Ziarnica.pl
← Wróć do działu Chemioterapia
Chemioterapia

Po przeszczepie :) Żyję! ale słabiutko ;)

Autor: INES • 23.01.2012 12:11 • 11 odpowiedzi

INES

23.01.2012 12:11

Odpowiedz
Witam w nowym roku wszystkich.
Udało mi się przeżyć ten wątpliwie przyjemny event.

Mam pytanko.
Jak szybko dochodziliście do siebie po powrocie ze szpitala?

Ja po chemii, zazwyczaj po 2 dniach byłam już na pełnym chodzie.
A tu zrobię śniadanie i muszę odpocząć jak 70 babcia.

p.s. Zaczynam SGN 30 stycznia :)

baldi

23.01.2012 17:26

Odpowiedz

O 13:11, dnia 2012-01-23 INES napisał(-a):

Jak szybko dochodziliście do siebie po powrocie ze szpitala?

Ja po chemii, zazwyczaj po 2 dniach byłam już na pełnym chodzie.

A tu zrobię śniadanie i muszę odpocząć jak 70 babcia.

no jest cos w tym, mialem podobnie.

po okolo trzech miesiacach, moze pol roku, pojawily sie wlosy. wszedzie, niestety.

zmeczenie tez jakos minelo.

problemy z uposledzona odpornoscia okolo trzech-pieciu lat..

INES

23.01.2012 17:43

Odpowiedz
jezu ... :(
aż tyle.
Miałam nadzieję na miesięczną rekonwalescencję.

No cóż, muszę uzbroić się w cierpliwość.

A.

anetka_945

23.01.2012 17:48

Odpowiedz

O 13:11, dnia 2012-01-23 INES napisał(-a):

Witam w nowym roku wszystkich.

Udało mi się przeżyć ten wątpliwie przyjemny event.

Mam pytanko.

Jak szybko dochodziliście do siebie po powrocie ze szpitala?

Ja po chemii, zazwyczaj po 2 dniach byłam już na pełnym chodzie.

A tu zrobię śniadanie i muszę odpocząć jak 70 babcia.

p.s. Zaczynam SGN 30 stycznia :)

Myślę, że zwykłe domowe czynności po ok miesiącu będziesz wykonywałą bez większego zmęczenia, ja tak miałam. A po 3 miesiącach od wyjścia ze szpitala wróciłam do pracy. To dopiero mój drugi tydz kiedy pracuję, przerwę miałam 1,5roku...hmmm...dopiero teraz czuję że żyję :) z chęcią wstaję rano, funkcjonuję cały dzień na dosyć wysokich obrotach i naprawdę mnie to "kręci"!!! Cieszę się, że w końcu nastał ten dzień! I Tobie też życzę szybkiego powrotu do "normalności" :)

agnieszka1

23.01.2012 17:55

Odpowiedz

Pierwsze 2 tygodnie słaba bardzo. Po miesiącu w domu wszystko robiłam, dzieci,sprzątanie. Byłam w gościach. Po 2 misiącach byłam u znajomych na sylwku i spróbowałm szampana. Pojawił się mszek na głowie. Dwa tygodnie później byłam na łyżwach. Też biorę SGN. W marcu wracam do pracy _ biurowej. A włosy już 0,5 cm. Tak więc wcale nie jest źle. Bolą mnie tylko nogi mięsnie i kości. Głowa do góry.

beata79

23.01.2012 18:01

Odpowiedz

Kurde... to ja się tu łudzę, będąc 4 dzień po przeszczepie, że w kwietniu bedę na pełnych obrotach... a Wy mi tu nogi podcinacie, że to się tak szybko nie dzieje... buuu.

Aga71

24.01.2012 08:05

Odpowiedz

O 19:01, dnia 2012-01-23 Beata79 napisał(-a):

Kurde... to ja się tu łudzę, będąc 4 dzień po przeszczepie, że w kwietniu bedę na pełnych obrotach... a Wy mi tu nogi podcinacie, że to się tak szybko nie dzieje... buuu.

