Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

Śmierć po chemioterapii... ???

Autor: Majka • 25.02.2006 17:39 • 19 odpowiedzi

Majka

25.02.2006 17:39

Odpowiedz
Szukam ciągle jakiegoś forum na temat chemi i raka, ale nic nie mogę znaleźć, a dziś trafiłam tutaj. Szukam odpowiedzi, chciałbym się czegoś dowiedzieć...
Wiem, że rodzaj raka o którego chce zaptytać jest inny, ale chemioterapia chyba ta sama...
Mój kuzyn chorował na raka jądra. Zaraz jak stwierdzono go u niego poszedł na operację i wycięli mu całe chore jądro, następnie poszło ono do badania histopatologicznego. Wynik badania potwierdził raka złośliwego. Następnie zaczęły się u niego bardzo dokładne badania w celu stwierdzenia przerzutów, nic nie wykazały. Lekarz powiedział, że niema przerzutów i jego stan jest bardzo dobry i ze teraz juz wszystko bedzie dobrze, jednak zalecił profilaktycznie podać chemioterapię dwa razy po pięć dni. Zaczął brać chemię 9 lutego, już po pierwszym wlewie bardzo źle sie czuł, ciągle wymiotował i był bardzo słaby, ale to podobno normalne, a 14 lutego miał ostatni wlew. Pojechał do domu, jednak ciągle się źle czuł...w czwartek 16 dalej cały czas wymiotował i nie umiał nic jeść, dlatego pojechano z nim do szpitala, tam lekarz mu podał kroplówkę przeciwymiotną i stwierdził, że mój kuzyn panikuje, potem pojechał do domu. Na następny dzień w piatek, dalej sie źle czuł, dodatkowo bardzo go bolał brzuch, znów pojechali z nim do szpitala, jednak lekarz powiedział , że wszystko jest wporzadlu i przepisał mu przeciwbólowe tabletki, które kazał mu co jakis czas brać, choć moja ciocia bardzo chciała go zostawić w szpitalu, lekarz powiedział, ze niema potrzeby, wiec pojechali nim do domu. Następnie w niedzielę, jak sie obudził okropnie go palił przełyk, bolał brzuch i miał drętwienie nóg i rąk, nie umiał sie ruszać, dlatego znów zawieziono go do szpitala, w szpitalu go wkońcu położono do sali, ale nic mu nie podawano, nadal wymiotował (prawdopodobnie krwią) , a lekarze nadal nic, nic mu nie dali, nawet do niego nie przychodzili do sali go badać, jak moja ciocia co chwilę do nich chodziła i pytała co sie dzieje, to spuszali wzrok i nic nie mówili, a jak go chciała przenieść na intensywną terapię, to lekarz sie nie zgodził. Nad ranem 20 lutego mój kochany kuzyn zmarł w wieku 21 lat w strasznych cierpieniach [*].
Moja ciocia w szoku powiadomiła policję oraz prokuratora i jego zwłoki zostały przewiezione na sekcję zwłok, ponieważ lekarze w karcie pacjenta napisali, ze śmierć nieznana...
Napewno sie zastanawiacie dlaczego o tym tutaj pisze, chyba dlatego, ze może Wy będziecie umieli mi odpowiedzieć, czy możliwa jest śmierc poprzez chemioteriapie ??
Strasznie boli mnie ta śmierć...taka niesprawiedliwa...lekarze nic nie zrobili, żadnych badań, chociaż bardzo o nie prosiliśmy. Wiecej lekarzy odwiedziliśmy nie tylko jednego, żaden nic nie zrobił...a może oni juz wiedzieli że to koniec...ale dlaczego ?? czy chemia go mogła zabić, czy jest to czyjaś wina ??
Wyniki sekcji bedą dopiero za dwa tygodnie...
A moze jednak coś szło jeszcze zrobić ???
Przepraszam , ze was niepokoję moim listem, ale strasznie cierpię i nie mogę się z tym pogodzić, nie mogę sie pogodzić z obojętnoscia lekarzy, przecież tak nie mozna...

