Magdusia
29.04.2009 09:06
O 18:48, dnia 2009-04-28 Asterath napisał(-a):
Jako ze temat nazywa sie "Zaczynamy walke", to pozwole sobie dolaczyc sie do rozmowy:)
Mam 21 lat. Od ok 2 miesiecy podejrzewano u mnie zz i od tego wlasnie czasu zagladam na to forum. Przypuszczenia okazaly sie sluszne jakies 2 tygodnie temu, postanowiono, ze bede leczona schematem ABVD. Dzis mialam pierwszy wlew i tak, jak podobno w wiekszosci przypadkow, czuje sie dobrze. Wiem, ze z kazda nastepnym wlewem samopoczucie i stan zdrowia zapewne beda sie pogarszac i moje zyczenia, by bylo tak, jak teraz, nic tu nie pomoga...
Nie zalecono mi zadnej specjalnej diety, ciesze sie, ze moge jesc wszystko na co mam ochote.
Ja miałam jeść jeść rzeczy lekkostrawne w czasie chemii oraz zakaz surowych (np. owoce) przez chemię i jeszcze ok tygodnia później.
Mam kilka pytan - dostalam dzis wynik PET z wynikiem: "obraz typowy dla czynnego procesu rozrostowego" - czy ktos jest w stanie mi to wyjasnic?
To znaczy, że ziarenka jeszcze są i są aktywne (chyba)
Chcialabym tez zapytac osoby studiujace jak poradzily sobie z leczeniem i nauka? Konczy sie maj, szkoda mi brac urlop dziekanski pod koniec roku akademickiego, ale przez chorobe mam cala mase nieobecnosci i boje sie, ze wykladowcy nie beda tak wyrozumiali...
Ja zaczęłam chemię w połowie maja 2008. Byłam na początk leczona wg Beacoppu eskalowanego. Jak miałam jakieś zajęcia z listą obecności to wysyłałam maile, że niestety nie mogę chodzić, bo leże w szpitalu i lecze raka. Nie było najmniejszych problemów. Najwyżej jakiś dodatkowy referat do napisania. W czasie kiedy byłam w domu (mniej więcej pół miesiąca w szpitalu i pół w domu) uczyłam się i lecialam na ustną zerówkę, wcześniej uprzedzając prowadzącego o sytuacji (licząc na łagodniejsze traktowanie). Nawet jak nie byłam douczona to i tak mnie wyciągali na min.4. Wykładowcy podchodzą bardzo po ludzku i pomagają. Dodam, że przedłużyłam sesje do końca listopada bez najmniejszych problemów. Podobnie do Ciebie rozważałam branie urlopu zdrowotnego (dziekanka jest bez sesnsu), ale uznałam, ze nie warto. Panie w dziekanacie doradzały mi to samo. Jestem zadowolona ze swojej decyzji. Wszystko mam zaliczone i nie mam semestru w plecy. Tutaj zastosuj słowa lekarza: żyj normalnie
Ostatnie pytanie dotyczy stylu zycia. Co sie zmienilo, gdy zaczeliscie leczenie? Na jakie czynnosci nie mogliscie juz sobie pozwolic? To dla mnie bardzo istotna kwestia, wiec prosze o odpowiedz:)
Na wypisach miałam napisane "oszczędny tryb życie". To mnie zabolało, bo jestem bardzo aktywną osobą. Przez te kilka miesięcy leczenia nie chodziam na żadne treningi (wcześniej było ich 5 w tygodniu). Ale za to rekompensowałam to sobie duża ilością spacerków, kawą ze znajomymi w jakiejś kawiarni itp. Tydzień po skończonym leczeniu już poleciałam na trening i było ok.
U mnie problem (a moze i nie jest to klopot) polega na podejsciu do choroby - a cala sila staram sie ja wypierac i nie dopuszczac tego do swojej swiadomosci. Od hematologia uslyszalam, ze mam zyc normalnie i staram sie tego trzymac.
Dobrze, że wypierasz ziarenka - tak trzeba.
Na koniec pozdrawiam wszystkich i wiem, ze to banalne, ale zycze powrotu do zdrowia - uszy do gory!!:)
Tobie też życzę ZDRÓWKA i cierpliwości :) Poradzisz sobie na pewno :) I tak jak powiedział lekarz: żyj normalnie :)