym biorąc dość lekką chemię: "Cisplatin". Jednak lekarze proponują mi autoprzeszczep szpiku...
Mój lekarz tłumaczył mi to tak: Przy nawrotach "zazwyczaj" robią przeszczep, żeby zminimalizować późniejsze nawroty. Gwarancji oczywiście nie ma. Przed przeszczepem biarą pod uwagę ogólny stan zdrowia, psychiki itp, itd. Chcą aby do przeszczepu pacjent był "w jak najlepszej kondycji". Jednym słowem aby miał siłę i aby dał radę :)
który jawi mi się jako coś naprawdę masakrującego organizm.. ostateczność, kiedy nie ma już innej rady...
Też tak myślałam. Oczywiście, że organizm dostaje w d... chemia przed przeszczepem to nic wesołego ale wszystko można przeżyć. Dużo robi pozytywne nastawienie, plany na przyszłość itd. Znam osoby po dwóch przeszczepach.
Problem w tym że... ja czuję się świetnie: pracuję, uczę się, robię pompki. Mam mnóstwo energii. Nie mam żadnych typowych objawów Hodgkina typu gorączka, pocenie, swędzenie itp. Badania krwi wszystkie w idealnej normie (żadnych odchyleń, w RTG czysto).
Jakbym czytała o sobie :)
Dlatego też bardzo dziwna wydaje mi się tak gwałtowna propozycja lekarzy. Co o tym myślicie?
Zawsze mam taką nadzieję, że lekarze chcą dobrze dla chorego. Mądry lekarz prowadzący wybiera właściwe leczenie dla pacjenta. Decyzję o przeszczepie nie podejmuje sam, to jest konsultowane. Ja miałam to szczęście, że mogłam mieć pełne zaufanie do mojego lekarza, czego i Tobie życzę. Jeśli masz możliwość, to rozmawiaj, pytaj.
Czuję się jak ofiara jakiejś teorii spiskowej.. o epizodzie Ziarnicy Złośliwej z czasów gimnazjum dawno już zapomniałem, czuję się dobrze, a tu proponują mi zabieg autoprzeszczepu szpiku, którego mogę nie przeżyć,
nawet tak nie myśl !
a nawet jeśli - zmieni on moje życie nie do poznania.
A może na lepsze zmieni? :)
Co o tym sądzicie?
To jest decyzja lekarza i Twoja. Ja doskonale rozumiem co znaczy strach przed nieznanym ale pamiętaj, że wszystko przemija. Trzymam kciuki i powodzenia.