KB...................................
23.12.2005 08:14
CZy jest nadzieja na ponowne spotaknie dwójki ludzi? czy warto walczyc o druga osobę
nawet gdy mówi Ona że już nic nie ma ? Jka można wierzyć w takie słowa ?
Prosze o przeczytanie tego co anpisze a może Ktoś z was amiła ten sam problem.
Poznalismy sie na koniec 2001 roku. cos zaiskrzyło byliśmy ze sobą . Po kliku misiącach
daiagnoza - nawrót ziarnicy. leczyła sie kilka lat wcześniej. Długa rozmowa, jesteśmy razem :).
jestem z Nia niezaleznie co sie stanie , Kocham Ją. jets nam dobrze.
leczeni zakończone, następnie kwalifikacja do przeszcepu szpiku - t także przeszliśmy arzem , wszytko w porzadku.
Jest rok 2003/2004. Jesteśmy dalej razem. Skutki un=boczne ustaępują, szukamy pracy dla NIej.
Jets wreszcie sie udaje od początku 2005 roku pracuje. Jets zachwycona , dużo pracy ale jest w swoim zywiole .
Zamiszkalismy razem. I tu jets mój pierwszy błąd - nie poszłem dalej nie zrobiłem tego kroku - nie oswiadczyłem się
, odkłądałem ta decyzję mimoże wiem że Ona tego chce. Nie wiem czemu tak zrobiłem.
Jesteśmy razem , jest nam dobrze, kochamy się.
Cos jednak od wakacji zaczyna sie psuć, próbuje rozmawiać ale jestem zbywany, no co ty, nic nie jest źle,
nie wygłupiaj sie co ty wymyśłasz. Ja mam dużo delegacji , Ona zostaje w domu ma pracę, koeżanki przyjaciółki i
niesetety cos jeszcze !!! na pewno wiedziała wcześniej cos przeczuwała - nawropt choroby na razie nie
potwierzdony badania dopiero we wrześniu. Wcześneij wyczuła guzy w brzuchu. Coś było już widać podobno rok wcześnije
ale uznano to za jakieś "zwapnienie mięsni" bo było to bardzo małe.
Oddalamy się od sibie , dużo w tym mojej winy , mogłem to zauważyć wczesniej.
Teraz najwazniejsze są koleżanki , przyjaciółki i rozmowy o życiu. Po pracy nie wraca do domu idzie na rozmowy,
coraz rzadziej po pracy wraca prosto do domu. sytuacja robie się napieta, Ja się denerwuje bo nie wiem
o co chodzi.
Jest diagnoza - nawrót choroby.
Rozmowy ozyciu są najwazniejsze. coraz barzdiej się oddalamy.
Pierwsza próba.
Kłóćimy się, już nie pamietam nawet o co. Mam się wyprowadzić. Nie chce żebym był przy NIEJ. chce zmienić swoje życie
. Jestem nabuzowany strasznie , nie odzwyamy sie do siebie parwie 2 dni. na 3 dzień nie wytrzymuje i mówie
co myśłe o rozmowach o zyciu, koleżankach i przyjaciółkach. Na drugi dzień mam sie wyprowdzić.
W nocy zdarza się "cud" przytulamy sie do siebie, rozmawiamy. jest tak dobrze. Mówi rzeczy za które kochasz ją
jeszcze bardziej. Mówi o swoich planach (małzenswtie, domu, dzieciach, studziach). Oswiadzczam się JEJ - nie
zostaje przyjety, mówi że nie chce mnie zostawić jako młodego wdowca , sieje się z tego ale nie nalegam.
Ponawiam próbę po kilku dniach - nadal ta sama odpowiedź. Przez kilka dnie jest bardzo dobrze.
próbuje naprawić to co powiedziała że było źle - staram się bardzo.
Znwu jednak zaczynaja się wyjścia na tzw. rozmowy o życiu.
Druga próba.
Mam się wyprwoadzic, Myśłała dużo chce zmienić swoje zycie, ja do tego nie pasuję.
w dzień kiedy się pakuje wpadamy na siebie, przytulamy sie , zsotaje. Znowu jest dobrze przez kilka dni.
