Mam na imię Ania. We wrześniu 2004 roku zachorowałam na ziarnicę złośliwą, typ NS I (stopień III B).
Chiałabym jednak od początku opowiedzieć wam moją historię.. Wszystko zaczęło się w wakacje. Był piękny, upalny dzień. Chcąc się ochłodzić piłam zimne napoje, jadłam lody, kąpałam się w chłodnej wodzie, czego konsekwencją było przeziębienie. Byłam słaba, ciągle zmęczona, miałam katar, gorączkę, a na dodatek pojawił się kaszel. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Kaszel stawał sie suchy, głęboki, zaczął się odrywać. Poszłam do lekarza, który stwierdził zapalenie płuc. Przez dwa tygodnie musiałam brać antybiotyki. Muszę przyznać, że nastąpiła chwilowa poprawa, ale za kilka dni kaszel wrócił... I to o wiele gorszy niż przedtem. Po raz kolejny poszłam do lekarza, który stwierdził tą samą diagnozę, i po raz kolejny dostałam antybiotyki. Kaszel nie przechodził, a moje samopoczucie pogarszało się. Doszło do tego, że miałam postawione na plecach bańki ogniowe (to zawsze na mnie działało). Na drugi dzień przestraszyłam się, gdyż zaczęło mnie boleć gardło, a na szyi pojawiła się dosyć spora, boląca kulka. Nie zwlekałam i od razu poszłam do lekarza. Słowa które od niego usłyszałam zszokowały mnie. Powiedział "co za świństwo ci wyrosło?!", przepisał mi jakąś maść aby dwa razy dziennie smarować to miejsce. I nic.. Nie pomogło.. Rodzice postanowili, że zmnienimy lekarza. Poszliśmy do pani doktor, która od razu zleciła badania krwi i rtg klatki piersiowej. Na zdjęciu było widać wyraźne zmiany, wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że to prawdopodobnie ziarnica złośliwa. Dostałam skierowanie do szpitala. Nie chciałam jechać, bardzo się bałam. Udało mi się przekonać lekarkę, bym jeszcze jeden dzień została w domu. Lecz moja radość nie trwała zbyt długo...
W nocy nie mogłam spać, ciągle chciało mi się pić. Zaczęłam wymiotować.. Razem z rodzicami pojechaliśmy na pogotowie. Lekarz zbadał mnie, dał środek przeciw wymiotny i kazał jechać do szpitala, do którego mamy skierowanie. I tak właśnie trafiłam do szpitala im.Marii Konopnickiej w Łodzi. A tam wszystko potoczyło się bardzo szybko.. Miałam robione masę badań. W trzecim dniu pobytu miałam pobraną próbkę węzła do badania histopatologicznego. Na wynik nie czekałam zbyt długo... Z tamtego dnia pamiętam tylko słowa wypowiedziane przez lekarza prowadzącego: "ziarnica złośliwa typ NS I, stopień III B". I w tym momencie dołączyłam do grona ziarniaków..