Nie no z tym, to się na pewno nie da zgodzić, że cukier jest głównym pożywieniem komórek rakowych. Jakby tak było to połowa populacji miałaby jakieś raczysko. Rozumiem, że cukier nie jest za zdrowy i warto go jakoś ograniczać, ale to, że spożywanie cukru prowadzi do wznowy to jest jakaś bzdura.....przepraszam, ale nie mogłam nie zabrać głosu. Zresztą znam wiele ludzi w remisji, którzy jedzą tonami słodkości i jakoś wznowy nie mają:)
Też mi się nie wydaje żeby cukier był powodem nawrotów lub samego zachorowania. A to, że podczas brania chemii odrzuca od słodyczy to zapewne przez podawaną dożylnie glukozę. Byłam tak docukrzona dożylnie, że nawet takiego słodyczowego łakomczucha jak ja odrzuciło od słodyczy na prawie 2 lata ( bo tyle trwało leczenie ).
Duży temat otworzyliście. I chyba wciąż mocno kontrowersyjny, bo nie ma wystarczających dowodów naukowych.
Trzeba uważać żeby w tej materii nie pomieszać pojęć i nie wyciągać wniosków zbyt daleko idących. Gizmo zanegowała to, co powiedział Janek, chociaż oboje mówicie tak naprawdę o czymś innym i w konsekwencji pomieszała się przyczyna ze skutkiem. Wsadzę swoje 3 grosze i spróbuję trochę to wyprostować zanim wystraszeni czytający przestaną w ogóle spożywać cukier w jakiejkolwiek postaci ;-)
Niepodważalnym faktem jest, ze nowotwór zużywa znaczne zasoby energii w organizmie. Komórki szybko się dzielą, guzy rozrastają i zapewniają sobie jak najlepszy dostęp do krwi i składników odżywczych. Metabolizm tkanek nowotworowych jest znacznie szybszy niż zdrowych i co za tym idzie zapotrzebowanie na glukozę ogromne. Dowód na to macie w postaci wyników badania PET - znakowana glukoza świeci tam, gdzie gromadzi jej się najwięcej - w guzach nowotworowych. Każdy nowotwór jest bezwzględny, ciągle potrzebuje glukozy więcej i więcej - jego potrzeby stają się ważniejsze niż potrzeby organizmu. Dlatego w zaawansowanych stadiach choroby nowotworowej dochodzi do wyniszczenia pacjenta, czyli stanu tzw kateksji.
Teraz pytanie: jak się ma "cukier" zjadany do glukozy w komórkach nowotworowych. Mówiąc w dużym uproszczeniu - dla każdej komórki w naszym organizmie podstawowym paliwem jest glukoza. Ta jest albo przyjmowana gotowa (np w słodyczach) albo jest wytwarzana z innych cukrów, głównie: sacharozy (cukier do słodzenia), fruktozy (owoce), skrobii(produkty mączne, ziemniaki). Każdy organizm jest zaprojektowany tak, żeby utrzymywać stałe, optymalne stężenie glukozy we krwi. Jeśli jest w nas nowotwór, który radośnie sobie rośnie,to zużycie glukozy jest większe. Jeśli nie uzupełnimy jej z pożywienia, to organizm zacznie metabolizować rezerwy - np glikogen z mięśni i wątroby. Żarłoczny rak zaspokaja swoje potrzeby,a my chudniemy. To, co powiedział Janek - ze w czasie choroby/wznowy miał ogromny apetyt na słodycze może wynikać właśnie z faktu, ze zużycie glukozy było większe, jej poziom we krwi spadał szybciej niż kiedyś, organizm to odczuwał i się dopominał o słodkie. To wydaje się logiczne. Jednak nie znam dowodów naukowych potwierdzających to (nie znaczy, ze ich w ogóle nie ma).
Czy zatem jeśli przestaniemy jeść słodycze, to rak przestanie się rozwijać albo obumrze? Nie. Jest jeszcze fruktoza, skrobia no i rezerwy w organizmie. A jeśli przestaniemy w ogóle jeść wszelkie cukry (trudne do wykonania) i jeśli wyczerpią się rezerwy w organizmie to rak umrze? Tak, ale razem z rakiem i my skonamy :-) W pierwszej kolejności wysiądzie nam mózg, to on ma największe zapotrzebowanie na glukozę (spójrzcie na skany z wyników PET). Ale nasuwa się pewna ważna myśl, ze pasąc się słodyczami, w pierwszej kolejności karmimy raka - to on zje większość czekolady, nam zostawi 2 kosteczki ;-) Jeśli tego raka już mamy oczywiście. Tu dochodzimy do tego, o czym pisała gizmo. W swoim poście neguje to co jej zdaniem napisał Janek, czyli ze to cukier powoduje raka, albo powoduje wznowę. Janek tego nie napisał i to nie tak. Nie znam żadnych dowodów naukowych sugerujących jakoby cukier bezpośrednio powodował raka. Jeśli ktoś ma takie dowody, prosiłabym o namiary na nie. Wiadomo natomiast, ze nadmiar cukru powoduje wiele innych chorób, głównie otyłość. To ich konsekwencje mogą upośledzać mechanizmy obronne sprzyjając rozwojowi nowotworów (wiecie, ze każdego dnia nasz organizm musi niszczyć nieprawidłowe komórki, które mogą stać się nowotworem?) Być może i zwiększone spożycie cukru działa bezpośrednio poprzez przyspieszanie rozwoju nowotworów.
