Ziarnica.pl
← Wróć do działu Ogólne
Ogólne

stres

Autor: anetka_945 • 25.02.2012 08:07 • 15 odpowiedzi

anetka_945

25.02.2012 08:07

Odpowiedz

hej, jestem po autoprzeszczepie, dokładnie 4 miesiące po wróciłam do pracy, czuję się świetnie, już 2 miesiące jak pracuję, ale w pracy mam masę stresu, dodam że nawet schudłam a wcale nie chciałam. Naczytałam się trochę że to mi wcale nie służy, aby pozostać zdrową na jak najdłużej. Nie chciałabym rezygnować z pracy, ale też nie chciałabym po raz drugi zachorować. Coś poradzicie może? Z góry dziękuję.

Gizmo

25.02.2012 09:21

Odpowiedz

Oj zadajesz ciężkie pytania:) ja myślę, że to, co się nasuwa na usta w pierwszym odruchu to to, że zdrowie jest najważniejsze i powinnaś odpuścić. Z drugiej jednak strony trudno jest dbać tylko o zdrowie gdy trzeba się martwić o milion spraw bez których nie da się żyć. Generalnie życie jest stresowe i pewnie rezygnując z pracy i tak nie zdołasz się przed nim obronić. Musisz sama zdecydować, co zrobić. Generalnie to jeśli możesz sobie pozwolić na rezygnacje z pracy, to może powinnaś jeszcze troszkę poodpoczywać (w sumie bardzo szybko wróciłaś do pracy)? Z drugiej jednak strony może warto popracować nad swoim podejściem do życia i próbować odcinać się od tych stresowych chwil, nie przeżywać ich tak? A może poszukasz mniej stresowego zajęcia? Nie będę Ci radzić, wypowiadam tylko swoje zdanie. A Ty wsłuchując się w siebie, zadecyduj sama. Powodzenia:)

Nova

25.02.2012 17:04

Odpowiedz
hej Anetka, faktycznie trudno doradzać w takiej sytuacji, tym bardziej, że ja sama jestem dopiero przed. Myślę jednak, że propozycja ze zmianą pracy jest jak najbardziej do przemyślenia. Wiesz takie zmiany czasami wychodzą na dobre, nie tylko naszemu zdrowiu, ale w ogóle. Mogę zaproponować jeszcze np. jogę, co prawda sama nie próbowałam, ale słyszałam o jej zbawiennym wpływie na zestresowane (zwłaszcza) kobiety.
Pozdrawiam cieplutko wszystkich.

anetka_945

25.02.2012 17:05

Odpowiedz

O 10:21, dnia 2012-02-25 Gizmo napisał(-a):

zdrowie jest najważniejsze

no tak, w 100% się zgadzam

Generalnie życie jest stresowe i pewnie rezygnując z pracy i tak nie zdołasz się przed nim obronić.

Jeśli zrezygnuję z pracy to będę siedziała sama w domu całymi dniami, ani się do kogoś odezwać, więc stres w tym przypadku raczej odpada.

Generalnie to jeśli możesz sobie pozwolić na rezygnacje z pracy,

hm.....w dzisiejszych czasach mało kto może sobie na to pozwolić a dom się buduje, więc wolała bym pracować i zarabiać...

(w sumie bardzo szybko wróciłaś do pracy)

Ufam mojemu lekarzowi, zapytałam kiedy mogę wracać, powiedział że nie widzi przeszkód abym dłużej siedziała w domu, jeśli chcę pracować, wystawił zaświadczenie i pracuję. ale lekarz mi opowiadał że 3m-ce po autoprzeszczepie to już można wracać do pracy, że jego pacjenci jak chcą, mają dobre wyniki to mogą wracać do pracy.

A może poszukasz mniej stresowego zajęcia?

Dobry pomysł ;)

anetka_945

25.02.2012 17:09

Odpowiedz

O 18:04, dnia 2012-02-25 Nova napisał(-a):

hej Anetka, faktycznie trudno doradzać w takiej sytuacji, tym bardziej, że ja sama jestem dopiero przed.

przed autoprzeszczepem?

