Ziarnica.pl
← Wróć do działu Czy mam ziarnicę?
Czy mam ziarnicę?

Ziarnica czy hipochondria?

Autor: Madziul • 23.06.2013 19:46 • 2 odpowiedzi

Madziul

23.06.2013 19:46

Odpowiedz

Trochę czasu musiało minąć zanim zdecydowałam się napisać na forum. Moje problemy zaczęły się kilka miesięcy temu. Zawsze byłam bardzo szczupła i mam bladą cerę (po mamie) jednak któregoś dnia rodzice stwierdzili że bardzo mizernie wyglądam i wydaje im się (szczególnie mamie, która zawsze była lekko przewrażliwiona naszym zdrowiem), że coś może mi dolegać i na pewno się przetrenowałam. Faktycznie dużo wtedy ćwiczyłam, nie dla utraty wagi ale poprawy samopoczucia. Do lekarza na badanie moczu i morfologie. W tym samym czasie stwierdziłam u siebie lekko powiększone węzły chłonne na szyi, właściwie ledwo wyczuwalne. Badania krwi i moczu wyszły ok jedynie nieco niska (ale też w normie hemoglobina). Jednak ja doszukałam się czegoś w badaniach (sama nie wiem czego) i wybrałam się do rodzinnej. Lekarka zmierzyła mnie wzrokiem i stwierdziła że badania są ok. Węzły też w porządku i mam przyjść jeśli się powiększa. Dla świętego spokoju wypisała mi skierowanie do alergologa (cały czas czekam na wizytę), mówiąc że może od tego tez węzły. Stwierdziłam że mnie olała i zrobię kolejne badania krwi. Zrobiłam pełną morfologię+próby wąrtobowe+CRP, OB+immunogloginy+poziom cholesterolu+TSH. Znów wszystko w porządku. No i zaczęła się jazda. Obmacywanie węzłów co 5 minut (!), przeszukiwanie internetu i ta ciągła myśl że na pewno jest mi coś poważnego. Doszukiwałam się już u siebie objawów: białaczki, wszelkich rodzajów raka w tym chłoniaka. Przestałam normalnie funkcjonować. Chodziłam ciągle otępiała, zaczęły mi się trząść ręce, nie mogłam spać, serce waliło mi oszalałe i oblewały mnie zimne poty. Na dodatek czułam się jakby oderwana od rzeczywistości. Pojawiły się bóle pleców promieniujące do żeber, które trwają nadal, bóle w miednic, nerwobóle w klatce piersiowej. Czasem, gdy dokuczliwe myśli odlatywały, np. w pracy, było wszytko w porządku. Jednak gdy wracałam do domu i siadałam do komputera w poszukiwaniu chorób, wszystkie dolegliwości wracały. Doszło do tego, że po pracy leżałam w domu gapiąc się tępo w sufit, nic mnie nie cieszyło, przestałam się interesować przygotowaniem obiadu, czy innymi obowiązkami domowymi. Mój mąż, który jest bardzo cierpliwym człowiekiem i moi rodzice stwierdzili, że zachowuje się jak hipochondryczka. Trzy tygodnie temu trafiłam na oddział ratunkowy, ze względu na silne skurcze brzucha i ból w podbrzuszu, dodatkowo wystąpiło u mnie dodatkowe krwawienie po tygodniu od miesiączki. Zostałam zbadana przez chirurga i ginekologa. Wyniki, mała torbiel na jajniku i podejrzenie endometriozy. W oczekiwaniu na wizytę u ginekologa (już prywatnie), na która zapisałam się tego samego dnia, obudziłam się w środku nocy z myślą, że przecież aż dwa lata temu miałam robioną cytologię i na pewno mam raka szyjki macicy. Zaczęłam szperać w internecie i objawy zaczęły pasować, a bóle pleców przypisałam do raka szyjki w rozległym już stadium. Zadzwoniłam do mamy z płaczem, że na pewno mam raka. Stwierdziła, że jeśli zaraz się nie uspokoję, to sama przyjedzie i zrobi mi krzywdę:) Pani ginekolog, z której swoja droga jestem bardzo zadowolona, stwierdziła, że na jajniku nie mam torbeli, ale ognisko endometrialne i sądząc po objawach ognisk jest więcej. dokładnie mnie przebadała. Zapisała mi leki i stwierdziła, że jeśli zamierzam wkrótce zacząć starać się o dziecko to bez laparoskopii się nie obejdzie. Nie śpię, nawet nie mam ochoty jeść. Dziś ze względu na to, że nie mogłam wstać z łózka z braki chęci i bólu pleców nie poszłam do pracy, tylko do przychodni. Trafiłam na innego lekarza rodzinnego, u którego spędziłam pól godziny, dostałam zastrzyk przeciwbólowy, ze względu na stwierdzoną neuralgię międzyżebrową, lekarka zbadała mi węzły i powiedziała że jeśli nie urosły od tego czasu to jest wszytko w porządku i ze względu na to, że są ledwie wyczuwalne, mogą być zwłókniałe. Gdy tylko zaczną mnie boleć mięśnie wpadam w panikę, płacze i tracę chęć do życia. Bez przerwy mam czarne myśli. W tej chwili, gdy pisze to wszystko, trzęsą mi się ręce i czuję duszności. Przepraszam za tak długi post. Nie wiem czy dobrze trafiłam, ale może znajdzie się ktoś, kto doświadczał podobnych dolegliwości/problemów.:(

Rodzynka

23.06.2013 20:18

Odpowiedz
Boże, widzisz i nie grzmisz. Kobieto, tutaj piszą głównie ludzie chorzy na nowotwór, przed czy po chemiach, naświetlaniach, z dobrymi lub różnymi rokowaniami. Dzielą się swoimi przemyśleniami zazwyczaj ludzie chorzy, a nie tacy, którzy potrzebują pomocy innego specjalisty - psychologa, psychiatry. Uszanuj nasze zdrowie (lub resztki zdrowia) i poszukaj porady na innym forum, np. geriatrycznym. Albo poczytaj w sieci o nerwicy wegetatywnej - to na pewno Ci bardziej pomoże niż kolejne obmacywanie węzłów chłonnych.

Przepraszam, ale chyba jest jakaś granica na tym forum.

PS. Jeśli potrzebujesz zajęcia, to chętnie wyszukam Ci inne ciekawe i poważne/śmiertelne choroby, które - przy determinacji jaką posiadasz - na pewno u siebie odnajdziesz...

kayleigh

23.06.2013 22:31

Odpowiedz
Źródło swoich dolegliwości wskazałaś już na początku postu, a jest nim nadopiekuńczość i nadgorliwość Twojej mamy.

A teraz sama sobie odpowiedz, czego się boisz, przed czym uciekasz? Przed macierzyństwem, dorosłością, odpowiedzialnością?...
Tu, na forum są wspaniali ludzie, którzy heroicznie walczą każdego dnia o życie, o każdą minutę! Ucz się od nich, bo Ty z życiem walczysz, zamiast z niego się cieszyć!!!

pozdrawiam i życzę wglądu w siebie:-)