Miska też na razie nic nie bolało. Schody zaczęły się po 4 chemii. Owszem, żyły sie niszczą, robią się zwapnienia i zrosty, żyły tracą elastyczność. Po kilkunastu/kilkudzisięciulatach to może byc bardzo poważny problem- zapalenia żył i inne ich schorzenia, naprawde poważne.
Trzeba rozważyć za i przeciw, ja osobiście myslę, że nawet comiesięcznepłukania portu, blizna i neiwygody są warte komfortu, jaki sie ma zapewniony podczas wlewów i chroni to przed późniejszymi komplikacjami.
Każdy jednak sam podejmuje decyzje, w porozumieniu z lekarzem.
ja mam żal troche do Miśka, że nie walczył o port od początku.
Chyba jeszcze raz poruszę ten temat na kolejnej wizycie. Tylko ja nie mam dyskomfortu podczas podań, za to mam ogromny dyskomfort w dojazdach do stolicy (choroba lokomocyjna i brak własnego auta). Wiem, wiem, dla zdrowia żył warto jeżdzić przepłukiwać i wogóle, ale pani dr nic nie mówiła o tych zapaleniach i innych schorzeniach. Teraz o to wprost zapytam. A ta żyła do której port jest założony, to się nie niszczy, nie ma potem tych zapaleń (po kilkunastu latach??). Rozumiem też, że dla kogoś, kto się "boi" czy też "nie lubi" zakładania welflonów, to jest wielki problem, widziałam jak się niektóre kobitki zielone robią podczas zakładania welflonu.
Szkoda, że nie zakładają tego każdemu, że nie podejmują decyzji jakby za pacjenta - "port jest dobry i już"...
Pozdrawiam