Borys
19.01.2012 14:09
Witam, proszę Was o pomoc, bo nie mam już siły do lekarzy. Około 1,5 roku temu powiększyły mi się węzły chłonne na szyi, miałem przytkane ucho i bolącą szyję po jednej stronie, jednak po jakimś czasie to przeszło. Lekarka zrobiła tylko morfologię, crp i ob, które wyszły dobrze i powiedziała, ze węzły są od zębów (rzeczywiście, mam sporo zębów do leczenia). Zrobiłem sobie prywatnie usg, wyszło, że mam dużo powiększonych węzłów na szyi, ale lekarz powiedział, że raczej nie są podejrzane, tylko obserwacja. Po jakimś czasie miałem drugie usg, u innego radiologa, ten stwierdził, że trzeba koniecznie wyciąć węzeł do badania. Udałem się do szpitala, chirurg zlecił obserwację, kolejne badanie usg - trzy węzły bez widocznych zatok, po około 26x9 mm (dwa szyjne górne, chyba podrzuchwowe, lewy i prawy i jeden dolny szyjny, 2-3 cm nad lewym obojczykiem). Kolejne badanie po miesiącu (u tego samego radiologa) wszystkie węzły mają zatoki, zdyskwalifikowany do pobrania, tylko obserwacja. Po kolejnym miesiącu wielkość węzłów bez zmian, wszystkie z widocznymi zatokami. Tu pojawia się pytanie, czy węzły mogą najpierw nie mieć widocznych zatok, a później te zatoki widać? Ten sam radiolog w pierwszym badaniu opisał 3 węzły, że są bez zatok, a w dwóch następnych badaniach, że zatoki są widoczne. Szpital nie honoruje badań prywatnych, nie mam żadnych objawów typu B, morfologia ok, usg brzucha i rtg klatki ok (z przed kilku miesięcy). Co o tym sądzicie? Bardzo proszę o odpowiedzi, mam nerwicę lękową spowodowaną kiepskim dzieciństwem i to jest dla mnie kolejna przytłaczająca sprawa. Pozdrawiam.