Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

modlitwa

Autor: emi • 19.06.2009 14:47 • 5 odpowiedzi

emi

19.06.2009 14:47

Odpowiedz

Czy wiara i modlitwa pozwala przetrwać trudne leczenie, cierpienie? Zapraszam chętnych do dyskusji. Ja po chwili gorących błagań do Boga, przeżywam chwile zwątpienia, kiedy wokół siebie widzę radosnych ludzi, a moją rodzinę dotknęła paskudna choroba.Mój Syn leczy się od pół roku, a ja nadal nie mogę pogodzić się z Jego chorobą. Wcale nie jestem dzielna.

ewelka

19.06.2009 20:21

Odpowiedz

O 16:47, dnia 2009-06-19 emi napisał(-a):

Czy wiara i modlitwa pozwala przetrwać trudne leczenie, cierpienie?

ja powiem tak, byłam zła na wszystkich wokół gdy się dowiedziałam o chorobie, przy pierwszym wlewie w szpitalu był tylko płacz po kątach, żeby nikt nie widział. Któregoś dnia zauważył chłopak z sali obok gdy spacerował korytarzem. Wszedł do mnie na sale, przytulił i zaczął opowiadać o swojej 2 letniej córeczce. Zrobił to w tak umiejętny sposób, że po chwili śmiałam się z tego co Jego pociecha wyprawia w domu. Przegadalismy wtedy całą noc, i rozmawialiśmy właśnie o wierze. Wiara kolegi była ogromna, codziennie rano o 6 odmawiał modlitwe o której pierwszy raz od Niego usłyszałam i On mnie jej nauczył. Popołudniami przesiadywał w kaplicy. Modlił sie do św. Perygryna, patrona chorych na raka. Nigdy nie rozstawał się z różańcem, zawsze miał go w kieszeni. Następnego dnia przyniósł mi te "swoje" modlitwy spisane na kartkach. Kolega chodził korytarzem i nigdy do nikogo się nie odzywał. On się wtedy modlił. Spotkaliśmy się jeszcze raz w szpitalu, po jakimś czasie. Był uśmiechnięty, ale z jego zdrowiem nie było rewelacyjnie. Podziwiałam jego wiarę i determinację w modlitwach, ja tak nie umiałam. Owszem również gdy tylko nie byłam uwiązana do stojaka w workami siedziałam w kaplicy. Bardzo mi to pomagało, pomimo tego, że nigdy nie klapałam modlitw. Poprostu siedziałam sobie w ławce i patrzyłam na ołtarz, nawet nie myślałam wtedy o niczym. Zauważył to jeden z kapucynów. Później wyjechał do Medjugorie i przywiózł mi z tamtąd różaniec abym zaczęła się modlić. Zaczęłam. Z czasem kobiety z sali spytały co ja tak "medytuję" na łóżku z rana. Podyktowałam Im modlitwy i One też rozpoczęły błagania do św. Perygryna. Myślę, że rozpowszechniły to dalej. Dziś już się nie modlę. Czemu? Znów nie umiem. Po 5 sekundach zaczynam myśleć o zupełnie innych rzeczach. Lubię siedzieć w miejscach świętych jak nikogo tam nie ma, wtedy nie myślę o niczym tak jak w szpitalnej kaplicy. Może ta cisza to jest taka moja modlitwa....

Ja po chwili gorących błagań do Boga, przeżywam chwile zwątpienia, kiedy wokół siebie widzę radosnych ludzi, a moją rodzinę dotknęła paskudna choroba.

Choroba nie wybiera. Jak dla mnie to ziarnica nie była aż takim problemem, zawsze powtarzałam sobie, że inni nie mają co dać dzieciom jeść albo gdzie mieszkać i dopiero wtedy załamują ręce. Może dlatego tak myślałam, bo to dotyczyło mnie samej, a nie kogoś bliskiego. Ale wydaje mi sie, ze to kwestia charakteru.

Mój Syn leczy się od pół roku, a ja nadal nie mogę pogodzić się z Jego chorobą. Wcale nie jestem dzielna.