ona

25.02.2006 19:46

Odpowiedz

Majko ta sprawa faktycznie nadaje sie do prokuratury.Z moich informacji wynika ze chemioterapia moze byc smiertelna gdy przekroczy sie dawke przeznaczoną dla konkretnego pacjenta ( jak wiesz one są indywidualnie ustalane,dobierane do kazdego osobno, konsultowane)mało prawdopodobnym jest tak nagły zgon spowodowany przez chorobę skoro wszelkie badania wykluczyły przezuty ,rozpoczął leczenie, pozatym piszesz ze lekarze bagatelizowali te niepokojace objawy twierdzac ze to norma (doskonale wiem jak to jest bo mi rowniez wielokrotnie zarzucali ze histeryzuję zgłaszając extremalnie złe samopoczucie po chemioterapii)obawiam sie ze mogło dojsc do jakiejs lekarskiej pomyłki a pozniej ogromnego zaniedbania tzn zlekcewazenia zlego stanu pacjenta to oczywiscie tylko gdybanie ( nie jestem ekspertem znam sprawe pobierznie)jesli jednak obawy sie potwierdzą ktos musi za to odpowiedziec bo to skandal!

Majka

25.02.2006 20:18

Odpowiedz
Ona dziękuję za odzew...
Mój Boże czyli to może być prawda :(, że chemia źle dobrana moze spowodować śmierć...
I jeszcze to zaniedbanie...
Nawet jeśli przy ich pomocy i tak by umarł, to przecież mogli chociaż zewzględu na rodzinę spróbować...chociaż jakieś leki na ból mogli mu podać, albo przewieźć na te intensywną terapię...zawsze byłby lepszy komfort psychiczny dla rodziny...
A tak juz wszsytko było dobrze...a tu taka tragedia.

Kochani patrzcie na ręce lekarzy, sami dbajcie o badania i diagnozy, nie życzę nikomu takich strasznych przeżyć...człowiek w takiej chwili nie znając sie na medycynie jest taki bezradny...:(

Zoisyte

27.02.2006 10:58

Odpowiedz

O 21:18, dnia 2006-02-25 Majka napisał(-a):

Ona dziękuję za odzew...

Mój Boże czyli to może być prawda :(, że chemia źle dobrana moze spowodować śmierć...

I jeszcze to zaniedbanie...

Nawet jeśli przy ich pomocy i tak by umarł, to przecież mogli chociaż zewzględu na rodzinę spróbować...chociaż jakieś leki na ból mogli mu podać, albo przewieźć na te intensywną terapię...zawsze byłby lepszy komfort psychiczny dla rodziny...

A tak juz wszsytko było dobrze...a tu taka tragedia.

Kochani patrzcie na ręce lekarzy, sami dbajcie o badania i diagnozy, nie życzę nikomu takich strasznych przeżyć...człowiek w takiej chwili nie znając sie na medycynie jest taki bezradny...:(

Jako ten "bardziej naukowy" rzucę Ci trochę światła na sprawę.

Przy ustaleniu dawek stosuje się zasadę "powierzchni ciała".

W ten sposób można dokładnie obliczyć co pacjent może wytrzymać.

Błędna dawka może zabić, w końcu cytostatyki to bardzo silna trucizna.

Z Twojego opisu zdarzeń widzę 3 możliwości:

1. Kuzyn źle zareagował na chemię, to się zdarza, są ludzie, którzy reagują jak alergicy na podawane leki. BŁĘDEM, i to ogromnym, lekarza było olanie sprawy.

2. Lekarz źle wyliczył dawki - no comment

3. Pielęgniarki przygotowujące chemię pomyliły dawki, leki itp - mało prawdopodobne, ale możliwe

Sam skłaniałbym się do wersji 1 lub 2.

I jak najbardziej jest to powód do ścigania przez prokuraturę tego lekarza.