Rozmowy ozyciu są ważnnijesze niż zycie.
Próba trzecia.
Znowu mam sie wyprwoadzić. Jest sobota, dzień wczesniej zaceła mie c bóle w kaltce pierwsiowej, w sobotę rano
jedziemy na badania , na szczedście wszytko dobrze. Nie wyprwoadzam się , ma przyjechac Jej rodzina z L. jets za późno
nie zdążyłbym się wyniesc. Atmosfera jest napieta.
Czwarta próba - finał.
Mam się wyprowadzić . Dowiaduje sie czegos o czym nie mówiła przez 3 razy - nie kocha mnie już, nigdy do
siebie nie pasowaliśmy - Ona otwarta na ludzi , Ja zamknięty w sobie - więc jak nam się to udwałao do tej pory ?
Długie rozmowy przez kilka dni - nic nie dają , wyprwoadzam się.
Nie mogę o Niej zapomnieć , robie wsyztko zeby z NIą być.
Próbuję sie z NIą spotykac ale mnie unika,
Wpadłem na Mikołaja, zostawiam kwiaty na oknie , na drzwiach , wysyłam kwiaty do pracy.
Nowe zycie jets najwazniejsze.
Pytam się Jej czego sie boi - nie otrzymuje odpowiedzi.
Spotykamy sie u NIEJ (troche podstępem ale jednak), rozmawiamy , po jakimś czasie atmosfera się rozluxnia, żartujemy
, nie wiem co stałoby sie dalej, zostaje wyproszony, tak jakby uswadomiła sobie że to coś co było między nami
może wrócić. Wstępuje we mnie nadzieja.
Nastęnym razem pomagam jej w pewnej sparwie , jedziemy samochodem, i jest podobnie jak w domu, rozluxnienie,
rozmowa ale Ona musie już uciekać do przyjaciółki na "rozmowę o zyciu".
Znowu jedziemy razem. Rozamwiamy o dojrzałości do małżeństwa. Mówi ze moje deklaracje były podjęte pod wpływaem
emocji, uczuć a tak nie powinno być - odpowiedam pyatniem "to kiedy powinno sie podejmowa ctakie decyzje -
czy wtedy jak sie nei kocha czy jak sie kocha ?" Milknie. Zatyka mnie na chwile - powiedziała że wie że to
także JEJ wina że nie jesteśmy razem. Pyatm sie czy wrócimy do siebie , mówi że nie wie. Po chwili jednak mówi co
będzie jak do siebie wrócimy ! Nie wiem co stałoby sie gdybyśmy byli u NIEJ w domu.
Musi już iśc a właściwie ucieka mi , nie moge nic zrobić !!!
Zawsze gdy dzwonie po spotakniu na drugi dzień wyczuwam dystans, jakby nic dzień wczesniej sie nie stało
jakby chciała podtrzymac swoja decyzję , albo się po prostu oszukuje? nie wiem.
Na wszystkie pytania zawsze słysze " nie weim , może , nie myśłe teraz o tym , tak mi jest dobrze"
Czy warto walczyć ? Czy pozwolić JEJ zmienić swoje zycie, tylko czy rozmowy o życiu mogą wypełnić całe życie ?
Wiem że jest w tym duzo mojej winy nie dostrzegłem problemu na czas, a gdy zauważyłem już było za późno.
Zadaje sobie pyatnie czy gdybysmy byli małżenstwem przetrwalibyśmy tą próbę - nie wiem, a może po prostu zadręczam sie
teraz głupimi pytaniami.
Chcę się z NIą jutro spotkac , nie wiem czy pozwoli, żeby JEJ nie przestraszyć nie dzwoniłem w tym tygodniu , posąłłęm tylko
kwiaty w poniedziałek. Nie wiem czy będzie chciała - mam nadzieje ze mi się uda. Moze coś się zdarzy ???
BARDZO JĄ KOCHAM.
Może ktoś z was przechodził to samo ? ma dosawiadczenia i mógłby sie nimi odzielic.
Prosze piszcie.
poszukiwacz3@wp.pl
pozdr
KB