Bo to rodzicom i bliskim najgorzej jest pogodzić się z chorobą dziecka. Uwierz w Syna.

dorota

22.06.2009 09:57

Odpowiedz

O 16:47, dnia 2009-06-19 emi napisał(-a):

Czy wiara i modlitwa pozwala przetrwać trudne leczenie, cierpienie?

myślę że chyba tylko dzięki niej przetrwałam chorobę męża, nigdy wcześniej nie byłam tak blisko z Bogiem jak wtedy, nie tylko dlatego że ja się modliłam, ale również dlatego że wtedy po raz pierszy czułam że On mówi do mnie, to niesamowite i wiem że jesli ktoś tego nie doznał i nie doświdczył wiary to nie nie uwierzy w to, ale dosłownie podcza każej mszy św miałam wrażenie że dewangelia skierowana jest do mnie, za każdym razem odpowiadał na nurtujące mnie danego dnia pytania, dziś mój mąż jest zdrowy, a mój kontakt z Bogiem nie jest tak silny, nie doświadczam Jego obecności tak jak wtedy, ale chyba na tym polega WIARA, że my jestesmy przy Nim nie tylko wtedy kiedy potrzebujemy Jego wsparcia, i wciąż modlę się o zdrowie męża, że choroba już nogdy nie wróciła

pozdrawiam

dorota

zoisyte

22.06.2009 11:13

Odpowiedz

O 11:57, dnia 2009-06-22 dorota napisał(-a):

myślę że chyba tylko dzięki niej przetrwałam chorobę męża, nigdy wcześniej nie byłam tak blisko z Bogiem jak wtedy, nie tylko dlatego że ja się modliłam, ale również dlatego że wtedy po raz pierszy czułam że On mówi do mnie, to niesamowite i wiem że jesli ktoś tego nie doznał i nie doświdczył wiary to nie nie uwierzy w to, ale dosłownie podcza każej mszy św miałam wrażenie że dewangelia skierowana jest do mnie, za każdym razem odpowiadał na nurtujące mnie danego dnia pytania, dziś mój mąż jest zdrowy, a mój kontakt z Bogiem nie jest tak silny, nie doświadczam Jego obecności tak jak wtedy, ale chyba na tym polega WIARA, że my jestesmy przy Nim nie tylko wtedy kiedy potrzebujemy Jego wsparcia, i wciąż modlę się o zdrowie męża, że choroba już nogdy nie wróciła

pozdrawiam

dorota

Nie na darmo mówią:

"Jak trwoga to do Boga"

amii

22.06.2009 12:35

Odpowiedz

O 16:47, dnia 2009-06-19 emi napisał(-a):

Czy wiara i modlitwa pozwala przetrwać trudne leczenie, cierpienie? Zapraszam chętnych do dyskusji. Ja po chwili gorących błagań do Boga, przeżywam chwile zwątpienia, kiedy wokół siebie widzę radosnych ludzi, a moją rodzinę dotknęła paskudna choroba.Mój Syn leczy się od pół roku, a ja nadal nie mogę pogodzić się z Jego chorobą. Wcale nie jestem dzielna.

Nikt nie jest aż tak dzielny by być z tego zadowolonym... ja gdy leżałam i nie mogłam jeść, chodzić, ani oddychać, modliłam się. Przynosiło to spokój, ulgę. Nie jestem praktykującą chrześcijanką. Ktoś kiedyś mi powiedział :Bóg słucha grzeszników", więc zawracałam Mu głowę. Nocami. Bo te były najtrudniejsze...

gabi18

22.06.2009 16:37

Odpowiedz

Ja szczerze mowiac w Boga nie wierze jednak sama wiara nie wazne czy w Boga czy w kamienie daje na pewno duzo...ja np. wierzylam w siebie i to mnie trzymalo na nogach poza tym wiedzialam ze musze byc z rodzina...Czlowiek to cwane stworzenie a podswiadomosc i ,,glowa'' potrafia czynic cuda. Wielka chec zycia, pewnosc siebie (tzn. jak Ty nie dasz rady to kto lub co Ci pomoze)i wiara w lepsze czasy mi pomogly zwalczyc chorobe:) ,,Trzeba byc twardym,a nie miekkim";)