Majka

27.02.2006 18:30

Odpowiedz
Zoisyte nie pozwolimy aby ta osoba przez którą sie to stało została bezkarna...nie wróci nam to życia mojego kuzyna, ale moze uratuje kogoś innego, bo jeśli ta osoba nie potrafi obliczać dawek leków to niech sie nauczy...
A jeśli to skutek alergi to mam nadzieję, ze szpital w którym On leżał zapłaci za to i to dużo, bo nie mozna tak z góry traktowaćludzi, przecież zostanie lekarzem i pielęgniarkami to było jak nie powołanie to chęć pomocy ludziom w obojętnie jakiej sytuacji i mówienie bez zbadania pacjenta, że panikuje to jest wielkie przegięcie...
Mam nadzieję, że osobie winnej tej śmierci nigdy sumienie nie pozwoli normalnie żyć...jestem zła na to wszystko, bo przecież bycie lekarzem to bardzo odpowiedzialny zawód i trzeba chyba dwa razy sprawdzić czy wszsytko jest wporzadku, albo skonsultować sie z innym lekarzem...

adam

02.08.2011 11:40

Odpowiedz

O 20:46, dnia 2006-02-25 ona napisał(-a):

Majko ta sprawa faktycznie nadaje sie do prokuratury.Z moich informacji wynika ze chemioterapia moze byc smiertelna gdy przekroczy sie dawke przeznaczoną dla konkretnego pacjenta ( jak wiesz one są indywidualnie ustalane,dobierane do kazdego osobno, konsultowane)mało prawdopodobnym jest tak nagły zgon spowodowany przez chorobę skoro wszelkie badania wykluczyły przezuty ,rozpoczął leczenie, pozatym piszesz ze lekarze bagatelizowali te niepokojace objawy twierdzac ze to norma (doskonale wiem jak to jest bo mi rowniez wielokrotnie zarzucali ze histeryzuję zgłaszając extremalnie złe samopoczucie po chemioterapii)obawiam sie ze mogło dojsc do jakiejs lekarskiej pomyłki a pozniej ogromnego zaniedbania tzn zlekcewazenia zlego stanu pacjenta to oczywiscie tylko gdybanie ( nie jestem ekspertem znam sprawe pobierznie)jesli jednak obawy sie potwierdzą ktos musi za to odpowiedziec bo to skandal!

Nie mogę ci pomóc ale przestrzegam abyś nie zrobił tego co mój znajomy, też chory. Wszedł na stronę http://yourdeathdate.info/data-a.php i odczytał tam swoją datę śmierci. W niczym to nie pomogło!!!

gabi18

02.08.2011 15:38

Odpowiedz

O 13:40, dnia 2011-08-02 adam napisał(-a):>

Nie mogę ci pomóc ale przestrzegam abyś nie zrobił tego co mój znajomy, też chory. Wszedł na stronę http://yourdeathdate.info/data-a.php i odczytał tam swoją datę śmierci. W niczym to nie pomogło!!!

Czlowieku co Ty tu watawiasz:/

gabi18

02.08.2011 15:43

Odpowiedz

Droga Majko zycze powodzenia. Dobrze, ze o tym napisalas, gdyz dla niektorych ludzi lekarze sa jak wyrocznia. Trzeba naswietlac sprawy pomylek lekarskich. Wasza sprawa smierdzi niedopatrzeniem i ignorancja lekarzy na kilometr. Zobacz gdy dostajesz pierwsza chemie to klada cie na oddziale-dlaczego?? po to zeby zobaczyc jak reagujesz na podane leki tj czy nie masz alergii na przyklad. Moze Twoj kuzyn mial alergie zreszta wszystko zostalo napisane wyzej. Trzymam kciuki za pomyslne rozwiazanie i chociaz odrobine sprawiedliwosci.

baldi

02.08.2011 19:00

Odpowiedz

watek sprzed pieciu lat.. ;-)

mikee80

02.08.2011 20:30

Odpowiedz

ciekawe jaki byl wynik sekcji ..

beegi

03.05.2012 04:55

Odpowiedz

O 22:30, dnia 2011-08-02 mikee80 napisał(-a):

ciekawe jaki byl wynik sekcji ..

sama jestem ciekawa tej sprawy bo moja koleżanka poszła do warszawy na chemię wzięła jedną drógiej już nie zdążyła bo podczsa drugiej zmarła chorowała 2miesiące jesteśmy wszyscy w szoku bo nic nie wskazywało na takie zakączenie jej choroby a miała dopiero 48 lat,gdzie popełniono błąd nasze przypuszczenia to żle dobrana chemia ciekawe czy ktoś będzie miał odwage sie przyznac.A rodzina 2 chłopców i mąż wystarczy na nich tylko spojrzec i łzy same sie cisną do oczu.

