Paulus
04.11.2005 12:15
Zacznijmy od tego, że za oknem coraz chłodniej i coraz trudniej jakiś sport na dworze uprawiać, zwłaszcza mając w pamięci przeszczep, minęły juz blisko 3 lata ale lepiej na zimne dmuchać. Dmucham ja sobie i dmucham a w między czasie postanowiłem z kumplami wynająć salę coby sobie piłeczke (i nogi przy okazji wzajemnie) pokopać. Po ostatnim meczu wróciłem nadwyraz ukopany no ale jakkolwiek zrozumiałe dla mnie były sińce na piszczelach to już te na ramionach mnie lekko zaniepokoiły. Mecz był w czwartek a w niedziele wieczorem zauważyłem, że sińce mam na brzuchu, poniżej tricepsów (obie ręce) na udach i w paru miejscach. Myśle sobie, płytki na łeb poleciały, szpik przestał pracować prawidłowo, czeka mnie przeszczep od dawcy.
Nocy z niedzieli na poniedziałek nie przespałem a raniuteńko stawiłem się w klinice na morfologię. Szybki teścik i zaraz wynik: PLT-2. W połowie sierpnia mialem 220 a teraz 2 przy normie 150. Osiadlem ciężko na krześle z karteczką w ręku i czekałem na panią dr. Pani spojrzała na wynik, poleciała sie gdzieś skonsultować rzucając przez ramię, że dziś zostaje na noc, po chwili wróciła i stwierdziła, że idziemy do szefa się pokazać. Po drodze spytała czy mam rodzeństwo i już wszystko stawało się jasne. Od poniedziałku leżałem sobie na oddziale a dochtory prowadziły odwierty w moim mostku, pobierały krew i inne badziewia a ja czekałem na najgorsze wieści. W środe okazało się jednak, że szpik produkuje płytki jak dzik, poza płytkami wszystkie wyniki jak u zdrowego konia tylko coś się mój układ odpornościowy uparł na koszenie tych moich płytek. Jako, ze poziom 2 tyś. to zagrożenie życia, dostałem dwa worki płytek dożylnie i potem steryd. Dziś mnie wypisali przy poziomie 90 tyś. (wciąż wzrasta) a w środę do kontroli.
Okazuje się, że taką małopłytkowość mogą powodować np. leki przeciwbólowe (szczególnie Ibuprofen), wirusy (bardzo dużo ludzi trafia teraz do kliniki z takimi objawami) albo w ostateczności uszkodzona śleziona. W moim przypadku zarzeczono powiklania powirusowe no ale wciąż biore steryd i Heviran przeciwwirusowo. Dosyć ciekawe, że ta przypadłość zdarza się zdrowym ludziom i nie ma żadnego związku z ZZ czy przeszczepem a trafiłem do tych samych lekarzy, ten sam oddział i nawet to samo piętro co przed 3 laty kiedy diagnozowano u mnie LGM.
Jeśli ktoś dotrwał aż do tego momentu to dziękuję za cierpliwość w czytaniu i może komuś się to wyda przydatne i nie będzie musiał panikować jak ja w niedziele wieczorem :)