gosia82
29.12.2012 20:07
Dawno mnie tu nie było ale oto jestem piszę by dostać od Was jak zwykle zastrzyk dobrych myśli, cieszę się że jesteście bo nasi bliscy nie zawsze są w stanie zrozumieć nasz niepokój związany ze wznową. Napiszę co u mnie, a więc w październiku wyszłam za mąż mój cierpliwy obecnie mąż miał tyle wytrwałości i poczekał na mnie aż będę gotowa zostać żoną. Po remisji dłuższy czas żyłam w przekonaniu że moją ziarnicę nie uda mi się pokonać na zawsze i wróci prędzej niż myślę i tak mijał rok za rokiem w tym roku we wrześniu minęły 4 lata od remisji a my w październiku stanęliśmy na ślubnym kobiercu był to najpiękniejszy dzień w moim życiu dwa dni po ślubie pojechaliśmy na 2 tyg do Egiptu było cudownie po powrocie miałam wizytę w poradni hematologicznej i mój lekarz który prowadził moje leczenie stwierdził że wyniki są wszystkie w normie no z wyjątkiem feratyny której wartość jest lekko obniżona ( nie miałam innych badań oprócz morfologii), myślałam że teraz szczęście mnie nie opuści tym bardziej że niedługo zrobiłam test ciążowy i wyszedł pozytywny czułam że Pan Bóg nam błogosławi byłam taka szczęśliwa nadal jestem bo dzieciątko dobrze się rozwija choć to dopiero 9 tydz ale niecałe 2 tyg temu wyczułam z lewej strony powiększony węzeł nadobojczykowy jest twardy, nieprzesuwny, boję się tym bardziej że 5 lat temu gdy rozpoczynałam leczenie pierwszy powiększył mi się również węzeł nadobojczykowy tylko po prawej stronie. Boję się że limit szczęścia został przezemnie wyczerpany.