Asia86

04.05.2012 11:55

Odpowiedz

O 06:55, dnia 2012-05-03 beegi napisał(-a):

O 22:30, dnia 2011-08-02 mikee80 napisał(-a):

ciekawe jaki byl wynik sekcji ..

sama jestem ciekawa tej sprawy bo moja koleżanka poszła do warszawy na chemię wzięła jedną drógiej już nie zdążyła bo podczsa drugiej zmarła chorowała 2miesiące jesteśmy wszyscy w szoku bo nic nie wskazywało na takie zakączenie jej choroby a miała dopiero 48 lat,gdzie popełniono błąd nasze przypuszczenia to żle dobrana chemia ciekawe czy ktoś będzie miał odwage sie przyznac.A rodzina 2 chłopców i mąż wystarczy na nich tylko spojrzec i łzy same sie cisną do oczu.

test 22222222222222

27.09.2014 15:49

Odpowiedz

test@@@@@@@@@@@@@@@

STARYWYGA

27.09.2014 16:01

Odpowiedz
NIE MAM NIC WSPÓLNEGO Z ZIARNICĄ
Jak czytam niektóre wypowiedzi to mnie szlak trafia

1- Z każdego lekarstwa nawet najsłabszego moga wystąpić objawy uboczne przykład u mnie wykryto duzy cholestror
lekarz przepisał mi lekarstwo na to
po wypiciu dostałem mega biegunki ,3 tygodnie mineło nim wszystko wróciło do normy

2- Chemioterapia każda może nawet zabić i znam takie przypadki

3- Chemioterapia to ogromne obiciążenie dla organizmu

4- gdzie był leczony gdy w zwykłym szpitalu z odziałem onkologicznym dziekuje bardzo

5- ja ma teraz problem z bpląca piersią
do tej pory wykonano
wszelakie badania krwi
RTG klatki piersiowej
USG brzucha ,jąder ,piersi ,szyji

Teraz pora na punkcje cienko igłową piersi
oraz dalsze badani z krwi hormony

6- gdyby u mnie wykryto raka ( prawdopodobięństwo mniej niż 1 % to pani doktor która przejeła stery stwierdziała ze czeka mnie masa badań

7- do tej pory nie pije na tą chorobe nic ,nawet gdy to nie bedzie rak to i tak trzeba się będzie zastanowić jakie lekarstwa podać

8- nawet głupie tabletki od bólu głowy mogą zabić

byjo

16.02.2015 10:34

Odpowiedz
Moja żona z rozpoznaną ostrą białaczką szpikową już podczas przyjmowania pierwszych dawek chemii bardzo źle się czuła. Według mojej dzisiejszej oceny czuła się bardziej źle niż powinna. W niedługim czasie zaczęły się pojawiać wszystkie powikłania, tj. biegunka, wymioty, gorączka, zmiany skórne wypadanie włosów. Ponieważ żona była bardzo cierpliwa nie zrezygnowała z leczenia, które w rezultacie ją niebawem zabiło. w 8 tygodniu pobytu na hematologii jej stan gwałtownie się pogorszył. Pojawiły się rany w płucach, a następnie sepsa, która w ciągu 20 godzin doprowadziła do śmierci. Po rozmowie z lekarzem prowadzącym dowiedziałem się, że ani jej rodzina ani ja, nie dałem żonie wystarczającego wsparcia psychicznego, bo tu cytuję "nie jest nigdzie opisane w książkach naukowych, ale człowiek, który się załamuje nie reaguje prawidłowo na leczenie"
Szpital gdzie leczyła się żona mieścił się około 70 km od naszego miejsca zamieszkania, a ponieważ odział hematologii, w którym leczyła się żona mieścił się na parterze budynku to przychodziłem do niej na spotkania z 4,5 córeczką. Żona wówczas miała możliwość popatrzenia na swoją córkę. Na izolatkę, na której leżała nie wchodziłem z dzieckiem ponieważ był zakaz. Nasze spotkania zatem odbywały się przez szybę z telefonem. Z lekarzem/lekarzami rozmawiałem niewiele jednocześnie ufając, że są profesjonalistami.
Gdybym wiedział na pewno, że tak się to skończy to porzuciłbym pracę i do ostatnich chwili przebywał w jej pobliżu pod oknem, bo nie wiem co mógłbym jeszcze dla niej zrobić. Gdyby można było się zamienić to oczywiste jest, że z dzieckiem powinna zostać matka, ale co ja mogę.