E no, kochana, widziałaś mnie przecież w klinice...byłam 3 miesiące po przeszczepie, 4 miesiące po przeszczepie szlajałam się po Londynie- po 12 godzin dziennie, wczoraj zjechałam 5 razy z Czantorii na nartkach...a ponad miesiąc od wyjścia z kliniki po przeszczepie myślałam, że już nigdy nie odzyskam sił:P:P...jest dobrze, w piątek 9 wlew SGN:P

trzymaj się, niedługo się spotkamy na wlewach:P, pewnie na przełomie lutego/marca:-). 7 miesięcy po= włosy 5 cm i to nie siwe!!, a stara jestem:D

Justyna

26.01.2012 18:32

Odpowiedz

O 09:05, dnia 2012-01-24 Aga71 napisał(-a):

O 19:01, dnia 2012-01-23 Beata79 napisał(-a):

Kurde... to ja się tu łudzę, będąc 4 dzień po przeszczepie, że w kwietniu bedę na pełnych obrotach... a Wy mi tu nogi podcinacie, że to się tak szybko nie dzieje... buuu.

E no, kochana, widziałaś mnie przecież w klinice...byłam 3 miesiące po przeszczepie, 4 miesiące po przeszczepie szlajałam się po Londynie- po 12 godzin dziennie, wczoraj zjechałam 5 razy z Czantorii na nartkach...a ponad miesiąc od wyjścia z kliniki po przeszczepie myślałam, że już nigdy nie odzyskam sił:P:P...jest dobrze, w piątek 9 wlew SGN:P

trzymaj się, niedługo się spotkamy na wlewach:P, pewnie na przełomie lutego/marca:-). 7 miesięcy po= włosy 5 cm i to nie siwe!!, a stara jestem:D

To ja tu wydzwaniam, zastanawiam się co z Tobą, a tu koleżanka ziarniaczka szosuje na nartach? Eh, dzielna dziewczyno:) Dobrze, że jesteś! Chciałabym, żeby Cię teraz zobaczył pewien bardzo uczony profesor:)

agnieszka1

27.01.2012 10:29

Odpowiedz

O 09:05, dnia 2012-01-24 Aga71 napisał(-a):

O 19:01, dnia 2012-01-23 Beata79 napisał(-a):

Kurde... to ja się tu łudzę, będąc 4 dzień po przeszczepie, że w kwietniu bedę na pełnych obrotach... a Wy mi tu nogi podcinacie, że to się tak szybko nie dzieje... buuu.

E no, kochana, widziałaś mnie przecież w klinice...byłam 3 miesiące po przeszczepie, 4 miesiące po przeszczepie szlajałam się po Londynie- po 12 godzin dziennie, wczoraj zjechałam 5 razy z Czantorii na nartkach...a ponad miesiąc od wyjścia z kliniki po przeszczepie myślałam, że już nigdy nie odzyskam sił:P:P...jest dobrze, w piątek 9 wlew SGN:P

trzymaj się, niedługo się spotkamy na wlewach:P, pewnie na przełomie lutego/marca:-). 7 miesięcy po= włosy 5 cm i to nie siwe!!, a stara jestem:D

Widze że nie tylko ja myślę o nartach, Robiłaś jakieś przygotowania, kolana mięsnie. Mnie bolą kości, i kolana trochę się boję. Ale raz się żyje

Aga71

28.01.2012 07:52

Odpowiedz

Widze że nie tylko ja myślę o nartach, Robiłaś jakieś przygotowania, kolana mięsnie. Mnie bolą kości, i kolana trochę się boję. Ale raz się żyje

Mnie też pobolewają kości,kolana chociaż coraz mniej. Pojechałam na żywca:D jako zwykle, bez przygotowania i stwierdziłam, że spróbuję, nie zapomnę długo tego uczucia wiatru we "włosach", zimna na policzku i szumu nart. To tak jak z sexem, tego się nie zapomina;-), założyłam narty i hejka, najpierw w górę, potem w dół;-).

Powodzonka i odwagi:-)

agnieszka1

28.01.2012 08:53

Odpowiedz

O 08:52, dnia 2012-01-28 Aga71 napisał(-a):

Widze że nie tylko ja myślę o nartach, Robiłaś jakieś przygotowania, kolana mięsnie. Mnie bolą kości, i kolana trochę się boję. Ale raz się żyje

Mnie też pobolewają kości,kolana chociaż coraz mniej. Pojechałam na żywca:D jako zwykle, bez przygotowania i stwierdziłam, że spróbuję, nie zapomnę długo tego uczucia wiatru we "włosach", zimna na policzku i szumu nart. To tak jak z sexem, tego się nie zapomina;-), założyłam narty i hejka, najpierw w górę, potem w dół;-).

Powodzonka i odwagi:-)

Dziękuję. Teraz jestem pewniejsza.

Asowa

28.01.2012 15:05

Odpowiedz

Grunt, że żyjesz;)