Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Nastawienie do choroby ma znaczenie w jej wyleczeniu?

Autor: baldi • 07.03.2006 12:03 • 6 odpowiedzi

baldi

07.03.2006 12:03

Odpowiedz
co prawda niedlugo puszcze sonde w tym temacie, ale chcialbym przeczytac Wasze zdanie ciut rozwiniete niz na zasadzie tak/nie.

ja osobiscie uwazam, ze nie ma zadnego znaczenia. ani w jego wyleczeniu, ani przy nawrotach.. sporo osob umiera, o ktorych mowi sie "tak bardzo chcieli zyc, wierzyli w wyleczenie".. jakas lipa chyba.. znaczy sie Ci, ktorzy zyja nie chcieli wygrac z choroba? a moze chcieli BARDZIEJ? przepraszam, ale jakos mi sie sceptycznie zrobilo..

renata

07.03.2006 13:13

Odpowiedz

O 13:03, dnia 2006-03-07 Baldi napisał(-a):

co prawda niedlugo puszcze sonde w tym temacie, ale chcialbym przeczytac Wasze zdanie ciut rozwiniete niz na zasadzie tak/nie.

ja osobiscie uwazam, ze nie ma

zadnego

znaczenia. ani w jego wyleczeniu, ani przy nawrotach.. sporo osob umiera, o ktorych mowi sie "tak bardzo chcieli zyc, wierzyli w wyleczenie".. jakas lipa chyba.. znaczy sie Ci, ktorzy zyja nie chcieli wygrac z choroba? a moze chcieli BARDZIEJ? przepraszam, ale jakos mi sie sceptycznie zrobilo..

Ja myślę że przez pozytywne nastawienie trzeba rozumieć chęć poddania się leczeniu ( czyli robić coś w tym kierunku i nie zamykać się na nadzieję ) i na tym koniec.O reszcie decyduje "NAJWYZSZY" /być może nasz organizm?/ja tak to sobie tłumaczę.Nie Wiem czy powinnam ale wspomnę Helcię -Ona tak bardzo chciała , walczyła i wierzyła że wszystko będzie OK.

A tak na marginesie to ZZ lubi się nawracać i zawsze nam się będzie wydawać że i tym razem nam się uda.

Aga

07.03.2006 14:27

Odpowiedz

O 13:03, dnia 2006-03-07 Baldi napisał(-a):

co prawda niedlugo puszcze sonde w tym temacie, ale chcialbym przeczytac Wasze zdanie ciut rozwiniete niz na zasadzie tak/nie.

ja osobiscie uwazam, ze nie ma

zadnego

znaczenia. ani w jego wyleczeniu, ani przy nawrotach..

Tez tak mysle, a to na przykladzie mojego meza (IVB MC - w remisji od marca 2003), ktory podczas swojej choroby chyba troche byl sceptycznie nastawiony co do konca swojego leczenia. Nigdy tego wprost nie powiedzial, ze nie wierzy ze wyzdrowieje,ale takie wrazenie odnosilam, ze tak mysli. Grzecznie chodzil na wszystkie swoje chemie i na naswietlania tez, nie migal sie od tych wszystkich przykrych rzeczy, ktore mialy go uczynic zdrowym, ale jakos tak.... chyba bez przekonania. 13 marca muja trzy lata od jego przeszczepu - zyje i Bogu niech beda dzieki!!

Asica

08.03.2006 05:47

Odpowiedz

O 14:13, dnia 2006-03-07 renata napisał(-a):

Nie Wiem czy powinnam ale wspomnę Helcię -Ona tak bardzo chciała , walczyła i wierzyła że wszystko będzie OK.

Z tego co pamietam, to wlasnie nie wierzyla, ze wszystko bedzie ok,i ponadto bardzo-bardzo sie bała..

Marta

08.03.2006 22:14

Odpowiedz
Ja bardzo wierzylam w to ze bede zdrowa. Mysle, ze to nastawienie bardzo mi pomoglo w przezyciu chemi. Odliczalam dni do konca leczenia. Mialam okres zalamania, kiedy przed ostatnia chemia okazalo sie, ze mam skrzepy w plucach i nie moga mi podac chemi, ale szybko sie z tym uporalam. Pozniej trzymalam kciuki, zeby nie bylo nawrotu w pierwszym roku. A teraz to juz leci. Leczenie zakonczylam w grudniu 2004. Uwazam, ze pozytywne nastawienie to polowa sukcesu!
Jezeli choroba mialaby sie wrocic, to coz, jeszcze raz zlapie byka za rogi.

Carinka

09.03.2006 20:27

Odpowiedz

O 13:03, dnia 2006-03-07 Baldi napisał(-a):

co prawda niedlugo puszcze sonde w tym temacie, ale chcialbym przeczytac Wasze zdanie ciut rozwiniete niz na zasadzie tak/nie.

ja osobiscie uwazam, ze nie ma

zadnego

znaczenia. ani w jego wyleczeniu, ani przy nawrotach.. sporo osob umiera, o ktorych mowi sie "tak bardzo chcieli zyc, wierzyli w wyleczenie".. jakas lipa chyba.. znaczy sie Ci, ktorzy zyja nie chcieli wygrac z choroba? a moze chcieli BARDZIEJ? przepraszam, ale jakos mi sie sceptycznie zrobilo..

A ja uważam że ma bardzo duże znaczenie :) i tyle w tym temacie :D

gosia

25.03.2006 16:39

Odpowiedz

nastawienie psychiczne pozwolilo mi pokonac chorobe. Zachorowalam w najszczesliwszym momencie mojego zycia. Dostalam sie na upragnione studia ( rok wczesniej nie udalo sie caly czas bylam w domu ). Nagle swiat sie otworzyl .Poznalam nowych ludzi. Mialam po co zyc. Po dwoch miesiacach studiow uslyszalam wyrok i ze daja mi 30% na wyleczenie. Nie bylo to wazne. Wazny byl swiat wokol mnie. Nic mnie przeciez nie bolalo, a swiat poza klinika byl piekniejszy niz kiedy kolwiek. Nie czulam ze jestem chora. Zalamanie przyszlo dopiero gdy w jedna noc wypadly mi wszystkie wlosy. Na nogi postawili mnie po dwoch tygodniach ludzie, ktorzy mnie otaczali. To dzieki nim zyje i strasznej woli czerpania z zycia czego sie da. ( potem mialam nawrot, alo to inna historia... )