Eddie Anderson

17.02.2015 20:15

Odpowiedz

Bardzo Panu współczuję... doświadczyłam podobnej historii niecałe 2 miesiące temu. U mojej Mamy rozpoznano ostrą białaczkę promielocytową, podano chemie i kilka dni po ostatnim wlewie zaczęły pojawiać sie objawy niepożądane. Następnie Mama bardzo osłabła, przestała wstawać z łóżka, ciągle powtarzała, że nie ma siły, bardzo mało jadła z powodu ran w przełyku spowodowanych zniszczeniem przez cytostatyki komórek nabłonka/śluzówki. Jej stan pogarszał się, dodatkowo cierpiała na astmę i miała duszności. Ciągle spała, pojawiło sie też krwawienie z przewodu pokarmowego. Teraz wiem, że to były objawy zbliżającej się śmierci. Komunikację z lekarzem prowadzącym i ordynatorem oceniam fatalnie, oczekiwali, że będę się za nimi uganiać po oddziale. Lekarka widząc mnie na dzień przed śmiercią Mamy, zignorowała mnie całkowicie, odchodząc bez słowa. Żadnego wyjaśnienia dotyczącego leczenia i jego możliwych następstw. Postawa ordynatora bardzo asekuracyjna. Dodam, że mowa o dużym wojewódzkim szpitalu z tzw. autorytetami. Mama zmarła z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej, byłam z nią do ostatniej sekundy życia, rozpacz jaka przezywam do chwili obecnej jest dla mnie druzgocąca. Cały czas rozważam, czy istniała szansa na pozytywne zakończenie, tym bardziej, że ten typ białaczki ma ponoć najlepsze rokowania ze wszystkich. Na koniec jeszcze ktoś z personelu szpitala ukradł mojej Mamie obrączkę.

O 11:34, dnia 2015-02-16 byjo napisał(-a):

Moja żona z rozpoznaną ostrą białaczką szpikową już podczas przyjmowania pierwszych dawek chemii bardzo źle się czuła. Według mojej dzisiejszej oceny czuła się bardziej źle niż powinna. W niedługim czasie zaczęły się pojawiać wszystkie powikłania, tj. biegunka, wymioty, gorączka, zmiany skórne wypadanie włosów. Ponieważ żona była bardzo cierpliwa nie zrezygnowała z leczenia, które w rezultacie ją niebawem zabiło. w 8 tygodniu pobytu na hematologii jej stan gwałtownie się pogorszył. Pojawiły się rany w płucach, a następnie sepsa, która w ciągu 20 godzin doprowadziła do śmierci. Po rozmowie z lekarzem prowadzącym dowiedziałem się, że ani jej rodzina ani ja, nie dałem żonie wystarczającego wsparcia psychicznego, bo tu cytuję "nie jest nigdzie opisane w książkach naukowych, ale człowiek, który się załamuje nie reaguje prawidłowo na leczenie"

Szpital gdzie leczyła się żona mieścił się około 70 km od naszego miejsca zamieszkania, a ponieważ odział hematologii, w którym leczyła się żona mieścił się na parterze budynku to przychodziłem do niej na spotkania z 4,5 córeczką. Żona wówczas miała możliwość popatrzenia na swoją córkę. Na izolatkę, na której leżała nie wchodziłem z dzieckiem ponieważ był zakaz. Nasze spotkania zatem odbywały się przez szybę z telefonem. Z lekarzem/lekarzami rozmawiałem niewiele jednocześnie ufając, że są profesjonalistami.

