Eh...Bo to tak nagle spadło. Ćwiczy sobie człowiek codziennie pilates, lata do pracy, nie przechodzi żadnych przeziębień, a tu nagle te węzły.
Ja też prowadziłam aktywny i w miarę zdrowy tryb życia, codzienne długie spacery, zdrowe odżywianie...
Co prawda w ostatnim czasie nie pracowałam zawodowo ale siedzę w domu z dwójką maluchów (jestem na wychowawczym:)
I tu nagle, zonk, nowotwór...
I jeszcze to czekanie na hispat. Wiem, że jestem marudna, juz się za nawracanie wziął mój miły znajomy onkolog, ale i tak jestem w szoku. > Ale odejdę na chwilę od tematu. Łzy mi dziś stanęły w oczach. Zobaczyłam te kolejki w CO w Poznaniu i usłyszałam o terminach na pobranie hispatu (połowa lipca). Gdybym nie robiła badań prywatnie i częściowo po starej znajomości, leczenie rozpoczęłabym we wrześniu. Że nie wspomnę o częstej nieudolności lekarzy pierwszego kontaktu, którzy miesiącami leczą pacjentów objawowo i nie zlecają dalszych badań.
Ja pod tym wzg miałam farta, bo internista szybko zareagował, potem chirurg i onkolog.
Tyle tylko, że lekarze w moim mieście nie podjęli się leczenia i jestem pacjentką CO w Warszawie.
Ale tam trafiłam na super lekarza, który dbał też o moją psychikę.
Nie wiem jak potoczą się moje dalsze losy, ale wiem, że jeśli wyzdrowieję, to dzięki olbrzymiej życzliwości znajomych lekarzy i niestety, pieniądzom (pobranie węzła w prywatnej klinice).
A jak mają się potoczyć?
Dostaniesz chemię, potem być może cię naświetlą i będzie ok:)
Ja samo leczenie znosiłam fatalnie ale z perspektywy czasu z pełną świadomością napiszę ci, że warto było walczyć;)
Ty też dasz radę.
A jeśli psychicznie nie będziesz dawała rady nie broń się przed lekami antydepresyjnymi, one bardzo pomagają...
Pozdrawiam wszystkie osoby, które udzielają mi wsparcia i cierpliwie odpowiadają na moje wpisy:)
Jak masz taką potrzebę to pisz;)