Krecik
20.06.2006 20:20
Od września 2005 roku mam problem, nie wiem czy bardziej psychologiczny czy medyczny. Własnie wtedy zaobserwowałem, że na lewej stronie szyi mam powiekszony węzeł chłonny (okołio 1,5 cm). Zacząłem się "obmacywać" i wydawąło mi się że mam podobnie powiekszony wezeł na karku, po prawej stronie. Pognałem więc do lekarza, zrobił mi USG szyi i nie stwierdził, żeby wyglądały one jakoś patologicznie. Trochę leków spowodowało, że węzeł karkowy znikł , pozostał węzeł na szyi. Nie wiem od kiedy go miałem, w młodzieńczym wieku często chorowałem na gardło, migdały mam przerośnięte. W styczniu 2006 złapałem jakiegoś wirusa i dostałem Gropirinozynę. I wtedy nastąpił cyrk. Węzły wybulwiły się jak smoki... Pobiegłem do lekarza, USG szyi i podobne jak poprzednio nie było powodu do zastanowienia. Podobno uczulenie na lek. Zrobił USG brzucha, trzustka minimalnie powyżej wartości dopuszczalnej, reszta narządów w normie. Odstawiłem leki i wszystko ustąpiło. Ale ta "grudeczka" na lewej stronie została. Mam na jej punkcie świra. Byłem u laryngologa, chirurga, ogolnego.. Co miesiąc robie badania krwi z rozmazem. Wszystko OK, wyniki w normie. Mam jedynie podwyzszony o 10% jeden z wskazników wątrobowych, ale to raczej skutek mojego trybu życia. Czasami pobolewa mnie bark i plecy z lewej strony, promieniujące po palce lewej ręki i w kierunku głowy... Kilka razy miałem teperature około 37,2.. W nocy czesto się pocę dość obficie ale moze to z powodu mojej lekkiej nadwagi. Jestem czasami zmęczony (praca 12-13 godzin bardzo stresowo), nie chudnę.
Mówiąc szczerze chciałbym się dowiedzieć czy mam powody do nękania jakiegoś specjalisty, a jeśli tak to KOGO ? Dodam że mam 32 lata, czyli ze statystyki jestem w grupie ryzyka..
Czekam na szczera pomoc.