Kto ma obowiązek "czuwania" nad chorym gdy jest poza kliniką?
w zasadzie wszyscy i nikt. taki paradoks. gdy jestesmy w potrzebie wystarczy powiedziec dowolnemu lekarzowi, ze byles chory na nowotwor to pierwsze co robi to sra w gacie. potem zaczyna myslec gdzie by Cie odeslac, zeby nie spieprzyc sprawy. przykre to.
juz to kiedys pisalem i nei bede znowu przywracal szczegolow, ale doswiadczylem tego na wlasnej skorze. w okresie letnim, gdzie jest piekna pogoda dostalem goraczki (39+ stopni) bedac poza domem. tak wiec zostaly wykonane telefony - w kolejnosci jak ponizej:
1. pogotowie - nie chcialo przyjechac, bo jestem po rpzeszczepie szpiku, wiec powinien sie mna zajac onkolog.
2. onkologia - nei chciala sie zajac, bo w Poznaniu (akurat tam bylem) ziarnice lecza hematolodzy. poradzili przy okazji, zeby zadzwonic na pogotowie.
3. hematologia - nie chcialo sie im udzielic porady co zrobic, poniewaz jestem sudentem, a od studentow jest lekarz studencki. poradzili, zeby zbic goraczke czopkami, na co ja stwierdzilem
sami sobie czopki w dupe wsadzajcie
.
4. lekarz studencki przyjmuje w godzinach dziennych (bodajze 8-15), a to akurat bylo miedzy 22 a 24.
jedyni lekarze, ktorzy chcieli przyjechac to pogotowie prywatne FALCK : dojazd 140zl + koszt lekow. nie stac mnei na takie wydatki. goraczka po paru godzinach sama minela..