ale jak wynik znow wyjdzie ok , to zaczne leczyc glowe hihi ;-)))) i moze wreszcie uwierze, ze jestem 'zdrowa'
Mnie do psychiatry skierowano, kiedy swędziała mnie skóra... Lekarz wmówił mi, że to wszystko jest na tle nerwowym, bo przecież to jest niemożliwe, żeby swędziała CAŁA SKÓRA! ;-) Duszności też miały być na tle nerwowym... I tak łącznie przez dwa lata... Do psychiatry nawet się wybrałam, a jakże! Leki też przepisał, ale dzięki bogu ich nie wykupiłam.
To byłby pierwszy przypadek leczenia ziarnicy psychotropami
;-)
Za to poważnie potraktowałam psychoterapię - tam uwierzyłam w to, że wymyślam sobie te dolegliwości po to, aby ktoś (czyi lekarz) mógł się mną zaopiekować i jeszcze kilka podobnie absurdalnych interpretacji. A tymczasem guz sobie rósł i rósł, aż osiągnął taki rozmiar, że omal mnie nie udusił...
Ech, nie mogę o tym myśleć spokojnie, szlag jasny mnie po prostu trafia...
Aga, pisz tutaj co to za magiczne tabletki, chyba można podawać nazwy leków :-) Mi się marzy takie coś, co połknę i obudzę się już po wszystkim i to zupełnie zdrowa B-)
Haha, nie pierwszy przypadek. Ja też dostałam psychotropy od psychiatry z tych samych powodów co Ty. Ba... ja nawet wzięłam jedną tabletkę, po której omal nie zeszłam z bólu (działanie podobne do alkoholu a mnie węzły po alkoholu bardzo bolały). Mnie rok podejrzewano o hipochondrię (ból w klatce - niby nerwowy, podobnie jak swędzenie, duszności itp). Na ból w klatce byłam w klinice rehabilitacji, bo stwierdzono, że to promieniuje od kręgosłupa. Na dusznoości dostałam leki na astmę, bo to na pewno TO. Haha, leżałam nawet kilka dni w szpitalu, przebadali mnie wzdłóż i wszerz i nic nie znaleźli. A mnie bolało, chudłam, słabłam, dusiłam się a guz w śródpiersiu sobie rósł.
Wydałam kupę kasy na prywatnych lekarzy, chodziłam do najlepszych (1 wizyta ok. 300zł a ja musiałam odbyć kilka) i co? Du.a. Pozdrawiam serdecznie