Jak w temacie: stany podgorączkowe bez wyraźnej przyczyny. Ibuprofen, Apap itp. nie dają pożądanych rezultatów- czyli podwyższona temperatura się utrzymuje (taki sam poziom, niezależnie od zażywania/nie zażywania tablet). Wiem, że to zazwyczaj kwestia indywidualna, ale zawsze reagowałam na tego typu leki. Jak to u Was bywa, bywało? Z góry dzięki za wszelkie sugestie.
W chorobie nowotworowej stan podgorączkowy to norma i raczej nie zaleca się leków obniżających temp. Chyba że ma się powyżej 37,5. Wtedy lepiej by zadecydował o lekach lekarz onkolog lub rodzinny obeznany z tematem ZZ. Leki przeciwzapalne i przeciwgorączkowe typu paracetamol, sole diclofenacu, ibuprofen - obniżają ilość płytek krwi, tak więc nie szalej z ilością tych medykamentów! Ja miałam zaleconą pyralginę w iniekcji, jeśli zdarzyło mi się gorączkowanie. Ketonal czy Apap po prostu na mnie nie działały. Raz dostałam ibuprom, gdy gorączkę powodowało zapalenie żył po chemii: ibuprofen w określonej dawce dobrze i szybko załatwia ten problem, o ile nie jest to zapalenie żył głębokich.