Mogę zaproponować jeszcze np. jogę, co prawda sama nie próbowałam, ale słyszałam o jej zbawiennym wpływie na zestresowane (zwłaszcza) kobiety.

bardzo fajny pomysł, ciekawe czy w moich okolicach gdzieś uprawia się jogę, ale zrobię rozeznanie w temacie, obiecuję :)

Nova

25.02.2012 17:20

Odpowiedz

O 18:09, dnia 2012-02-25 anetka_945 napisał(-a):

przed autoprzeszczepem?

Tak. A właściwie to jeszcze dłuuga droga przede mną, chociaz niekrótka już za mną. Pierwsza linia leczenia okazała się nie do końca skuteczna i niestety czeka mnie etap drugi. Jeszcze nie zaczęłam, więc jak pewnie wiesz, najpierw czekają mnie ESHAPy :(

A jogi spróbuj koniecznie, ja sama planowałam po skończonym leczeniu, żeby wrócić do równowagi psychicznej i sprawności, no ale jeszcze muszę to odłożyć.

anetka_945

25.02.2012 19:29

Odpowiedz

O 18:20, dnia 2012-02-25 Nova napisał(-a):

O 18:09, dnia 2012-02-25 anetka_945 napisał(-a):

przed autoprzeszczepem?

Tak. A właściwie to jeszcze dłuuga droga przede mną, chociaz niekrótka już za mną. Pierwsza linia leczenia okazała się nie do końca skuteczna i niestety czeka mnie etap drugi. Jeszcze nie zaczęłam, więc jak pewnie wiesz, najpierw czekają mnie ESHAPy :(

A jogi spróbuj koniecznie, ja sama planowałam po skończonym leczeniu, żeby wrócić do równowagi psychicznej i sprawności, no ale jeszcze muszę to odłożyć.

Wiesz co eshapy znam tylko z forum, na mnie na szczęście dobrze zadziałało ABVD, ufff.... Głowa do góry, już tyle za Tobą że już musi być z górki ;)

Po przeszczepie mam czasami problem z koncentracją, czasem pamięć zawodzi ;/ ale to rzadko, natomiast jeśli chodzi o moją sprawność fizyczną to bardzo szybko wróciłam do formy, czego życzę również i Tobie.

Gizmo

25.02.2012 20:08

Odpowiedz
O tej jodze to i ja słyszałam wiele dobrego, ale kurcze brak mi czasu by się tym zainteresować. Praca, małe dziecko...no i już tak mało czasu na zainteresowania:( no ale staram się przynajmniej wieczory mieć dla siebie - książka, film, odpoczynek. Ja nie doszłam do pełnej sprawności fizycznej po leczeniu niestety:( Tzn żyję normalnie, ale kurcze jednak przed leczeniem miałam więcej sił. Teraz jednak potrzebuje tych spokojnych wieczorów:) Ale jak zrobicie Kobiety rozeznanie w tej jodze i też będziecie zachwycone, to może i ja się jednak skuszę:)
P.S. Anetka zazdroszczę budowy, też mi się marzy:)

INES

25.02.2012 21:20

Odpowiedz
Zachorowałam 2 lata temu. Przed diagnozą runęło moje małżeństwo.

Po pierwszej nieudanej próbie wyleczenia, okazało się że moja wspólniczka mnie okrada.
Później walka o zachowanie jak największej ilości majątku firmowego.
Ukradła mi wszystko. Zostałam bez grosza, a kredyt trzeba płacić.

Nadal chora, bez możliwości podjęcia pracy, spróbowałam po raz kolejny zbudować firmę.
Innych opcji nie widziałam.
Godziłam kolejne chemie z pędem zawodowym,
bo pętla bankowa na szyi ciasno zawsze jest uwiązana.

Kolejne wyniki nie pokazywały poprawy.
W święta czas przyszedł na przeszczep.
Jakoś przeżyłam ;) Znów żyję w pędzie, bo nie mam wyjścia.
I pisząc to, wiem jak wielki błąd popełniam.
Nie umiem sobie poradzić z przymusem zarobkowania kontra równowagą umysłu.

