paulus77
06.06.2016 18:23
W Gliwicach, gdzie instytut jest przodujacym w Europie pod wzgledem ilosci przeszczepow, sprawa wyglada dzisiaj z gola inaczej.
Afereza odbywa sie w oddziale otwartym. 2,5 roku temu jak przechodzilem leczenie dwoch ancymonow zagadnalem na swietlicy to mowili, ze sa po 2 dniu wirowki a siedzieli normalnie wsrod reszty chorych. Ale nie to jest najdziwniejsze a sale przeszczepowe ktore sa 2 osobowe. Podobno wysoka jakosc wspolczesnych systemow filtrowania powietrza itd. umozliwia takie akcje a psychika jak masz do kogo gebe otworzyc duzo lepiej ponoc to znosi.Ja sie nawet na taki oddzial w zeszlym tygodniu, przez przypadek dostalem ale zostalem zahaltowany zaraz na poczatku przez pigule. Faktycznie nie przypominalo to juz Guantanamo.
Juz 15 lat temu kiedy przylecial do Polski moj znajomy z USA (studiowal wtedy medycyne), odwiedzil mnie podczas przeszczepu i mowil, ze takie oddzialy u nich sa polotwarte bo widzenia z bliskimi bardzo dobrze wplywaja na proces leczenia i daja wiecej korzysci niz ewentualne zagrozenie zakazeniem. Zreszta mnie pare osob wtedy tez odwiedzilo (ubrani jak kosmonauci i przez kilka chwil ale zawsze).
Mysle, ze to fajna sprawa i jesli ktos boi sie izolacji przez tak dlugi okres (mnie akurat to nie przeszkadzalo wtedy) ma mozliwosc wyboru osrodka nieco bardziej liberalnego :)