Hej. W niedziele wszczepili mi port do podawania chemii bo żyly mnie bolały. czy ktos wie coś więcej na ten temat? Dla lekarzy było to tak oczywistwe że w zasadzie wiele się nie dowiedziałam. Wiem, ze moze pytam za późno skoro już go mam ale dziwnie się czuje i nie wiem co jest normalne co nie... jakby nie patrzył to jakieś obce kabelki we mnie... I wie ktoś jak jest w trakcie podawania chemii? Boli, nie boli...
Jako doświadczony posiadacz portu się wypowiem :)
(Cicho Baldi :) )
To najlepsza rzecz jaka mogła Wam się przytrafić w leczeniu.
VASCUPORTY to naprawdę genialne urządzonka.
Dzieki "sztucznej żyle", wprowadzonej prosto do seca, można podawać chemię w sposób mniej niszczący układ krwionośny. Przepływność głównej aorty jest wielokrotnie większa niż cienkich żył w rękach czy nogach. Dzięki pełnemu wszczepieniu pod skórę, port jest wygodny w konserwacji :)
Ciężej go uszkodzić czy zanieczyścić.
TYLKO PAMIĘTAJCIE -> RAZ NA MIESIĄC PŁUKANIE.
I zaopatrzcie sie w kilka igieł do portu (chyba G22).
Oprócz tego dobrze nosić ze sobą ulotkę (może macie tą ze mną w roli głównej :) ), bo niektórzy lekarze spoza onkologii nie mają o portach żadnego pojęcia.
Średni czas bezawaryjnej pracy = 2lata.
Choć niektórzy noszą i po 4.
Jakby coś, to zawsze chętnie odpowiem.
Miałem przyjemność przejść szkolenie z używania portu