Największą ulgę znajduje w spotkaniach z przyjaciółmi i rodziną.
W leniwych weekendach pod kocem i dobrym filmem.
I marzę o tym aby mieć czas i silę na jogę :)

Gizmo

25.02.2012 22:46

Odpowiedz

Niestety życie jest jakie jest i zarabiać trzeba. Oczywiście są tacy, co mogą sobie pozwolić na nicnierobienie, ale ich jest zdecydowana mniejszość. Więc jak ja słyszę, że zdrowie najważniejsze i nic poza nim się nie liczy, to pytam co mojemu dziecku jutro włożę do garnka? Tak mnie jakoś natchnęło, ale czasem wypowiedzi ludzi mnie po prostu dobijają:)Kobitki, ta choroba nie uczyniła z Nas ludzi nie zbędnych do życia. Nie ma się co rozczulać - życie jest jakie jest. Oszczędzajmy się bardziej niż inni, kontrolujmy częściej, ale nie dajmy zwariować:) uściski dla Was:)

anetka_945

26.02.2012 10:51

Odpowiedz

O 22:20, dnia 2012-02-25 INES napisał(-a):

Zachorowałam 2 lata temu. Przed diagnozą runęło moje małżeństwo.

Po pierwszej nieudanej próbie wyleczenia, okazało się że moja wspólniczka mnie okrada.

Później walka o zachowanie jak największej ilości majątku firmowego.

Ukradła mi wszystko. Zostałam bez grosza, a kredyt trzeba płacić.

Nadal chora, bez możliwości podjęcia pracy, spróbowałam po raz kolejny zbudować firmę.

Innych opcji nie widziałam.

Godziłam kolejne chemie z pędem zawodowym,

bo pętla bankowa na szyi ciasno zawsze jest uwiązana.

Kolejne wyniki nie pokazywały poprawy.

W święta czas przyszedł na przeszczep.

Jakoś przeżyłam ;) Znów żyję w pędzie, bo nie mam wyjścia.

I pisząc to, wiem jak wielki błąd popełniam.

Nie umiem sobie poradzić z przymusem zarobkowania kontra równowagą umysłu.

Największą ulgę znajduje w spotkaniach z przyjaciółmi i rodziną.

W leniwych weekendach pod kocem i dobrym filmem.

I marzę o tym aby mieć czas i silę na jogę :)

INES to rzeczywiście wywróciło Ci się życie do góry nogami! Bardzo dobrze, że się nie poddałaś, pokaż "przyjaciółce" że stać Cię na wiele więcej niż myślała! Ja chyba miałam szczęście, co prawda ślub musieliśmy przełożyć o rok, ale ciągle byliśmy razem, mąż mnie wspierał i był ze mną w tych najcięższych chwilach (wiecie o czym mowa)...

Dzięki Twojemu wpisowi zrozumiałam, że mój stres przy tym co Ty przeszłaś to raczej mała sprawa, więc kiedy będę musiała to będę odpuszczała, i raczej nie będę przynosić pracy do domu, wieczory poświęcam na odpoczynek z mężem :) a zrezygnować z pracy nie chcę: po pierwsze naprawdę lubię to co robię, po drugie z tej rentki którą mam ciężko będzie ratę płacić ;P więc normalna pensja się przyda.

Dziękuję dziewczyny za odzew ;)

Trzymajcie się i nie dajmy się ani ZZ, ani stresowi, ani koleżankom!

INES

26.02.2012 16:44

Odpowiedz
Finalnie złożyło się tak, że jednak zostaliśmy razem.
Staram się na tym, zbudować siebie od nowa.

No i gram w lotto ... a nóż a widelec ;)

Gizmo

26.02.2012 20:19

Odpowiedz

Ja też gram, choć na razie bez efektów:)

anetka_945

27.02.2012 05:54

Odpowiedz

O 21:19, dnia 2012-02-26 Gizmo napisał(-a):

Ja też gram, choć na razie bez efektów:)

Hehe przyznaję się i ja, zdarza mi się wysłać lotka :P i zawsze jak skreślam, mam wrażenie że tym razem mi się uda :P

Ale chyba zdobyłam większą wygraną niż totek - wygrałam z ZZ :)

INES

27.02.2012 07:51

Odpowiedz

Aneta ... piękna puenta :))))