Gdybym wiedział na pewno, że tak się to skończy to porzuciłbym pracę i do ostatnich chwili przebywał w jej pobliżu pod oknem, bo nie wiem co mógłbym jeszcze dla niej zrobić. Gdyby można było się zamienić to oczywiste jest, że z dzieckiem powinna zostać matka, ale co ja mogę.

rodzynka

18.02.2015 21:15

Odpowiedz
Czytam, co piszecie i bardzo mi przykro, że doszło do takiej sytuacji, że Wasi bliscy odeszli w trakcie leczenia. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której lekarz prowadzący obwinia męża i rodzinę, że nie dali chorej odpowiedniego wsparcia i przez to "nie zareagowała prawidłowo na leczenie". Pomijam to, że takie zdanie (wniosek) to bzdura, ale w głowie mi się nie mieści, jak można obarczać w takiej sytuacji męża odpowiedzialnością za taki a nie inny wynik leczenia. Mam nadzieję, że podszedłeś do tego racjonalnie i zdajesz sobie sprawę, że lekarz nie miał żadnych podstaw, szczególnie merytorycznych, żeby tak mówić. To, jak psychicznie reagujemy na chorobę, jak znosimy leczenie i jak znosi je nasz organizm - na to ma wpływ wiele czynników, ale na pewno nie to, jakie mamy wsparcie od najbliższych. Zresztą na jakiej podstawie ten lekarz wysnuł taki wniosek? Ciśnienie mi skacze bardzo. Nie powiem, co zrobiłabym takiemu konowałowi!
Bardzo Ci współczuję sytuacji, w jakiej się znalazłeś. Mam nadzieję, że razem z córką uporacie się z tak niewyobrażalną stratą i zaświeci Wam szybko słońce!

Honorata

03.07.2015 00:28

Odpowiedz

Chemioterapia to trucizna, niszczy zarówno komórki chore jak i zdrowe a tym samym cały układ odpornościowy organiymu. Nagminne są powikłania i zgony w wyniku chemioterapii i wielokrotnie dokładnie udokumentowane. Jest ponad trzysta sposbów na leczenie nowowtworów metodami nieinwazyjnymi, cytryna jest dziesięć tysięcy razy silniejsza od chemioterapii.

O 20:46, dnia 2006-02-25 ona napisał(-a):

Majko ta sprawa faktycznie nadaje sie do prokuratury.Z moich informacji wynika ze chemioterapia moze byc smiertelna gdy przekroczy sie dawke przeznaczoną dla konkretnego pacjenta ( jak wiesz one są indywidualnie ustalane,dobierane do kazdego osobno, konsultowane)mało prawdopodobnym jest tak nagły zgon spowodowany przez chorobę skoro wszelkie badania wykluczyły przezuty ,rozpoczął leczenie, pozatym piszesz ze lekarze bagatelizowali te niepokojace objawy twierdzac ze to norma (doskonale wiem jak to jest bo mi rowniez wielokrotnie zarzucali ze histeryzuję zgłaszając extremalnie złe samopoczucie po chemioterapii)obawiam sie ze mogło dojsc do jakiejs lekarskiej pomyłki a pozniej ogromnego zaniedbania tzn zlekcewazenia zlego stanu pacjenta to oczywiscie tylko gdybanie ( nie jestem ekspertem znam sprawe pobierznie)jesli jednak obawy sie potwierdzą ktos musi za to odpowiedziec bo to skandal!

Ewa

03.07.2015 07:35

Odpowiedz

O 02:28, dnia 2015-07-03 Honorata napisał(-a):

Chemioterapia to trucizna, niszczy zarówno komórki chore jak i zdrowe a tym samym cały układ odpornościowy organiymu. Nagminne są powikłania i zgony w wyniku chemioterapii i wielokrotnie dokładnie udokumentowane. Jest ponad trzysta sposbów na leczenie nowowtworów metodami nieinwazyjnymi, cytryna jest dziesięć tysięcy razy silniejsza od chemioterapii.

