Ola
05.09.2013 14:44
Witam,
Chciałabym się poradzić osób, które miały wątpliwości co do swojego procesu diagnozowania.
Od jakiegoś 1,5 roku chodzę do lekarzy z powody złego samopoczucia, nawracających bóli głowy (kiedyś miałam zdiagnozowane migreny i brałam leki), bóli brzucha (ale niezbyt częstych), powiększonych węzłów chłonnych i częstych infekcji i stanów gorączkowych.
Raz się czuję idealnie, a po tygodniu mnie rozkłada i tak na zmianę.
15 lat temu przebyłam ostrą boleriozę (podejrzewali u mnie guza mózgu, bo dostałam nawet zeza), leczyli mnie pół roku. Później po kolejnych ukąszeniach kleszcza (tak, kochają mnie), miałam robione badania i nie wyszło nic. Lekarz stwierdził, że drugi raz nie powinnam nigdy zachorować.
Wracając do tematu:
rok temu lekarka skierowała mnie na badanie na mononukleozę, ze względu na powiększone węzły szyjne, nic nie wyszło
Zmieniłam przychodnię i lekarza i teraz tak:
-ogólne wyniki krwi mam w normie
-badania na EBV ponad 760 przy normie poniżej 20
-badania ANA2 (coś w tym stylu), wynik graniczny
miałam usg węzłów szyjnych, są normalne, wielkość 1cm, z tymże badanie było robione metodą "na szybko" i jestem pewna że w jednym miejscu lekarka mi "nie przejechała" a wiem, że tam węzeł mam na ponad 15mm.
usg brzucha / węzły okołoaortalne i zachowanej wnęce i tej echogeniczności, wielkość 10-15 mm
RTG klatki - w porzadku
Męczy mnie ostatnio, nie nazwę tego bólem, ale mam wrażenie puchnięcia szyi i cały czas czuję tene jeden węzeł, nawet jak go nie dotykam, a zwłaszcza przy połykaniu.
Cały czas mam też wrażenie, że muszę "mieć coś na szyi"
Niestety przychodnia do której chodzę ma zasady: jedno badanie na pacjenta (wiem od zaprzyjaźnionego pracownika) i nie wiem czy nie powinnam delikatnie wymusić na lekarce dodatkowych badań?
Jacy u Was byli lekarze?
Rozpisałam się wybaczcie :)
Chciałabym się poradzić osób, które miały wątpliwości co do swojego procesu diagnozowania.
Od jakiegoś 1,5 roku chodzę do lekarzy z powody złego samopoczucia, nawracających bóli głowy (kiedyś miałam zdiagnozowane migreny i brałam leki), bóli brzucha (ale niezbyt częstych), powiększonych węzłów chłonnych i częstych infekcji i stanów gorączkowych.
Raz się czuję idealnie, a po tygodniu mnie rozkłada i tak na zmianę.
15 lat temu przebyłam ostrą boleriozę (podejrzewali u mnie guza mózgu, bo dostałam nawet zeza), leczyli mnie pół roku. Później po kolejnych ukąszeniach kleszcza (tak, kochają mnie), miałam robione badania i nie wyszło nic. Lekarz stwierdził, że drugi raz nie powinnam nigdy zachorować.
Wracając do tematu:
rok temu lekarka skierowała mnie na badanie na mononukleozę, ze względu na powiększone węzły szyjne, nic nie wyszło
Zmieniłam przychodnię i lekarza i teraz tak:
-ogólne wyniki krwi mam w normie
-badania na EBV ponad 760 przy normie poniżej 20
-badania ANA2 (coś w tym stylu), wynik graniczny
miałam usg węzłów szyjnych, są normalne, wielkość 1cm, z tymże badanie było robione metodą "na szybko" i jestem pewna że w jednym miejscu lekarka mi "nie przejechała" a wiem, że tam węzeł mam na ponad 15mm.
usg brzucha / węzły okołoaortalne i zachowanej wnęce i tej echogeniczności, wielkość 10-15 mm
RTG klatki - w porzadku
Męczy mnie ostatnio, nie nazwę tego bólem, ale mam wrażenie puchnięcia szyi i cały czas czuję tene jeden węzeł, nawet jak go nie dotykam, a zwłaszcza przy połykaniu.
Cały czas mam też wrażenie, że muszę "mieć coś na szyi"
Niestety przychodnia do której chodzę ma zasady: jedno badanie na pacjenta (wiem od zaprzyjaźnionego pracownika) i nie wiem czy nie powinnam delikatnie wymusić na lekarce dodatkowych badań?
Jacy u Was byli lekarze?
Rozpisałam się wybaczcie :)