deep
09.06.2012 03:27
mam na imię Grzesiek i mam 22 lata.
wszystko zaczęło się od 14 października, wtedy też na szyi po prawej stronie poczułem ból promieniujący do ucha, na drugi dzień jak się obudziłem miałem już bolący powiększony węzeł chłonny (bolało mnie również pod żuchwą), zupełnie nie wiem skąd on się wziął, pierwsza moja myśl to może od zęba, no nic, przechodziłem 2 dni w szaliku i ból ustąpił, opuchlizna też jakby się zmniejszyła, więc już później nie zwracałem na to uwagi, 24 października wybrałem się do stomatologa, bo miałem umówioną wizytę na chirurgiczne usunięcie zęba, po tym zabiegu pojawiły się komplikacje otóż z tej rany sączyła się krew, co dziwne, bo nigdy nie miałem problemów z krzepnięciem. Po 3 dniach dostałem lek na krzepnięcie., wszystko by było ok, gdybym na następny dzień nie zachorował, udałem się więc do lekarza i dostałem antybiotyk Klarmin. Kilka dni leżenia w łóżku i byłem zdrowy, tyle że mój węzeł chłonny dalej nie dawał mi spokoju i nie znikał (w dotyku jest przesuwalny pod palcem i mogę sobie nim ruszać w górę i w dół) Pod koniec listopada, nie czułem się najlepiej, raz mi było zimno, raz gorąco (tak jakbym miał gorączkę) więc pierwsze co mi na myśl przychodziło, to rzecz związana z tym moim węzłem, chłoniak, czy coś podobnego. Udałem się do swojego lekarza, wymacał ten węzeł i powiedział, że jest wielkości groszku, ale jest ruchomy, a podobno przy chorobach limfatycznych są one nieruchome, twarde i zbite. Dostałem więc skierowanie na morfologie i mocz, morfologia ok, ale w moczu miałem podwyższony urobilinogen, więc miałem dodatkowo robione badania w kierunku żółtaczki, która została zresztą wykluczona, dodam jeszcze, że kiedy w 2008 roku byłem po przebytej mononukleozie w szpitalu, okazało się, że mam podejrzenie wrodzonej bilirubinemii. W tym roku musiałem zrobić standardowe badania, gdyż potrzebowałem je do książeczki sanepidowskiej, tam mi znowu wyszło, że mam za dużo bilirubiny, ale to w sumie nie o tym jest ten temat. Całkiiem niedawno kiedy ok 23 położyłem się spać, za godzinę obudziłem się cały mokry, przez chwilę myślałem, że to przez to, że byłem cały opatulony kołdrą, ale zaraz moja hipochondria dała o sobie znać i przypomniała mi o chorobie nowotworowej :). Żadnych konkretnych badań diagnostycznych w kierunku tej choroby nie robiłem, między innymi dlatego, że moja rodzina mnie wprost już wyśmiewała, że znowu nabijam sobie głowę pierdołami i nic mi nie jest. Przestudiowałem już cały internet na temat chłoniaków / ziarnicy - i jestem niemalże pewien, że mam prawie wszystkie objawy :) czasami również miejscami swędzi mnie skóra, ale nie jest jakieś straszne żebym musiał się podrapać, a biorąc pod uwagę moją nerwicę - mogę się sam dodatkowo nakręcać.
Przepraszam z góry za zbyt chaotyczną pisownie, chciałbym tylko wiedzieć co o tym myślicie i dziękuję za jakąkolwiek odpowiedź.
Pozdrawiam