Proszę was o radę. Jestem już praktycznie w połowie leczeniai jakoś się trzymałam, jednak ostatnio chyba nie daje rady... nie potrafię odrzucić od siebie tych ''złych'' i pesymistycznych myśli... coraz częściej miewam myśli, że nie dam rady wygrać z chorobą a obsesyjne myśli o ewentualnym nawrocie i przechodzenia tego piekła jeszcze raz potrafi sprawić , że jedyne na co mam ochotę to spać cały dzień.Sugerowałam kiedyś mojej onkolog antydepresanty, jednak odwiodła mnie od tego pomysłu, jednak ja chyba nie dam bez nich rady. Czy ktoś z was brał i jak na was działały ? po jakim czasie od leczenia je odstawiliście ?
Dziwne marta ze onkolog nie chce ci przepisac zadnych antydepresantow pogadaj z psychiatra jak ci radzi asowa na pewno
pomoga ja sama biore i nie wiem czy swiadomosc ze wlasnie je biore poprawia mi nastroj ale czuje sie dobrze zaczelam brac praktycznie od pierwszego wlewu nie wstydz sie nic pogadaj z psychiatra a takich na pewno nie brakuje w osrodku w ktorym sie leczysz.zobaczysz ze poczujesz sie lepiej.pozdrawiam
Tzn stwierdzila, że jezeli naprawdę nie muszę to lepiej nie brać bo uzależniaja itd, musze jak najszybciej wrócic do tego tematu bo jest coraz gorzej .
Marta, leki nowej generacji nie uzależniają a na pewno pomagają.
Ja odstawiłam swoje z dnia na dzień kilka dni po ostatneiej chemii.
I mnie sam onkolog zapytał czy chce wspomóc swoją psychikę, fakt oprócz choroby byłam po innych traumatycznych przejściach( poważna choroba taty, nagła śmierć siostry) i nie radziłam sobie.
Leki mi ppmogły, osobno brałam leki na problemy ze spaniem i przy nich lekarz powiedział, żeby brać w oststeczności bo mogą uzależnić.