Tosca
15.05.2010 16:31
Witam wszystkich bardzo serdecznie.Trafiłam na to forum,ponieważ mnie również dotyczy problem powiększonych węzłów i mam nadzieję,że moja wiadomość za zapytaniami została umieszczona w dobrym miejscu.Czytając Wasze historie-ludzi,którzy chorują na ZZ,doszłam do wniosku,że początek choroby u każdego może objawiać się w różny sposób i jak się domyślam różny okres czasu może upłynąć od chwili pierwszych objawów do momentu zdiagnozowania.Dla mnie naistotniejszym pytaniem na które chciałabym uzyskać odpowiedż,jest pytanie-jak maksymalnie długi czas choroba może się rozwijać.Czy zdarza się,że rozwija się latami,poprzez dawanie jakiś symptomów,które można zaleczyć,bo organizm się broni,a następnie zostaje "uśpiona",żeby znów "zaatakować"?Czy infekcje mogą tę chorobę "wywołać"?Wiem,że odpowiedż na to pytanie jest trudna,ale może wśród Was jest ktoś,kogo historia jest podobna do mojej.Od razu chcę podkreślić,że nie jestem hipochondryczką-po prostu ostatnie "przeboje zdrowotne"zaczęły mnie niepokoić.Ale zacznę może od sprawy swojego samopoczucia.12 lat temu zaczęły mnie pobolewać stawy i mięśnie,ciągle byłam zmęczona,ale tłumaczyłam to przemęczeniem.Bóle były w miarę umiarkowane,więc jakoś dawałam radę.W kolejnych latach dołączyły ciągłe infekcje,które słabo reagowały na leczenie antybiotykami.W 2004roku przyszło "załamanie".Po kolejnej chorobie doszło do tego,że przez dwa tygodnie nie mogłam podnieść się z łóżka.Wtedy po raz pierwszy powiększyły się mi się węzły,na tyle,że były dość dobrze wyczuwalne.Bolał mnie cały kark,przy próbie ruchu,strasznie się pociłam i schudłam pomimo dobrego apetytu.Jakoś się z tego "wylizałam",ale węzły nie znikały,pomimo kilku antybiotyków.Trwało to ponad półtora roku.Nikt nie widział potrzeby dodatkowych badań,bo OB było w granicach normy.Póżniej zaczęło się "normować",tzn.węzły trochę się zmniejszyły i pozostały od tamtego czasu w różnych miejscach na szyi wyczuwalne ale niewielkie,max.wielkości wiśni,przesuwalne pod palcami.Przestałam się tym przejmować,ponieważ od kilku lekarzy usłyszałam,że nie ma się co martwić-to,że one są to taka moja uroda.Nie pasowało mi za bardzo takie podejście,no ale wyniki morfologii były ok,więc dałam sobie spokój z "drążeniem"tematu.Niestety układ odpornościowy nie chciał się "zregenerować",więc infekcje do tej pory dopadają mnie non stop i po każdej kolejnej jestem coraz słabsza.W tamtym roku:styczeń-przeziębienie z zapaleniem gardła i nerek(antybiotyk),luty -zapalenie ucha,kwiecień-zapalenie oskrzeli(antybiotyk),lipiec-znów przeziębienie i zapalenie nerek(antybiotyk) i bardzo złe samopoczucie,POWIĘKSZENIE WĘZŁÓW,totalne osłabienie,bóle klatki piersiowej,bóle gardła i problemy przy przełykaniu,bóle stawów i mięśni,straszliwe poty,zmienne wieczorne temperatury 35-37,4,swędzenie całego ciała najbardziej uporczywe w nocy,bezsenność,no i chudnięcie przez cztery tygodnie,pomimo apetytu-6kg mniej.Póżniej trochę się polepszyło,no ale w pażdzierniku kolejna infekcja i kolejne zapalenie oskrzeli.Od tamtej pory ciągle jestem podziębiona,gardło przekrwione,katar,kaszel,uczucie "zatkanych"uszu,bóle w klatce piersiowej itp.W tej chwili:kwiecień-przeziębienie,które zaowocowało kolejnym zapaleniem oskrzeli i nerek(obecne białko,leukocyty,bakterie) i znów antybiotyk-nie pomogło,czuję się nadal żle.Tydzień temu nad obojczykiem z jednej strony szyi,pojawiają się dotąd niewyczuwalne w tamtym miejscu WĘZŁY-jest ich kilka obok siebie różnej wielkości,największy ma na moje wyczucie ok 5cm,przesuwają się pod skórą,bolą tylko trochę po naciśnięciu,boli za to cały zesztywniały kark,ręce,szyja,ucho.Wizyta u lekarza-oskrzela nadal nie wyleczone-stwierdzenie po badaniu osłuchowym,do tego te węzły i utrzymujący się problem z układem moczowym.Nie dostaję skierowania na badania,tylko kolejny antybiotyk.Zaczęłam go brać,jestem strasznie słaba,pocę się niemiłosiernie,najgorzej w nocy-rano wstaję dosłownie mokra .Wygląda to jak powtórka z zeszłego roku.Siedzę więc i zastanawiam się,co to wszystko może oznaczać?Mam wrażenie,że u zdrowego człowieka nie powinno tak się dziać,a może się mylę?Czy organizm może być,aż tak bardzo osłabiony,żeby działy się te wszystkie rzeczy?Chcę też dodać,że od czasu do czasu kontrolowałam morfologię,jednak bez rozmazu i było ok.-leukocyty na górnej granicy normy,tylko mocz jest ciągle brzydki,najczęściej z obecnością białka.I tu takie pytanko-czy może się zdarzyć,że jak choroba się rozwija,to morfologia jest dobra,a dopiero szczegółowe badania mogą coś wykazać?Mam nadzieję,że nie zanudziłam Was swoją opowieścią.Chciałam tylko poznać Wasze zdanie,co o tym wszystkim sądzicie?Być może jest ktoś,kto miał podobnie i dopiero po długim czasie choroba się uaktywniła?Czy mam dać sobie spokój w dociekaniu przyczyny powiększonych węzłów,przyjąć,że to zwykła infekcja,czy też szukać dalej?