Ela
16.01.2015 23:37
Moja mamusia zmarła 31.12.2013r 2 miesiące po przeszcepie. To był szok .Była taka wspaniała:( Do dziś nie mogę pogodzić się z Jej odejściem....Mam mieszane odczucia co do prawidłowosci przeprowadzania przeszczepu. Mamusia w 2012 r była w stadium 3 zz szpik niezajęty, w sierpniu trafiła na odział gdzie zgromadzono szpik do autotranspantacji. Mamusia była szczęśliwa bo w lubelskim szpitalu powiedzieli że wszystko jest w porządku komórki są prawidłowo zebrane, jest ich dużo i mamusia ma tylko czekać na sam przeszczep. Telefonu nie było.... W październiku mamusia sama pojechała i wówczas się dowiedziała że procedury się zmieniły i przeszczepu nie będzie... Potem była kolejna chemia, dodatkowa radiacja na śródpiersie, bo ZZ zmieniła z 3 na4 ty stonień:*. W sierpniu 2013 był dodatkowy zbiór komórek, przeszczep się odbył we wrzesniu.... potem w październiku powrót do domu... Niewypowiedziana radość która trwała niespełnamiesiąć... Komplikacje, naciek na płucach, mamusia zmarła w szpitalu....Teraz z perspektywy czasu zastanawiam się czy mamusia musiała czekać cały rok? Co w tych procedurach się zmieniło że kolejny raz musiała biedna przechodzić przez pobranie komorek? Co sie stało z poprzednio pobranymi? I wreszcie - MOŻE BY PRZEŻYŁA?gdyby przeszczep był dokonany rok wcześniej?.... To pytania na które szukam odpowiedzi i chyba jej nie znajdę.... Wreszcie rola lekarzy- mamusia mowiła że lekarze ją zbywali- bo niemiała pieniędzy żeby chodzić na wizytyprywanie.... Pani Basiu ja naprawdę nie mam dla Paniczasu- tak rozżalona mamusia cytowała jednego z lubelskich profesorow- bo nie chodziła prywatnie...