No hej :))
Leczenie przebiegało w zasadzie bez jakiś nietypowych komplikacji.
Dużo zależy od psychiki. Bo tak naprawdę wiarą i podejściem walczymy. Chemioterapia jest tylko uzupełnieniem do naszej woli wygranej.
Nie założono mi portu i problem miałam z żyłami. Ciągle ich brakowało. Niekiedy w trakcie podawania chemii miałam kilkakrotnie zmieniane miejsce wkłucia, bo coś poszło poza żyłę, bo ból był nie do wytrzymania, etc... Ale podejrzewam, że wielu ludzi w naszym stanie się z takim problemem boryka. Szczególnie ci, którzy od zawsze mieli cienkie, pochowane żyłki.
Do tej pory, chodząc na kontrolne pobieranie krwi jest problem, ponieważ niestety żyły się jeszcze nie zregenerowały u mnie.
Wymioty pojawiły się dopiero po wielu chemiach. Ale cieszyłam się, bo wiedziałam, że wyrzucam z siebie to świństwo. Choć nie ukrywam, nie należało to do przyjemnych doznań. Ale cóż, coś za coś ;)
Jeśli chcesz, to podaj mi swój adres e-mail.
Tam możemy popisać więcej ;))
Pozdrawiam
Andżelika
A masz moze gg nie chce tu pisac asojego adresu poniewaz jest z Moim nazwiskiem napisze Ci na priv gg:)
to Moj nr.13823219