Długo można by o tym gadać, to bardzo szeroki temat.
idę zjeść kanapkę z miodem
Alex, bardzo trafnie to ujęte zgadzam się w 100%, pozdrawiam
Wiadomo, że na każdy temat można długo dyskutować bo większość tematów tu podejmowanych nie jest jednoznaczna, niemniej jednak jak czytam: "że zapotrzebowanie na glukozę miałem ogromne przez to, że rozwijały się komórki rakowe a to jest ich podstawowe pożywienie od tego czasu gdy mam zjeść coś słodkiego to mam takie dziwne uczucie czy czasami nie karmię tego gada", to jednoznacznie mi brzmi to jakby cukier miał się przyczyniać to rozwoju nowotworu. Nie wiem, może się mylę, ale ja tak to odebrałam.
Inna sprawa - Janek pisze, że Pani hematolog nie umiała mu odpowiedzieć na pytanie dotyczące jego chęci na słodycze a tu jak widać z postu Alex da się.... dziwnie niedouczeni Ci lekarze:(
Gizmo, wygląda na to, ze zarzuciłaś mi jakobym czuła się mądrzejsza od lekarzy hematologów. Ani ja nie miałam takich intencji, ani tez nie napisałam czegoś, co by to sugerowało. Chyba zatem albo nie przeczytałaś uważnie tego, co napisałam, albo nie zrozumiałaś mnie właściwie.
I z karmieniem "gada" chyba tez mnie nie zrozumiałaś do końca. W swojej wypowiedzi, starałam się jasno powiedzieć, ze ja osobiście nie znam żadnych danych sugerujących, ze spożycie cukru bezpośrednio powoduje raka. Z tego, co się zorientowałam w Twojej sytuacji, to jesteś w remisji, a zatem NIE MA żadnego gada, którego karmisz/nie karmisz. Odnoszę wrażenie, ze wszystkie napisane tutaj informacje przefiltrowałaś przez filtr swojego osobistego przewrażliwienia na punkcie ewentualnej wznowy i stąd wysunęłaś takie a nie inne wnioski.
Alex chyba masz gorszy dzień i próbujesz wyczytać z moich wypowiedzi coś czego tam nie ma. Absolutnie nie zarzuciłam Ci wywyższania się, tylko uczciwie stwierdziłam, że lekarze są niedouczeni i powinni wiedzieć więcej zwłaszcza w swojej tematyce. Ja sama jestem po walce z niedouczonym (mocno niedouczonym) lekarzem rodzinnym więc każdy kolejny przypadek jakoś tak na duchu nie podnosi. Nie rozumiem dlaczego odebrałaś to inaczej.
Co do mojej wznowy.....zupełnie nie masz racji. Ja absolutnie się jej nie boje, nie zakładam, że to wróci. Ja wróciłam już dawno do normalnego życia i generalnie bywam na tym forum bo po pierwsze lubię wiedzieć a czasem czegoś mądrego można się dowiedzieć, po drugie to forum BARDZO pomogło mi w mojej walce i wreszcie po trzecie znalazłam tu prawdziwych przyjaciół z którymi się widuję i którym kibicuje.
A Twój post przeczytałam bardzo dokładnie i generalnie to nie rozumiem dlaczego piszesz, że czegoś nie zrozumiałam. Mam wrażenie, ze jest zupełnie odwrotnie.
Dziewczyny dajcie na luz, Gizmo na temat wznowy (miałem ich parę) mogę dużo powiedzieć i nie wierzę , że jest ktoś kto by się tego nie obawiał, przynajmniej nie spotkałem takiego twardziela w swojej już 27 letniej walce z tym gadem a na temat jak ja to nazywam słodkości mam też swoje wyrobione zdanie, w okresie każdej wznowy miałem niepohamowany apetyt na słodycze,o niedouczonych lekarzach to na pewno mógłbym parę tomików napisać.
Alex widzę że masz trochę połapany temat, myślę ,że Twoja wiedza jak i wiedza Gizmo i wielu z nas którzy mamy trochę praktyki może być pomocna dla rozpoczynających walkę z tym paskudztwem, mnie przy ostatniej wznowie naprawdę dużo pomogły rady z tego forum,pozdrawiam
Gizmo, tak odebrałam Twoją wypowiedz bo można ją zrozumieć dwojako i w pierwszej kolejności odebrałam ją jako zarzut. Rożnie bywa ze słowem pisanym i cieszę się, ze wyjaśniłaś mi co miałaś na myśli. Teraz rozumiem Twoje intencje.
Janku, możesz wierzyć bądź nie wierzyć, ale ja na prawdę nie zakładam, że TO wróci. Nie biorę nawet takiej opcji pod uwagę. Nie zaprzeczę - przed każdym kontrolnym CT jestem w stresie ale poza tym nic się nie dzieje. Nie chodzę i nie obmacuje sobie nałogowo szyi w poszukiwaniu węzłów, nie wiąże każdego przeziębienia z nawrotem, żyję normalnie..po prostu. I szczerze powiedziawszy również nie wierze, że Ty przez 27 lat do ostatniego nawrotu nałogowo myślałeś o chorobie.
Alex, no ze słowem pisanym tak już jest, że można je interpretować na swój sposób, ale najważniejsze (moim zdaniem) jest spokojne dyskutowanie. A to chyba Nam się udało:) Pozdrawiam:)