Renatta
28.03.2007 13:40
Od 3 miesięcy męczą mnie pojawiające się duszności i suchy kaszel. Mniej więcej w tym samym czasie (3 miesiące temu) wykryłam powiekszony węzeł chłonny podżuchwowy w bliskiej granicy z tętnicą szyjną. Wszystkie inne sa ok. Pierwsze usg wykazało węzęł wielkości 19mmx6mm. Po dwóch tygodniach poszłam ponownie na usg - wielkość 13mmx5mm. W tym czasie przyjęłam trzy różne antybiotyki (duomax, xorimax, klacid) a kaszel jak był tak jest. Między czasie byłam u alergologa i pulmunologa, zostałam przebadana w kierunku alergii, astmy. Nic nie wyszło. Mam podwyższoną tempereturę ciała przez cały ten czas (ale temp. nigdy nie przekracza 37). Trzy tygodnie temu z wysoką gorączką trafiłam do szpitala - przechodziłam grypę ale że antybiotyki nie pomagały więc położyli mnie żeby zrobić dokładne badania. Miałam porobione posiewy z gardła, nosa, krwi, moczu. Jedyny co wyszło to bakteria w moczu. Poza tym wycięli mi ten powiększony węzeł chłonny z szyi. Miałam robioną TK klatki piersiowej i jamy brzusznej. TK klatki nic nie wniosło, wykazało jedynie "niepowiększone węzły 4-5 mm przy tchawicy", z poza tym wszystko OK bez żadnych cech limfadenopatii. Grypa przeszła. Więc wyszłam ze szpitala dalej nie wiedząc co jest. Węzeł poszedł do badania, wyniku jeszcze nie mam, ale mój mąż próbował dzwonić wczoraj do zakładu patomorfologii, rozmawiał z lekarzem, który powiedział, że na 90% ten węzeł będzie pozapalny. Dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala zaczęły mi szwankować zatoki a dziś znów jestem chora (zatkany nos i ból gardła). Temperatura oczywiście 37, jak przez trzy ostatnie miesiące. W szpitalu właśnie zaczęło padać słowo: chłoniak, ziarnica, dlatego trafiłam na tę stronę. Przeczytałam chyba wszystko, nie mam potów nocnych ani świądu, jedynie czasem pojawia się rozpierający ból w klatce piersiowej, który jest od samego początku. Ale pojawia się tylko przy odwacaniu się do tyłu, albo nagłym wyciągnięciu ręki. Dziwne to wszystko. Może ktoś z Was się spotkał z czymś takim. W zasadzie to zaczęłam się oswajać z myślą, że to coś poważnego. Przeszłam dużo w życiu - nie oszczędza mnie, może dlatego aż tak bardzo nie panikowałam, czytając co to za choroba. Wielu z Was napewno na początku zadawało sobie pytanie: dlaczego ja? Ja takich pytań już sobie nie zadaję bo i tak nikt na nie nie odpowie. Sama nie wiem co mi jest, męczę się. Na koniec chciałabym powiedzieć Wam wszystkich, których dotknęła choroba, że modlę się za Was, to jedyne co mogę zrobić. Przepraszam za tak długi post. Pozdrawiam