Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

leczenie domowym sposobem

Autor: ali • 24.01.2007 09:42 • 5 odpowiedzi

ali

24.01.2007 09:42

Odpowiedz
mam pewien problem, otóż mam chorego ojca na ZZ stadium IV, matka próbuje leczyć go domowymi specyfikami typu olej ze spirytusem [!] i innymi specyfikami z rodziny cudownych leków "ojców franciszkanów" o których dowiedziała się ze śmiesznych gazetek reklamowych. Matka wmawia ojcu, że to mu pomoże, że wyniki będzie miał lepsze itp. Taka sytuacja ma miejsce od kilku tygodni, kiedy to okazało się że ojciec nie kwalifikuje się na pobranie szpiku do zamrożenia.
W domu trwa wojna za plecami ojca pomiędzy mną i matką o sens jej "terapii", matka otwarcie zaczyna mówić o bezsensowności chemioterapii i wychwala swoje domowe metody. Nie wiem już co o tym myśleć, nie wiem jak z nią rozmawiać. Miał ktoś podobne przeżycia z członkiem rodziny, który w taki sposób reaguje na chorobę bliskiej osoby? Acha i czy te domowe sposoby są szkodliwe, czy traktować je z przymrużeniem oka?

baldi

24.01.2007 10:02

Odpowiedz

O 10:42, dnia 2007-01-24 ali napisał(-a):

matka próbuje leczyć domowymi specyfikami typu olej ze spirytusem [!] i innymi specyfikami z rodziny cudownych leków "ojców franciszkanów"

1. z opisu wynika, ze ojciec chemioterapie bierze rownolegle, wiec "powiedzmy", ze jest ok.

2. popros matke, by sprawdzila interakcje specyfikow, ktore daje ojcu z cytostatykami. jesli nie wie jak i gdzie -

niech mu po prostu ich nie daje

. najprosciej bedzie zadzwonic na infolinie (producenta/sprzedawcy/gazety).

ja nie znam sie na takich rzeczach, ale nie zebym byl przeciwny stosowaniu czegokolwiek z umiarem i rozsadkiem (SAM NIE STOSOWALEM ani soku burakowego, ani podobnych - jadlem za to duzo witamin i mineralow w tabletkach). OCZYWISCIE mowimy tu tylko i wylacznie o terapii wspomagajacej lepsze wyniki krwi czy samopoczucie a nie leczenie choroby podstawowej.

takie jest moje zdanie

121277

24.01.2007 11:00

Odpowiedz

O 10:42, dnia 2007-01-24 ali napisał(-a):

Wtajemniczona

24.01.2007 11:22

Odpowiedz
Moja teściowa cały czas powtarzała mojemu mężowi podczas leczenia aby "nie godził się na tą chemię", serowała mu swoje specyfiki, po których wymiotował.
Oczywiście każdy chce pomóc choremu jak tylko sie da, dla mnie jednak jej zachwanie stanowiło spore utrudnienie, bo nie musze tłumaczyć, ile trudu kosztuje przekonanie chorego, że ta okrutna terapia stanowi dla niego jedyny ratunek. Co do różnych wspomagaczy (wszelkie specyfiki ziołowe, chrząstki rekina itp.), to nas także kusiły ich rzekomo fantastyczne efekty terapeutyczne (nie tylko wspomagające) opisane w reklamach, jednak po konsultacji z lekarzami wniosek był jeden - macie za dużo pieniędzy, to wydawajce sobie. Co więcej, nierzadko lekarze przyznawali się, że nie znają się np. na ziołolecznictwie, ale opowiadali o przypadkach, kiedy ziołowe specyfiki stosowane na hematologii bez konsultacji ze specjalistą były przyczyną poważnych komplikacji - np. ataku wątroby.
Nasi lekarze byli jak najbardziej za picem soku z marchewki (oczywiście nie w czasie spadku), parzonego siemienia lnianego, płukaniem jamy ustnej wywarem z szałwi, odradzali natomiast barszcz czerwony (był wręcz zakazany).

baldi

24.01.2007 11:27

Odpowiedz

O 12:22, dnia 2007-01-24 Wtajemniczona napisał(-a):

Nasi lekarze odradzali natomiast barszcz czerwony (był wręcz zakazany).

mi zakazano jeść banany :-)

co do wszelakich specyfikow (szczegolnie tzw. ziol andyjskich) - jedyny problem stanowia pieniadze; jesli ktos chce je wydawac to spoko. u nich siedza lekarze orientujacy sie w chorobach i NIGDY NIE ODRADZAJA odrzucenia tradycyjnej terapii cytostatycznej tylko polecaja stosowac swoje w jakichstam odstepach czasu.

ale to tylko ich opinia.

lekarze onkolodzy dosc sceptycznie do tego podchodza.

aniarg

24.01.2007 13:52

Odpowiedz

lekarze onkolodzy dosc sceptycznie do tego podchodza.

Bo lekarze onkolodzy i inni lekarze nie mogą uwierzyć że coś poza normalna farmakologią może pomóc. Nie po to się uczyli 6 lat żeby teraz jakies tam byle zioła komus pomogły. Muszą to odrzucać z zasady i tyle bo inaczej ich nauka posżła by na marne (mówia to z przekąsem oczywiście ale niestety dużo w tym prawdy)