Jezeli naprawde tak uwazasz, to zycze Ci abys abys miala okazje przetestowac dzialanie cytryny na sobie. Zycze wyleczenia.

aga

23.12.2015 21:25

Odpowiedz

Jestem bardzo ciekawa jak zakończyłą się sprawa twojego kuzyna bo mój kuzyn też zachorował na raka jądra i po pierwszej dawce chemii zmarł 2 miesiące temu przyczyna prawdopodobnie zakrzepica ręki częsty skutek chemii do dzis nie moge w to uwierzyć miało być wszystko dobrze > O 18:39, dnia 2006-02-25 Majka napisał(-a):

Szukam ciągle jakiegoś forum na temat chemi i raka, ale nic nie mogę znaleźć, a dziś trafiłam tutaj. Szukam odpowiedzi, chciałbym się czegoś dowiedzieć...

Wiem, że rodzaj raka o którego chce zaptytać jest inny, ale chemioterapia chyba ta sama...

Mój kuzyn chorował na raka jądra. Zaraz jak stwierdzono go u niego poszedł na operację i wycięli mu całe chore jądro, następnie poszło ono do badania histopatologicznego. Wynik badania potwierdził raka złośliwego. Następnie zaczęły się u niego bardzo dokładne badania w celu stwierdzenia przerzutów, nic nie wykazały. Lekarz powiedział, że niema przerzutów i jego stan jest bardzo dobry i ze teraz juz wszystko bedzie dobrze, jednak zalecił profilaktycznie podać chemioterapię dwa razy po pięć dni. Zaczął brać chemię 9 lutego, już po pierwszym wlewie bardzo źle sie czuł, ciągle wymiotował i był bardzo słaby, ale to podobno normalne, a 14 lutego miał ostatni wlew. Pojechał do domu, jednak ciągle się źle czuł...w czwartek 16 dalej cały czas wymiotował i nie umiał nic jeść, dlatego pojechano z nim do szpitala, tam lekarz mu podał kroplówkę przeciwymiotną i stwierdził, że mój kuzyn panikuje, potem pojechał do domu. Na następny dzień w piatek, dalej sie źle czuł, dodatkowo bardzo go bolał brzuch, znów pojechali z nim do szpitala, jednak lekarz powiedział , że wszystko jest wporzadlu i przepisał mu przeciwbólowe tabletki, które kazał mu co jakis czas brać, choć moja ciocia bardzo chciała go zostawić w szpitalu, lekarz powiedział, ze niema potrzeby, wiec pojechali nim do domu. Następnie w niedzielę, jak sie obudził okropnie go palił przełyk, bolał brzuch i miał drętwienie nóg i rąk, nie umiał sie ruszać, dlatego znów zawieziono go do szpitala, w szpitalu go wkońcu położono do sali, ale nic mu nie podawano, nadal wymiotował (prawdopodobnie krwią) , a lekarze nadal nic, nic mu nie dali, nawet do niego nie przychodzili do sali go badać, jak moja ciocia co chwilę do nich chodziła i pytała co sie dzieje, to spuszali wzrok i nic nie mówili, a jak go chciała przenieść na intensywną terapię, to lekarz sie nie zgodził. Nad ranem 20 lutego mój kochany kuzyn zmarł w wieku 21 lat w strasznych cierpieniach [*].

Moja ciocia w szoku powiadomiła policję oraz prokuratora i jego zwłoki zostały przewiezione na sekcję zwłok, ponieważ lekarze w karcie pacjenta napisali, ze śmierć nieznana...

Napewno sie zastanawiacie dlaczego o tym tutaj pisze, chyba dlatego, ze może Wy będziecie umieli mi odpowiedzieć, czy możliwa jest śmierc poprzez chemioteriapie ??

Strasznie boli mnie ta śmierć...taka niesprawiedliwa...lekarze nic nie zrobili, żadnych badań, chociaż bardzo o nie prosiliśmy. Wiecej lekarzy odwiedziliśmy nie tylko jednego, żaden nic nie zrobił...a może oni juz wiedzieli że to koniec...ale dlaczego ?? czy chemia go mogła zabić, czy jest to czyjaś wina ??

Wyniki sekcji bedą dopiero za dwa tygodnie...

A moze jednak coś szło jeszcze zrobić ???

Przepraszam , ze was niepokoję moim listem, ale strasznie cierpię i nie mogę się z tym pogodzić, nie mogę sie pogodzić z obojętnoscia lekarzy, przecież tak nie mozna...