Kubson
25.08.2012 10:23
Opiszę Wam mój przypadek. Otóż od 3lat mam powiększone węzły na szyi.Za "powiększone" uważam dlatego, że mogę wyczuć je palcami i czasem jak zrobię skłon głową do ramienia, bądź ją zrotuję w lewą lub prawą stronę, to widać małe kuleczki pod skórą. Wielkość to około 1-2cm tak myślę, a wyczuwalna jak opuszek małego palca. Ogólnie to są okrągłe i twarde a także nie bolesne. Sprawdzanie ich przez lekarzy wyglądało tak, że na badaniach kontrolnych na studiach oglądała je doktor i powiedziała, że są ok a właściwie to ona nic nie wyczuwa, więc "co ja chce". Później trafiłem na ponowną kontrolę po roku i wg mnie tam są, bo nie czuję żeby zanikały, czy też się zmniejszały. Jednak odpowiedź innego lekarza podobna. Zbadał mi brzuch i pachy, pachwiny - powiedział "jest ok". Jedyne co było nie tak to wyniki w rozmazie. ok 70% limfocytów. Popatrzył na to, i odpowiedział, że może sobie tak być bo ogólna liczba leukocytów jest w normie.
Po tych zapewnieniach stwierdziłem, że no niech im będzie jak tak mówią. Jednak ilość i wielkość przeze mnie wyczuwanych węzłów jest nadal taka sama. Co lepsze, pojawiły się nowe, na karku i pod żuchwą. W częstotliwości jak to przemyślałem ok 6m-cy jeden i potem ok 4m-ce następne dwa. Myślałem sobie, że to nie jest normalne.. Postanowiłem pójść do onkologa do Wielkopolskiego centrum onkologii w Poznaniu. Wizyta przebiegła ok 25minut. Doktor mnie zbadał i palpacyjnie przeszukał szyję i pachy oraz pachwiny. Sprawdził brzuch i powiedział "jest ok nawet jak te węzły są to są ok i może Pan iść do domu". Tak zrobiłem.
Mijają kolejne 4miesiące i kolejny węzeł, pod pachą. Wielkości jak kulka pieprzu. Może taka większa kulka pieprzu. Idę do rodzinnego.. ten mówi, że może to od "jakiegoś zapalenia" i mam poczekać lub iść do onkologa. Poczekałem z miesiąc, a później poszedłem na kolejną wizytę do Centrum onkologii. Tam tym razem Pani doktor stwierdziła palpacyjnie, że na szyi nic nie mam pod żuchwą też a pod pachą to od przesilenia.. (bardzo dziwne jak dla mnie, bo ja palpacyjnie to mogę wszystkie wyliczyć dokładnie) i że mam sobie iść nie przejmować się i nie dotykać ich, bo podrażniam torebkę otaczającą węzeł i dlatego tam jest zapalenie i się powiększają, a jak dotykam innych części szyi to podrażniam inne i dlatego ich przybywa. No stwierdziłem, że ok, specjalista tak twierdzi - tak musi być.
Do dzisiaj ogólnie widziało moją osobę 5 lekarzy i każdy powiedział to samo. Jednak Ja na "chłopski rozum" stwierdzam, że to nie jest normalne, bo jak się będą tak powiększały, to niedługo mi szyi zabraknie :/
Co ciekawe na karku pojawił się kolejny węzeł. Zgodnie z moimi przeczuciami po ok 4-5 miesiącach.. Oczywiście to, że czuję się czasem senny, osłabiony i mam zawroty głowy lekarze tłumaczyli, że to nie od problemów z węzłami, tylko od nerwów, które są z nimi związane. Cała historia toczy się od 2009 może nawet od 2008 roku. Do dzisiaj stawiam sobie pytanie "jak tak żyć", a także chciałbym prosić o jakąś pomoc, bądź opinię na ten temat.
(Dodatkowo powiem, że na moje pytania o USG każdy z 5 lekarzy mówił, że nie ma po co tego robić. Onkolodzy to samo mówili, bo niby tyle widzieli, że mają pojęcie na ten temat)